Motocykl poleca:

Honda CBF 600 (cz. 2)

Poleć ten artykuł:

W pierwszej części testu długodystansowego ja, czyli Honda CBF 600, pokazałam się z jak najlepszej strony. Dziś chcę wam opowiedzieć o trudniejszym etapie. Spora jego część przypadła bowiem na czas od jesieni do wiosny.

Zobacz całą galerię


Gdy w MOTOCYKLU 11/2005 wydrukowali podsumowanie pierwszego etapu męczenia mnie w teście długodystansowym, zdążyłam przejechać około połowy dystansu. Dziś mam na liczniku ponad 20 000 km. Trzymam się dzielnie, choć przyznaję, że nie zawsze było łatwo. Np. jesienne i zimowe poranki dały mi ostro w kość. Silnik nie rozgrzewał się tak szybko, jak latem, choć zawsze odpalał od pierwszego razu. Jesienią i wiosną często woda wlewała mi się za owiewki.

Prawdziwe przerażenie ogarnęło mnie, gdy pewnego dnia faceci z redakcji postanowili zrobić mi zdjęcia w śniegu. Mimo że postanowiłam nie dać się zimnu, soli i śnieżnej brei, nie do końca dałam rad ę. Po zimie okazało się, że kolektory wydechowe straciły swój blask, a tu i ówdzie zakwitła rdza. O wiele przyjemniejsze były wiosenne przejażdżki. Nieraz widziałam, jak ludzie podziwiali mój czarny lakier błyszczący w słońcu. Przyjemnie było słyszeć pochwały. Nieskromnie dodam, że było ich niemało.



Choć nie jestem Szkotką, za punkt honoru postawiłam sobie oszczędność. Podczas testu średnio łykałam nieco ponad 5,5 l benzyny na 100 km. To dobry wynik, jeśli wziąć pod uwagę, że złożyły się na niego spokojne jazdy, ale również odcinki autostradowe. A tam chłopaki zawsze ostro spinali stadko moich 78 koni. Wtedy zbiornik paliwa z trudem wystarczał na 150 km. Później zapalała się kontrolka rezerwy, a ja i ten, kogo miałam na grzbiecie, nerwowo rozglądaliśmy się za stacją benzynową. Wtedy dochodziło mnie narzekanie bikera, że nie mam klasycznego wskaźnika paliwa. Zgodnie z instrukcją, serwisy odwiedzałam regularnie co 6000 km. Kiedyś podsłuchałam, że robocizna kosztowała średnio 200 zł, plus materiały. A tych nie było zbyt wiele – olej i filtr wymieniano mi co 12 000 km. Większe pieniądze trzeba było wydać, gdy licznik pokazał 18 000 km. Wtedy przyszła pora na zmianę przednich klocków hamulcowych w obu zaciskach. Oczywiście w serwisie wybrano te oryginalne, które do tanich nie należały – kosztowały 360 zł. Do rachunku dopisano również koszty związane z wymianami: filtra powietrza (198 zł) i kompletu opon (70 zł – wymiana i wyważenie). Te ostatnie były w dość kiepskiej kondycji, a na dodatek tuż przed przeglądem złapałam gumę. Do mety wyjazdu, z którego wtedy wracałam, dojechałam tylko dzięki zastrzykowi specjalnej pianki. To rozwiązanie wystarczyło na 100 km. Potem słyszałam, jak klęli mechanicy czyszczący felgę z resztek pianki.


Choć test dowiódł, że zasługuję na opinię bezawaryjnej, widywałam, jak mój właściciel trzymał w garści narzędzia. Narzekania najczęściej dotyczyły regulacji przedniej szyby. Trzeba wykręcić aż cztery śruby, by ustawić ją w jednym z dwóch położeń. Tę samą śpiewkę słyszałam podczas regulacji wysokości kanapy: że śrubki są trudno dostępne, że za dużo ich i takie tam inne. Moim zdaniem, te gderania były trochę nie na miejscu, bo przecież nieczęsto jeden motocykl ma paru użytkowników. Sporo pochwał zebrałam za to, jak się prowadzę. CBF górą! Wiem, że nie mam szans, aby ktoś nazwał mnie ostrym sprzętem, mimo że w mojej ramie drzemie silnik z maszyny sportowej. Ja wolę spokojniejszą jazdę, górskie serpentyny i wycieczki za miasto. Na pewno docenią mnie początkujący motocykliści, bo potrafię być potulna jak owieczka. Choć gdy ostrzej zamieszasz w płynnie pracującej skrzyni biegów i przytrzymasz silnik na wyższych obrotach, pokażę pazurki.

Mówili, że łatwo składam się w zakręty, że jestem przewidywalna. Coś w tym musi być, bo moje podnóżki kilka razy poszorowały asfalt, gdy pokonywałam winkle. Moje zawieszenia nie przypominają tych z maszyn sportowych. Są dosyć miękkie, dlatego pozwalają w miarę komfortowo śmigać na polskich asfaltach. Gdy odwijali mi łychę, mimo że bardzo się starałam, nie umiałam powstrzymać bujania. Dziś wiem, że lekarstwem na tę chorobę będzie wymiana oleju lub sprężyn. Jednak osoby, które najczęściej kupują takie maszyny jak ja, niechętnie grzebią w zawieszeniach i najczęściej decydują się na ustawienia standardowe. Ci, którzy jeździli na tylnej kanapie, nie narzekali na niewygodę. Miejsca jest dosyć dużo, kanapa wygodna i wyprofilowana do dolnej części pleców. Mam dwa dość wygodne uchwyty dla pasażera. Minusem są delikatne drgania podnóżków.
Lada moment zaczynam ostatnie 5000 km. Jestem niemal pewna, że i one mnie nie wykończą.

Zobacz dwa pzostałe odcinki naszego testu długodystansowego:

Tagi: CBF 600 | test długodystansowy | Honda | część 2

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij