Motocykl poleca:

Honda CB 650 i CBR 650 F: Powrót do przeszłości

Poleć ten artykuł:

87 KM, stalowa rama i proste zawieszenia. Na pierwszy rzut oka specjaliści z Hondy zabłądzili. Już widzę fanów cebry 600 F obrzucających ich błotem. Nie przyłączę się do nich, bo ta historia ma drugie, i to sensowne dno.  

Wszystko, co się tylko dało, mają wspólne. Niższa kierownica i owiewka robią zaskakująco dużą różnicę. Zobacz całą galerię

W dzisiejszych czasach mało co wygląda na to, czym jest w rzeczywistości. Przykład? Biust Pameli Anderson... Japończycy z Hondy postanowili wpisać się w ten trend – CB 650 wygląda niemal jak Hornet i ma być „wojowniczym dzieckiem ulicy” (tak jest napisane w informacji prasowej), CBR 650 F zaś udaje maszynę sportową. Na pierwszy rzut oka można w to uwierzyć, ale przy bliższym poznaniu nowe Hondy nie są w stanie ukryć swojego prawdziwego oblicza.

Wszystko, co się tylko da, oba modele mają wspólne – od silnika, ramy i zawieszeń zaczynając na zegarach, przełącznikach i kierunkowskazach kończąc. Pojemność silnika wzrosła do 649 cm3, to oznacza 87 KM przy 11 000 obr/min oraz 63 Nm przy 8000 obr/min. Rozczarowanie? To zależy. Bez dwóch zdań, inżynierom Hondy należą się za ukrycie wiązek i poprowadzenie przewodów wewnątrz silnika oraz za piękne, umieszczone z prawej strony kolektory wydechowe. To dotyczy przede wszystkim CB, bo w cebrze owiewka i tak je zasłania. Dobre wrażenie robią też aluminiowy wahacz oraz tylna lampa na LED-ach. Plastiki są bardzo dobrze spasowane, a faktura imitująca karbon daje ciekawy efekt.

Zawieszenia nie należą do skomplikowanych - z przodu mamy powrót do przeszłości, a konkretnie do CBR-y 600 F2, i to sprzed 1994 roku, czyli widelec o średnicy goleni 41 mm bez żadnej regulacji. W bezpośrednio mocowanym centralnym amortyzatorze możesz zmienić napięcie wstępne sprężyny. Do tego opony Dunlop D222. Przyznaję, że początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego zestawu.

Naked na początek

Kanapa dość wygodna, a za sterami zmieszczą nawet wysocy (mam 190 wzrostu i nie narzekałem). Dość szeroka kierownica dobrze leży rękach – przeszkadzają tylko jej nędzna średnica oraz niezbyt urodziwe mostki mocujące ją do półki. W  magiczny sposób pojawia się wrażenie taniości.

Nie potrafię się przyzwyczaić do przełączników w Hondzie szczególnie gdy drogę zajeżdża mi zamyślony kierowca Lanosa. Odruchy działają, a tu dzięki przyciskom – zamiast otrąbić gościa – kasuję kierunkowskaz... Kokpit podzielono na dwie części. Ludzie z Hondy twierdzą, że to nawiązanie do analogowych zegarów CB 750. Sam bym na to nigdy w życiu nie wpadł (tamte były ładne...). Na lewym wyświetlaczu LCD umieszczono obrotomierz i prędkościomierz, a na prawym zegarek, wskaźnik poziomu paliwa, informacje z komputera oraz kontrolki. Całość jest nieźle czytelna i to, jak dla mnie, jedyna zaleta. Brakuje w nim wyświetlacza zapiętego biegu (w końcu to sprzęt dla początkujących) czy temperatury otoczenia (sorry, taki mamy klimat). Chciałoby się też możliwości obsługi bez odrywania dłoni od kierownicy.

Po pierwszych metrach na CB zapowiadało się interesująco. Poręczność roweru (mimo tylnej gumy 180 mm), pełna stabilność i neutralność w zakrętach robią wrażenie. Cieszy przy tym bajeczna łatwość przerzucania sprzęta na naprzemiennych winklach. Biorąc pod uwagę proste zawieszenia, należą się brawa za zestrojenie. Gumy Dunlopa okazały się w tym zestawieniu niezłe, więc również dokładają tu swoje trzy grosze.

Tagi: honda cb 650 | honda CBR 650F | testy | testy porównawcze

Oceń artykuł:

3.1

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij