Motocykl poleca:

Honda FireBlade 2011 vs 2012

Poleć ten artykuł:

20 lat, które minęły od premiery pierwszego FireBlade’a, to bardzo udany czas dla tego motocykla. W wersji na sezon 2012 próżno szukać rewolucji. Co w nim nowego, pokazuje nasze porównanie.

honda-fireblade-2012-2011-02.jpg Zobacz całą galerię

Przełom lat 80. i 90. był czasem, gdy moce motocykli szybko rosły, ale też sprzęty stawały się coraz cięższe. Gdy w 1992 r. pojawił się niesamowicie lekki FireBlade, z miejsca uznano go za wzór do naśladowania. W 1998 r. do kontrataku przystąpiła Yamaha, wypuszczając YZF-R1 – motocykl niemal nie do opanowania. A FireBlade ciągle zachwycał łatwością prowadzenia. W 2004 r. Kawasaki wypuściło ZX-10R i odtąd ten motocykl zaczął robić za wzorcowy. Tymczasem FireBlade, dzięki sięgnięciu po rozwiązania rodem z MotoGP, poszedł inną, bardziej umiarkowaną drogą. Kiedy 4 lata później inne ścigacze zdążyły nabrać ciała i obrosnąć w kilogramy, FireBlade powrócił do korzeni: lekkiej konstrukcji towarzyszyła potężna moc silnika. Tym sposobem Blady znów zaczął nadawać ton.

tarszy Blady wymięka na zakrętach? Nie tak prędko! Poprzednia wersjajeszcze długo nie trafi na złom.

Nadszedł rok 2012 – Blademu stuknęło 20 lat. Tegoroczny FireBlade niezbyt się różni od poprzednika. Lekki retusz sylwetki i zawieszenia, nowe koła i kokpit – trudno znaleźć więcej różnic w porównaniu z poprzednim modelem. Trudno też dostrzec różnice między nowym FireBlade’em a innymi „japończykami” (oprócz Yamahy R1, której wykorbienia na wale są takie jak w widlastej czwórce), podążającymi tą samą drogą. Zdecydowany wzrost mocy? Pudło! Kontrola trakcji? Drugie pudło! Solidna kuracja odchudzająca, jak w 1992 roku? Nawet mowy nie ma! Odrębność techniczna czy wizualna? Ależ nie! FireBlade rocznik 2012 na pierwszy rzut oka zarówno pod względem technicznym, jak i wizualnym zdradza jedynie niewielkie modyfikacje. Widocznie w Japonii uznali, że tradycja zobowiązuje. Ale żeby aż tak!?

Powiedz, jak jeździsz
Spotkanie na południu Francji ma dać odpowiedź na pytanie, czy rocznik 2012 jeździ inaczej niż 2011. Czy pod białymi plastikami kryją się jakieś niespodzianki? Bo przecież pod owiewkami zmieniło się to i owo: nowe są widelec Showa Big Piston, amortyzator Showa wzorowany na stosowanej przez Öhlinsa technologii TTX, koła, kokpit oraz mapy zapłonu.

Pierwsze kilometry i ulga: FireBlade nie zatracił charakteru! Tutaj, na cudownie krętych drogach wokół Le Castellet, więcej mocy byłoby ostatnią rzeczą, jakiej trzeba. Przeciwnie: spośród zmierzonych 173 KM, którymi dysponują i poprzedni, i nowy Blady (zob. wykresy mocy na następnej stronie), na razie obudziła się niewielka część. Inną sprawą jest to, że skrzynia o sześciu biegach nie ma na razie dużo roboty. Można za to mówić o równomiernym oddawaniu mocy i precyzyjnej reakcji na gaz.

20 lat Bladego
Po pierwsze lekka konstrukcja. To dzięki niewielkiej masie cebeerki 900 RR kolesiom z Hondy udało się 20 lat temu ostro namieszać w światku sportów motocyklowych. Gdy w trakcie prezentacji, która odbyła się w Australii, poinformowano, że cebeerka wraz z paliwem waży 206 kg, nikt nie chciał w to uwierzyć. Motocykl został więc komisyjnie zważony. Dla porównania: Suzuki GSX-R 1000 ważył wówczas 246 kg, Kawasaki ZXR 750 zaś – swego czasu lider w klasie 750-centymetrowych supersportów – pokazywało na wadze 231 kg. Był jeszcze inny powód, który spowodował, że Blady stał się hitem: w niektórych krajach obowiązywały wówczas limity mocy. 108 KM przy 10 000 obr/min były to osiągi na górnej granicy ówczesnej skali.

Najgłośniej krytykowaną wadą FireBlade’a – protoplasty nowoczesnych supersportów – było prowadzenie w zakrętach. Tadao Baba, twórca FireBlade’a, poszukując większej poręczności, postawił motocykl na 16-calowym przednim kole z oponą 130/70. Dzięki temu FireBlade wprawdzie błyskawicznie wchodził w winkle, ale też wykazywał potężny moment prostujący w złożeniu.  

 

Jak twierdzili przedstawiciele producenta, dwie rzeczy, które w przeszłości były „prawie dobre”, teraz zostały dopracowane. To by się zgadzało, tyle że... (tylko albo aż – jak kto chce) w połowie. Mówiąc konkretnie: toporna reakcja na gaz dotychczasowych FireBlade’ów, przekazywana jak genetyczny defekt z pokolenia na pokolenie, ulotniła się w cudowny sposób. Nowy Blady na polecenia prawej dłoni reaguje spokojniej, a co za tym idzie łatwiej go opanować, przede wszystkim na wyjściach z wolniejszych winkli. Natomiast wkurzający spadek poweru w okolicach 4000 obr/ min, mimo zapewnień speców z Hondy, niestety wcale nie zniknął. Nowy model po energicznym kopie, który przychodzi zaraz po przekroczeniu 3000 obr/min, robi sobie dłuższą przerwę, by ponownie wziąć się do roboty po wkręceniu pieca powyżej 4000 obr/min. Jednak kiedy już przekroczy tę granicę, idzie jak na przecinaka z krwi i kości przystało.

Tagi: Honda | FireBlade | 2011 | 2012

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij