Motocykl poleca:

Honda CBF 1000 vs Suzuki Bandit 1250 S

Poleć ten artykuł:

Bardziej demokratycznie już nie można: co roku motocykliści, decydując się na kupno danego modelu, oddają swój głos. Ostatnio niemałe poparcie „wyborcze” uzyskała Honda CBF 1000. Ale przecież niedawno odnowiono też dużego Bandita.
Zobacz całą galerię

Konsekwencję, z jaką Honda zareagowała na oczekiwania klientów, trzeba uznać za do bólu logiczną – rynek chce, rynek ma, firma zarabia. Tym bardziej że w przeszłości Suzuki już nieraz udowodniło, że umie reagować na sygnały od klientów. Przepis na sukces jest dość prosty i w niemal 100% go gwarantuje. Bierzemy z półki sprawdzony silnik dużej pojemności i pakujemy w prostą, ale funkcjonalną ramę. Do całości dodajemy trochę nowoczesnych rozwiązań technicznych, cały czas kombinując, jak utrzymać cenę na jak najniższym możliwym poziomie. Sprawa prosta jak smarowanie chleba masłem, a w efekcie rośnie sprzedaż oraz umacnia się wizerunek firmy.

Jednak tym razem Suzuki wybrało inną drogę. Popularnemu Banditowi zrobiono po prostu transplantację i wszczepiono nowe serce. Spece z Hammamatsu dobrze wiedzą, że większość motocyklistów długo się zastanawia, zanim wyda kasę na nowego sprzęta. Dlatego postawiono na stare i wielokrotnie sprawdzone podejście – cena musi być tak niska, jak to tylko możliwe, a przede wszystkim korzystniejsza niż u konkurencji. Pod tym względem Bandit bez wątpienia prowadzi – 34 000 zł za nowy model 1250 S w porównaniu z 37 900 zeta za Hondę CBF 1000. To robi wrażenie. Zwłaszcza że Bandit dysponuje wszystkimi ważniejszymi rozwiązaniami, które ma do zaoferowania konkurent w tym teście.

Patrząc na silnik Suzuki można nawet dostrzec trend zmierzający ku dekadencji. 1255 cm3 to nie tylko o 100 cm3 więcej niż w poprzednim chłodzonym powietrzem i olejem silniku, to również coś szczególnego wśród big bike’ów. Jeszcze przed kilkoma laty taka pojemność pozwalała zaliczyć motocykl do egzotycznych olbrzymów. Ale i w dzisiejszych czasach prawie 1300 cm3, wspartych potężnym momentem obrotowym (108 Nm przy 3700 obr/ /min), robi wrażenie. Niejeden samochodziarz może wpaść w kompleksy...



 SUZUKI BANDIT 1250 S
 
     
 Zderzenie klasyki z nowoczesnością. Cyfrowy wyświetlacz w klasycznej okrągłej obudowie. Czterotłoczkowe zaciski wymagają dużej siły ręki. ABS działa dobrze. Styl dużego tłumika dopasowano do całości motocykla.


Przy Bandicie jednostka napędowa Hondy, mająca pojemność równego litra, to niemal maleństwo, choć ma taką samą moc – 98 KM. Z tą tylko różnicą, że Suzuki osiąga ją przy 7500 obr/min, czyli o 500 ni- żej, niż Honda. Poza tym znany z FireBlade’a, wykastrowany silnik dysponuje 93 Nm momentu przy 6500 obr/min. Na papierze Suzuki zdecydowanie go wyprzedza, ale rzeczywistość nie jest już taka ró- żowa. Sposób przekazywania mocy dopracowano w CBF-ie niemal do perfekcji. Silnik chętnie wkręca się na obroty, ale do dynamicznej jazdy wcale nie trzeba go kręcić do odcięcia.

Z kolei Bandit ma niemiłosiernie długie przełożenie, które niweluje przewagę momentu. Efekt na tylnym kole rozczarowuje. Honda na ostatnim biegu jest nieznacznie żwawsza niż Bandyta (patrz: wyniki pomiarów, str. 70). Specom z Suzuki udało się z tego wybrnąć – hasło „overdrive” wszystko załatwiło. To prawda, że Suzuki wymaga mniejszych obrotów niż Honda, ale z drugiej strony na szóstce nikomu nie ucieknie... Chyba że jeździec zapnie dwa biegi w dół – wtedy dopiero widać bandycki charakterek Suzuki.

 HONDA CBF 1000
 
     
 Utrzymane w klimacie zegary – klasyczne i jednocześnie funkcjonalne. CBS – użycie hamulca nożnego uruchamia jeden z trzech tłoczków w przednim kole. Wygoda dla pasażera – niedotknięty manią wielkości, nisko zamocowany tłumik.

To wcale nie znaczy, że 98 KM Hondy oznacza jakąś pomyłkę. W czasie codziennego użytkowania mocną stroną tej maszyny jest zestrojenie silnika i reakcja na gaz. Najbardziej da się to odczuć dokładnie tam, gdzie od Suzuki można by oczekiwać trochę więcej. Reakcja na gaz, mimo dwóch przepustnic, jest dość szorstka, podczas gdy Honda na rozkazy rączki gazu reaguje niemal delikatnie. To dokładnie ta cecha, która w połączeniu z równomiernym rozwijaniem mocy czyni panowanie nad silnikiem CBF-a tak dziecinnie prostym. Tego obrazu nie mogą nawet zepsuć wibracje wyczuwalne w środkowym zakresie obrotów. W czasie śmigania po zakrętach Honda pokazuje kolejne zalety – praca sprzęgła i zmiana biegów to po prostu poezja. Do tego dochodzą bardzo dobre hamulce i neutralne zawieszenia. W efekcie na twarzy motocyklisty pojawia się szeroki uśmiech.

Również w temacie ergonomii jest nieźle – kanapa i owiewka mają regulację wysokości. Wszystko pięknie, pod warunkiem że jeździec nie jest zbyt wyrośnięty. Bo wtedy jego kolana trafiają w zakończenia przedniej owiewki. Zwolennicy Suzuki dodadzą, że Bandit także ma regulowaną wysokość siodła, a przy tym jest ciekawszą propozycją dla bikerów o długich nogach. Co prawda nogi trzeba bardziej ugiąć w kolanach, ale przynajmniej nie uderzają one o owiewkę. Trzeba też dodać, że nad kształtem owiewki lepiej popracowano w Suzuki, w rezultacie lepiej chroni ona przed pędem powietrza, niż w Hondzie.



Żeby nie było zbyt kolorowo, w Suzuki nieco zignorowano potrzeby pasażera – jego podnóżki, w porównaniu z poprzednim modelem, powędrowały bardziej do tyłu, co nie było najlepszym pomysłem. W przypadku CBF-a problem ten rozwiązano wzorowo.
I oto stajemy przed ważnym pytaniem: co robić w sytuacji, gdy w codziennym użytkowaniu nie da się stwierdzić zasadniczych różnic między oboma maszynami, skoro komfort czy uniwersalność są porównywalne. Uznaliśmy, że w takiej sytuacji o zwycięstwie powinna decydować przyjemność z jazdy. Dzięki temu nowy Bandit sporo nadrobił. Jego zawieszenia zapewniają lepszy feedback oraz większą stabilność, nie szkodząc przy tym komfortowi. W efekcie – również dzięki mocnemu silnikowi – Bandit jest bardziej poręczny nie tylko od poprzednika, ale również od CBF-a.

  
   
SUZUKI BANDIT 1250 S Silnik Bandita – imponujący, mimo że pozbawiono go żeber chłodzących. HONDA CBF 1000 Widoczny napinacz łańcuszka rozrządu to mały zgrzyt stylistyczny.
   
SUZUKI BANDIT 1250 S. Nowy silnik znakomicie pasuje do stylu całości. Między drugim a trzecim cylindrem, tak jak poprzednio, pracuje łańcuch rozrządu. Ponieważ jest schowany, oba profile Bandita są tak samo atrakcyjne.
HONDA CBF 1000. Niezbyt spójny wygląd – silnik Hondy pierwotnie miał być ukryty przed spojrzeniami. Stało się jednak inaczej. W przypadku CBF-a 1000 forma ustąpiła miejsca funkcjonalności, i to wzorowo.

Tagi:

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij