Motocykl poleca:

Honda CB 500 F i CBR 500 R: cena czyni cuda?

Poleć ten artykuł:

W Hondzie oszaleli! Na świecie szaleje kryzys, a Japończycy pokazują kolejne nowe maszyny, i to od razu dwie.

Zobacz całą galerię

Pomysł jest genialny w swojej prostocie: skoro drogie maszyny sprzedają się słabo, trzeba dać rynkowi sprzęty prostsze i tańsze. Na dodatek Europa jest kiepskim miejscem do handlowania motocyklami, bo w skali globu sprzedaż na Starym Kontynencie można uznać za śladową. Nie wierzysz? Oto prosty przykład. W 2010 roku Honda sprzedała w Europie 258 000 jednośladów, w Stanach Zjednoczonych 192 000, a w Azji... No, kto zgadnie? Poprawna odpowiedź to 14 milionów! Czyli Azja jest dla Hondy rynkiem 55 razy większym niż Europa! Jest więc o co walczyć. A gdy doda się do tego wymagania klientów (w Azji rządzą sprzęty o małej pojemności, niezbyt skomplikowane technicznie, tanie w produkcji i proste w obsłudze), wiadomo gdzie leżą pieniądze.

Żeby obniżyć koszty, produkcję „500” Hondy przeniesiono do Tajlandii. Jeśli jest to jedyny powód, dla którego skreślasz te sprzęty z listy kandydatów branych pod uwagę – od razu powiem, że to kiepska decyzja. Moim zdaniem nie liczy się miejsce produkcji, lecz to, w jaki sposób jest przeprowadzana kontrola jakości, a z tym spece z Hondy nie powinni mieć najmniejszych problemów.

W przypadku „500” oszczędzano na wszystkim, ale z głową. W Hondach nie ma więc elementów, które można nazwać tandetnymi. Są tanie klamki sprzęgła i hamulca, bo nie mają regulacji. Przełączniki na kierownicy zdjęto z półki z częściami do innych modeli. Szkoda, że nie zamieniono w nich miejscami włącznika klaksonu z guzikiem kierunkowskazów. W efekcie cała nasza grupa, jadąc przez miasto, radośnie trąbiła na każdym skrzyżowaniu i dopiero za drugim razem wyłączała kierunki. Być może można się do tego przyzwyczaić, podobnie jak do włączników kierunkowskazów w BMW, niemniej to mi się nie podoba. Tanie są kierunkowskazy i tańsza w produkcji jest też stalowa rama. Czy mi to przeszkadza? W żadnym wypadku!

Tak jak rowery

Silnik nowych „500” to dość prosty twin z czterema zaworami na cylinder, o prawie identycznych średnicy cylindra i skoku tłoka (67 i 66,8 mm) i pojemności 471 cm3. Nie porównuj ze starym silnikiem z CB, bo nie ma to sensu. Zamiast gaźników jest wtrysk paliwa, wałek wyrównoważający ogranicza wibracje silnika, a specjalna przegroda w airboxie zmniejsza zawirowania powietrza i poprawia napełnianie cylindrów mieszanką. W praktyce oznacza to, że silnik bardzo chętnie reaguje na gaz. Nie jest demonem mocy (47,6 KM przy 8500 obr/min), nie spodziewaj się też, że wskazówka obrotomierza będzie biegała po skali w tempie znanym z czterocylindrowych „600”. Bo tu liczy się łagodniejsza charakterystyka i płynniejsze przekazywanie mocy – przecież to sprzęt dla początkujących. Zakres obrotów kończy się przy 7000-8000, więc chcąc jechać dynamicznie, trzeba trochę pomieszać w skrzyni biegów, która – jak to u Hondy – działa precyzyjne.

Po pierwszych kilometrach w mieście byłem w szoku: ten bike prowadzi się łatwo jak rower! Gdybym stanął przed wyborem, postawiłbym na efkę, bo siedzi się na niej wygodniej. Sprzęgło pracuje lekko i precyzyjnie, skrzynia biegów również.

Dopiero za miastem wyraźniej poczułem brak mocy. Wyprzedzania nie są tak łatwe, jak na „600”. Trzeba się chwilę zastanowić i wybrać odpowiedni bieg. Jeśli wrzucisz za wysoki, Honda będzie się rozpędzać długo, wręcz bardzo długo, płynnie i powoli. Nie poczujesz też szarpania łańcuchem.

Tagi: Honda | CB 500 F | CBR | 500 R

Oceń artykuł:

3.6

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij