Motocykl poleca:

Honda CB1100: CB, sex & rock'n'roll

Poleć ten artykuł:

Chrom, piękne klasyczne linie i mnóstwo nawiązań do przeszłości, a pod spodem sporo nowoczesnej techniki. Taka jest Honda CB 1100. Czy ten motocykl ma duszę?

Zobacz całą galerię

Mimo stycznia, pogoda w Walencji jest świetna: słońce, ponad 20 stopni na plusie i lekki wiatr. W sam raz na przejażdżkę i sprawdzenie, jakie jest klasyczne dzieło Hondy. Bo CB 1100 to nic innego jak piękny hołd oddany motocyklom, które stworzyły potęgę tej marki w latach 70. Nikt nie ukrywa, że nowy CB 1100 to nawiązanie do tamtych czasów, sprzęt dla tych, którzy tęsknią za dawnymi motocyklami z duszą.

Choć do statusu seniora bardzo mi jeszcze daleko i nie jestem zdeklarowanym miłośnikiem klasyków, serce mi zabiło mocniej, gdy po raz pierwszy zobaczyłem na zdjęciach CB 1100. Żałowałem wtedy, że motocykl ma trafić tylko na rynek japoński i liczyłem, że może jednak trafi też do Europy. To było trzy lata temu. Dziś mogę osobiście przekonać się, jaka jest Honda CB 1100. 

Księgowym nie!
Przyglądam się detalom tego motocykla i nie mogę wyjść z podziwu. Chromowane błotniki rzeczywiście są blaszane, wykonanie wszystkich części jest na bardzo wysokim poziomie, a silnik to małe dzieło sztuki. Gdzie podziały się oszczędności? Czyżby księgowi Hondy dostali po łapach i nie pozwolono im wtrącać się do prac nad tym motocyklem? Na to wygląda. Świetnie położony lakier i chromy, pięknie rzeźbione żeberka cylindrów, lekko polerowane pokrywy silnika i ta klasyczna głowica – nic tu nie jest dziełem przypadku. Spece z Hondy przyznali się, że stalową ramę kołyskową projektowali razem z chłodzonym powietrzem i olejem silnikiem, tak żeby razem wyglądały pięknie. Klasycznemu stylowi towarzyszy nowoczesna technologia: wtrysk paliwa i C-ABS.

Wciskam starter. Z wydechu dobiega lekko chropowaty rock and rollowy gang w stylu Jimmy’ego Hendrixa . Super! Choć szkoda, że nie ma dwóch tłumików. Za sterami od razu czuję się jak u siebie. Miejsca mam dużo, lusterka pokazują wszystko, co trzeba, a po obu stronach smukłego zbiornika z chromowanym korkiem widzę boki pięknego pieca. Zapinam jedynkę i ruszam.

Na życia zakręcie
CB płynie przez ulice Walencji. Motocykl prowadzi się neutralnie. Zawieszenia dają sobie radę z nierównościami – nie wybijają zębów. Kąt ugięcia kolan jest nieco za ostry, choć to bardziej mój problem – przy wzroście ponad 190 cm trudno o motocykl, na którym byłoby idealnie. Silnik jest elastyczny i nawet na długaśnym piątym biegu przy niskich, korkowych prędkościach wystarczy odkręcić – motocykl przyspiesza powoli, ale bez szarpania.

Wreszcie opuszczamy miasto. Redukcja i ognia. Do pierwszych poważnych winkli jeszcze kilka kilometrów, jest więc świetny moment, żeby sprawdzić power pieca. Sypię z garści i sprzęt przyspiesza. Do 4000 obr/min ma sporo werwy, później łapie krótki oddech, żeby przy 5000 obr/min znowu dać ostro w palnik. Towarzyszą temu przyjemne wibracje. Choć odcięcie jest dopiero przy 8500 obr/ /min, kręcenie go do takiego poziomu jest kompletnie bez sensu. Przecież w tym motocyklu zupełnie nie o to chodzi!

Tagi: CB1100 | honda

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij