Motocykl poleca:

Honda CB 1000 R vs KTM 990 Super Duke vs Moto Morini Corsaro 1200 Veloce vs Suzuki B-King

Poleć ten artykuł:

Te maszyny to coś na podobieństwo znanych w antyku słoni bojowych wśród motocykli. Podróż przez Alpy na ich grzbietach nieco przypomina wyprawę Hannibala, wodza starożytnego państwa Kartagina, który na słoniach pokonał Alpy, aby rzucić wyzwanie Rzymowi…
Zobacz całą galerię

W klasie big bike’ów moc silnika niekoniecznie będzie powodować dreszcz emocji, bo wszystkie mają jej pod dostatkiem. Istotniejsze wydają się podwozia. Ich konstruktorzy kładli bowiem akcent na różne sprawy – dla jednych najważniejszy był komfort, czego przykładem jest Suzuki B-King, inni – jak w Moto Morini Corsaro 1200 Veloce – postawili na bardziej sportowe, czyli twardsze zestrojenie zawieszeń. Która z tych koncepcja najlepiej sprawdzi się w Alpach?

Honda: popularny kusiciel

Dla wielu była to miłość od pierwszego wejrzenia: napęd z FireBlade’a rocznik 2007, jednoramienny wahacz, świetny przód, przepiękny układ wydechowy, a w opcji ABS. W tegorocznym Alpen Masters wystartował egzemplarz bez ABS-u, bo niemiecki importer nie był w stanie na czas dostarczyć maszyny wyposażonej w ten układ. Szkoda! Nie zmienia to faktu, że nawet bez ABS-u hamulce CB zasługują na pochwałę: obsługa klamki dwoma palcami, dobre opóźnienie, najlepsza dozowalność; dotyczy to również tylnego hebla. Po pierwszym wyboistym odcinku dała o sobie znać plastikowa wypukłość na zbiorniku paliwa w pobliżu siedzenia. 12 na 17 jeźdźców testowych uskarżało się na niespodziewane ciosy w „klejnoty”. Oprócz tej niedogodności maszyna jest OK, kierownica dobrze leży w dłoniach, a położenie nóg i ugięcie kolan jest super. Bez dwóch zdań: na ważącej 220 kg Hondzie czujemy się świetnie, bo motocykl od razu wzbudza zaufanie. Uczucie to jednak znika po dotarciu na nierówności północnego zbocza Galibier. Wtedy „1000” się usztywnia, pojawia się uczucie, że na wąską kierownicę spadają wielkie ciężary – precyzja prowadzenia drastycznie się zmniejsza. Winę za to ponoszą tylna opona, która powoduje silny moment prostujący, i bardzo miękkie zestrojenie amortyzatora, co wprowadza niepokój podwozia.


    HONDA CB 1000 R
4 cylindry, 998 cm3, 125 KM, 99 Nm, 220 kg, ładowność 190 kg, 35 900 zł (z ABS-em 37 900 zł)  
PLUSY
Najlepsza skrzynia biegów. Lekko pracujące sprzęgło. Dobrze dozowalne hamulce. Łagodna reakcja na gaz. Niskie zużycie paliwa.
MINUSY
Za sprawą osłony zbiornika przeciętny komfort siedzenia. Amortyzator nie daje rady przy jeździe z pasażerem.

Na równiutkich odcinkach naked bike funkcjonuje perfekcyjnie. Wąska talia sprawia, że CB nie tylko chętnie poddaje się poleceniom kierownicy, ale reaguje też na nacisk ud. Czysto reagujący na gaz, bardzo chętnie wchodzący na obroty czterocylindrowiec z krótko przełożoną skrzynią biegów jest idealnie zestrojony pod wymagania górskich dróg. Nieprzyjemne wibracje odczuwa się tylko w środkowym zakresie obrotów. Dzięki mocarnemu, ale oszczędnemu silnikowi – tylko 5,4 litra na 100 górskich kilometrów – Honda zdobywa drugie miejsce w grupie. Wad za miękkiego do jazdy w duecie amortyzatora nie zrekompensowałby nawet dobry ABS.

KTM: czyste szaleństwo

Super Duke stanowi mieszankę kilku gatunków: ma geny funbike’a, big bike’a i sportowca. Czyli dysponuje cechami idealnymi do ostrego śmigania po alpejskich szlakach. Maszyna wyraźnie broni się przed spokojną jazdą. W ciasnych zakrętach opóźnienie w reakcji na otwarcie gazu utrudnia kreślenie idealnego toru jazdy. Oprócz tego, poniżej 3000 obr/min silnik szarpie łańcuchem. Z ostrym charakterem sprzęta współgra skrzynia biegów z krótkimi skokami dźwigni i czystym zapinaniem kolejnych biegów. Sprzęgło pracuje tak lekko, że można je obsługiwać jednym palcem.

    KTM 990 SUPER DUKE
2 cylindry, 999 cm3, 120 KM, 100 Nm, 203 kg, ładowność 177 kg, 49 900 zł  
PLUSY
Skuteczne i dozowane hamulce. Aktywna i komfortowa pozycja jeźdźca. Bardzo dobre wykonanie.
MINUSY
Wysokie zużycie paliwa. Niezbyt chętna reakcja na gaz. Moc pojawia się dopiero powyżej 3000 obr/min.

Pierwszy kontakt z Super Duke’em przynosi wrażenie lekkości i poręczności. Jeśli jednak poręczność kojarzymy z ciasnymi zakrętami na górskich przełęczach, to doznamy zawodu – za duża jest średnica zawracania. Wrażenie poręczności bierze się z faktu, iż Super Duke – ważący z płynami 203 kg – łatwo składa się w pochylenia. Do tego pozycja jeźdźca jest i komfortowa, i aktywna. Najkrótsza definicja Super Duke’a brzmiałaby: im równiejsza droga, tym płynniej i precyzyjniej skręca. I na odwrót. To sprawia, że jazda przez popękane alpejskie trasy staje się ciężką pracą. Niczym korek przed zatonięciem, Super Duke broni się przed zamiarami jeźdźca, nie zgadza się z wyznaczonym kursem, zakręty bierze szeroko lub kluczy jak antylopa uciekająca przed lwicą. Do tego dochodzą niezbyt czułe zawieszenia, które przy ostrzejszej jeździe z pasażerem szybko osiągają kres możliwości. Rzecz o tyle dziwna, że człowiek spodziewa się, iż austriacka maszyna powinna być oswojona z górami.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij