Motocykl poleca:

Honda Crossrunner vs. Suzuki V-Storm: V4 kontra V2

Poleć ten artykuł:

Duży V-Strom i Crossrunner to dwie drogi do tego samego celu. Na pierwszy rzut oka są podobne, ale w rzeczywistości mocno się różnią. Łączy je natomiast to, że trudno je zaszufladkować.     

Zobacz całą galerię

Jeśli pojeździsz na zmianę Hondą Crossrunnerem i Suzuki V-Stromem 1000, to porównując ich silniki na bank dojdziesz do wniosku, że celem konstruktorów obu sprzętów było działanie dokładnie odwrotne niż u konkurenta. Dlatego podczas gdy jedna z tych maszyn głęboko chowa jakąś swoją cechę, druga wysuwa ją na plan pierwszy.

Stąd widlasta czwórka o pojemności 782 cm3, napędzająca Crossrunnera, uwielbia wysokie obroty. Z dolnego zakresu wychodzi wprawdzie przyzwoicie, ale szału nie ma. Dopiero przy 6500 obr/min, gdy system VTEC uruchamia dodatkowe zawory i z dwu- robi czterozaworowca, moc, a zwłaszcza moment obrotowy ostro strzelają w górę. W przeliczeniu na litr pojemności Honda generuje ponad 100 Nm. Tyle że pracy systemu VTEC towarzyszy charakterystyka silnika, która nie każdemu przypadnie do gustu.

Dwa i cztery na zmianę
Z kolei dwucylindrowy widlak V-Stroma z 1037 cm3 pojemności wyciska 100 Nm, sprawiając wrażenie znacznie mocniejszej jednostki napędowej niż V-czwórka Hondy. To wyższy o 20 Nm maksymalny moment obrotowy, pojawiający się przy 6600 obr/min, robi swoje. Mało tego – już od nieco ponad 3000 aż do około 7000 obr/min moment obrotowy V-Stroma nie schodzi poniżej 90 Nm. Jakie to daje efekty podczas przyspieszania na wyjściu z zakrętu, łatwo sobie wyobrazić.

W górnym zakresie obrotów, kiedy to V-czwórka Hondy dostaje porządnego kopa, V-dwójka Suzuki wyraźnie słabnie. Na szczęście wczesne wbicie wyższego biegu – tak przy około 7500 obr/ min – utrzymuje ją w optymalnym zakresie obrotowym i ochroni nerwy bikera. Z kolei V4 Hondy z radością wkręca się do 11 000 obr/min.

Honda Crossrunner
   
Honda postawiła na cyfrowe zegary i wskaźniki. Szyba bez regulacji. Radialne zaciski hamulcowe na tradycyjnym widelcu to rzadkość.

Cóż jednak z tego, skoro w praktyce nikt nie jeździ wyłącznie w zakresie, w którym silnik Crossrunnera czuje się najlepiej. Na drogach usianych winklami silnik często zmienia tryby z dwuzaworowego (poniżej 6500 obr/min) na czterozaworowy (powyżej tej wartości) i z powrotem. Na częstotliwość tych zmian wpływa to, że Crossrunner ma długie przełożenia, w efekcie czego prędkość obrotowa na ciasnych winklach mocno spada, nawet gdy jedziesz na pierwszym biegu. Niejednego zapewne wkurzy taka ciągła zmiana temperamentu i gangu silnika.

W sumie charakterystyka oddawania mocy i momentu obrotowego jednostki napędowej V-Stroma 1000 lepiej wywiązuje się z zadań, jakie postawiono przed tymi dwoma motocyklami. Natomiast pod względem kultury pracy czy reakcji na gaz lepiej wypada Crossrunner.

Parę metrów bez wysiłku
Od czasów debiutu w Suzuki TL 1000 S pracujący raz z mniejszym, raz z większym wykopem, stale rozwijany i dopracowywany silnik V-Stroma 1000 bez wątpienia należy do najkulturalniej pracujących dużych V-dwójek. Natomiast czterocylindrowy widlak Hondy to w kwestii kultury pracy zupełnie inna liga. W odróżnieniu od rzędowych czwórek zamiast wibracji generuje on jedynie łagodne pulsowanie, które nawet przy najwyższych obrotach nie powoduje mrowienia na plecach.

Mimo że napęd Suzuki łagodniej reaguje na zmiany obciążenia niż Honda, jeśli dosiadasz Crossrunnera w szczycie wolnego zakrętu możesz szybciej spiąć maszynę. Na krętych górskich drogach daje to zdobywaną bez wysiłku przewagę paru metrów na każdym winklu. Lepsza zmiana biegów Hondy też robi spore wrażenie.

Tagi: Honda Crossrunner | Suzuki V-Storm 1000 | porównanie | test porównawczy

Oceń artykuł:

2.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij