Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.3

Honda CB 1000 R 2009

Świat chyba zmierza ku zagładzie – Honda w zeszłym roku zerwała z ekologiczno-bezpiecznym (czytaj: nudnym) imidżem i pokazała sprzęt dla kozaków – CB 1000 R.

Erik Buell może być dumny: jego pomysł na motocykle stał się modny – wystarczy spojrzeć choćby na Hondę CB 1000 R. Jest ona radykalna i bezwzględna, nie zapomina jednak, aby być przyjazną dla użytkownika. Czyli mamy do czynienia z japońskim motocyklem, wzorującym się na pomyśle Amerykanina. Przez ostatnich kilka lat trudno byłoby podejrzewać Hondę o taką fantazję. W maszynach ze skrzydłem najczęściej wszystko było podporządkowane funkcjonalności. Na szczęście CB 1000 R zrywa z tym trendem. Wyróżnia się on w tłumie konkurencyjnych naked bike’ów. A jest to dość obiecujący rynek. W latach 2006- -2007 w Europie sprzedano pół miliona takich maszyn. Nie dziwiły więc ploty, że Honda przygotowuje atak na ten segment. Pozostawała tylko kwestia, kiedy to nastąpi. Stało się w 2008 roku.



W środku niczego
Wyobraźmy sobie totalne zadupie. Całkowita cisza. Słychać tylko bicie własnego serca. Długa prosta zakończona lewym zakrętem. Żadnych ograniczeń prędkości. Naciśnięcie guzika. Basowy, ale bardzo cichy pomruk z wydechu. Sprzęgło. Jeden w dół. I już CB mknie jak strzała. Po zaledwie 3,2 sekundy na budziku wyświetla się 100 km/h. Po 11,2 s jest już 200 km/h. Co ciekawe, jeździec ma co najmniej trzykrotnie wrażenie, jakby czas przyspieszył. Tutaj każdy skuma , co to znaczy przyspieszenie . Dlaczego? To proste – bo nie ma żadnych szans ukrycia się przed wiatrem za jakąkolwiek zasłoną. Ale jest coś jeszcze. Temu, kto po raz pierwszy siada na tym motocyklu, przez głowę przemyka: „Jak zabawka!”. Znajdziesz tu tylko to, co niezbędne (w opcji zintegrowany układ ABS – to taki ukłon dla miłujących bezpieczeństwo). Maszyna wydaje się filigranowa. Dość wąski zbiornik ma gumową osłonę, chroniącą materiał genetyczny przed uszkodzeniem. Kanapa zwęża się ku przodowi, co krótkonogim ułatwi podparcie się nogą. Wygląda niepozornie, ale jest wygodna. Całość uzupełniają niewielki kokpit oraz niezbyt szeroka kierownica. Do tego siedzi się bardzo blisko przedniego koła.

Pozycja prowokuje do odkręcania. Tym bardziej że masz wrażenie, jakbyś dosiadał „250”. A potem nieoczekiwanie mocno uderza człowieka potęga litra. Czterocylindrowiec nic sobie nie robi z masy własnej (220 kg z paliwem) i jeźdźca.


Tacy sami…
Honda tchnęła nowe życie w znaną jednostkę napędową. Średnica cylindra i skok tłoka są identyczne jak w FireBladzie rocznik 2007 i w CBF-ie 1000. Silnik CB różni się od innych litrówek Hondy głowicami cylindrów. Chodziło o zapewnienie odpowiednio wysokiego momentu w średnim zakresie obrotów – jak w CBF-ie – a także łatwości wchodzenia na obroty, znanej z dużej CBR-y.

Spece z Hondy znaleźli złoty środek. Jeśli zechcesz jechać turystycznie, nie ma problemu: silnik jest elastyczny, a więc nie trzeba mieszać w skrzyni biegów. Ale wystarczy lekki ruch rączka gazu, aby maszyna zbudziła się i przeszła do ataku.

Skrzynia, jak na Hondę przystało, pracuje miękko i precyzyjnie. CB ma sportowy rodowód, więc nie dziwi krótkie przełożenie końcowe. Teoretycznie prędkość maksymalna wynosi 243 km/h. Praktyka jednak wykazała, że 225 km/h jest granicą możliwości. Wszystko to przez ograniczenie obrotów na ostatnim biegu. Silnik kręci wtedy 9200 obr/min.


Zero macho
Hamownia ujawnia jeszcze jedną niespodziankę – i moc, i moment obrotowy na pierwszych dwóch biegach są zredukowane (116 KM na dwójce, 123 KM na szóstce). Ten zabieg ma na celu poprawę własności prowadzenia motocykla. W czasie normalnej jazdy trudno to wyczuć i w ogóle nie przeszkadza. Trzeba speca, żeby wykumać niewielkie załamanie momentu obrotowego na 3000 obr/min. Wynosi ono 4 Nm i trwa przez 1000 obr/min. Da się wytrzymać.

Dużo trudniej pójdzie to z kokpitem, mimo że mamy do czynienia z designerskim cackiem (wygięty jak rogal, podzielony na trzy części, po zmroku świeci na niebiesko). Niestety, za często bywa nieczytelny. W zależności od położenia słońca, widać niewiele lub zupełnie nic. Jeszcze gorzej jest w czasie deszczu: po wskaźnikach spływają strumyki wody, które rozmazują obraz.

Jednak w tej maszynie najważniejsze jest to, jak jedzie. Zaraz po odpaleniu dzieje się niewiele. Wydech – zgodnie z modą i korzystnie dla rozkładu mas – kończy się na wysokości wahacza. Swoją drogą, trzeba przyznać, że wygląda znakomicie. Fani śmigania w ciszy będą wniebowzięci – z puszki słychać niezbyt głośny, basowy pomruk. Krótko mówiąc – w przeciwieństwie do Benelli TnT czy Triumpha Speed Triple'a – fryzura pozostaje nietknięta. Jeśli chodzi o dźwięk, ten silnik jest wszystkim, tylko nie macho.

W zamian widać (i słychać) dążenie do perfekcji. Żadnych dodatkowych hałasów, dobre spasowanie, minimalne luzy, idealnie wypolerowane bieżnie, precyzyjne gwinty. Tyle że słabo działa to wszystko na zmysły.



(Nie)pohamowany
Honda nie byłaby sobą, gdyby nie dbała o bezpieczeństwo (o ciszy i ekologii było już wyżej). Dlatego CB 1000 R jest również dostępny z kombinowanym ABS-em. Noga uruchamia tył oraz środkowe tłoczki przednich zacisków. Z kolei klamką uruchamiasz dwa pozostałe tłoczki z przodu oraz tył. Ani na skuteczność, ani na dozowalność nie można narzekać. ABS nie wtrąca się natrętnie – wkracza do akcji bardzo późno i łagodnie. Jednak potrafi zepsuć zabawę. Wersja bez tego układu ma czterotłoczkowe zaciski radialne z tarczami o średnicy 310 mm oraz radialną pompę hamulcową. Można się powygłupiać.

W pochyleniu i przy maksymalnej prędkości CB 1000 R zachowuje stabilność. Amortyzator pracuje dobrze. Do zmiany tłumienia odbicia potrzebny jest bardzo długi śrubokręt.

Ale mniejsza o to, bo zbliżają się winkle, które rozciągają gębę w uśmiechu. CB 1000 R nie jest aż tak poręczny, jakby się mogło na początku wydawać.



To nie jest zabawka!
W mieście, dzięki dość sporemu skrętowi, łatwo przemykać między zakorkowanymi puszkarzami. Wraz ze wzrostem prędkości, motocykl się usztywnia i wymaga od jeźdźca więcej siły. W zakrętach trochę trzeba z nim walczyć. Wymaga pewnego nacisku i nie jest w 100% neutralny. Ale to są drobiazgi. Trzeba się pogodzić z tym, że to nie jest zabawka i że do jej opanowania trzeba użyć mięśni. To generalnie pasuje do charakteru i stylu motocykla. Przecież nie służy on do nauki jazdy.

Honda wprawdzie nie zbudowała sprzęta na miarę Speed Triple’a, ale opakowała świetnie zestrojonego i dysponującego potężnym kopem czterocylindrowca w godne podwozie. Do tego dołożyła godny wygląd. Szczególnie jednoramienny wahacz i odlewana felga z czterema szprychami dają radę. Przednia lampa budzi mieszane uczucia, ale sprawia, że motocykl wygląda jakby był wkurzony.

Pierwszy krok
Wydaje się, że opracowanie CB 1000 R przez Europejczyków w Europie było strzałem w dziesiątkę. Obecnie zjeżdża on z taśm we włoskim Atessa. Oby pierwszy krok Hondy we właściwym kierunku nie był ostatnim.





Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Świat chyba zmierza ku zagładzie – Honda w zeszłym roku zerwała z ekologiczno-bezpiecznym (czytaj: nudnym) imidżem i pokazała sprzęt dla kozaków – CB 1000 R.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 06:34:10
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij