Motocykl poleca:

Honda FireBlade C-ABS 2009

Poleć ten artykuł:

Najnowszy FireBlade ma ABS, jakiego jeszcze nie było. Czyżby przeciwnicy ABS-u w przecinakach ostatecznie polegli?

Zobacz całą galerię

Jestem w południowej Francji. Ostatnia niedziela stycznia kusi piękną pogodą i możliwością pośmigania po torze Le Castellet w Prowansji. Na asfalcie widać ślady po wczorajszej burzy: plamy błota, piachu, wody, a nawet kawałki gałęzi. Jazda na maksa w takich warunkach to spore ryzyko, zwłaszcza gdy pod tyłkiem ma się FireBlade’a. Na szczęście ma on ABS, jakiego świat jeszcze nie widział.

Bladego na sezon 2009 różni od poprzednika tylko jedno (zmian w podwoziu i silniku nie ma żadnych): obecnie można zamówić wersję z ABS-em, i to z takim, że klękajcie narody. Jest on wyraźnie lepszy niż wszystko, co dotychczas wymyślono na temat układów zapobiegających poślizgom.

   
Pomocnik 1: elektronicznie regulowany amortyzator skrętu kierownicy pracuje perfekcyjnie. Pomocnik 2: zawory sterujące ABS-em tylnego koła mieszczą się pod kanapą. 


Producent sypnął kasą
Świadczy o tym choćby liczba podzespołów systemu, zmyślnie ulokowanych w różnych miejscach motocykla: dwa zespoły pomp wspomagających (dla przedniego i tylnego koła) umieszczono pod kanapą i lewą boczną owiewką, tam też ukryto imponująco okablowany „mózg” układu. Zasadnicza różnica w porównaniu z dotychczasowymi ABS-ami polega na tym, że biker, naciskając klamkę lub pedał, uruchamia hamulec tak jak gdyby motocykl nie miał ABS-u. Dopiero gdy czujniki rozpoznają uślizg koła i ciśnienie w układzie wzrośnie powyżej 0,5 bara, włącza się elektronika. Zapobiega ona blokadzie kół, steruje też bardzo pomysłowym sprzężeniem obu hebli.

Za C-ABS – który dostał oprócz FireBlade’a także CBR 600 RR – trzeba zapłacić 4000 zł ekstra. Nie można tych pieniędzy nazwać zmarnowaną kasą. Zaciski są identyczne jak w Bladym bez ABS-u: radialne, stałe, czterotłoczkowe Tokico z przodu oraz jednotłoczkowy, pływający Nissin z tyłu.

Zmienna moc hebli
Zbliżam się do plamy błota wypłukanego na tor przez wczorajszy deszcz. Hamuję, ale nie czuję, żeby C-ABS zaczął działać. Przód zachowuje się normalnie, nie czuję pulsowania na dźwigniach obu hamulców. Dlaczego? Bo czujnik ciśnienia, uruchamiający ABS, wkracza do akcji dopiero gdy ciśnienie w układzie przekroczy 0,5 bara. Tym razem musiałem więc za słabo dać po heblach.

Elektronika powoduje, że oba hamulce działają z różną siłą, która zależy od wielu czynników, np. od stanu nawierzchni (deszcz, rozsypany piasek) i od siły nacisku na klamkę lub pedał. Co bardzo ważne, zawsze działają oba heble. Nie ma znaczenia, czy jeździec hamuje tylko przodem, czy tylko tyłem. Naciśnięcie klamki uruchamia więc również tylny hebel. W efekcie motocykl lekko siada, co ułatwia zachowanie równowagi i zapewnia większą stabilność oraz w dużym stopniu zapobiega stoppie.

To wielka sprawa: dzięki temu, że jeździec uruchamia zaciski bezpośrednio, ma bardzo dobre wyczucie sytuacji. Włączający się ABS daje wrażenie dysponowania czułym hamulcem o dobrej dozowalności i z przyzwoitym sprzężeniem zwrotnym. Pozbawiony C-ABS-u Blady oferuje wyraźniejszy punkt zadziałania hebli. Jednak i w sprzęcie z tym systemem jest on wyraźnie wyczuwalny.


C-ABS jest na tyle mądry
...że nawet ostre danie po heblach nie musi spowodować jego zadziałania. Potwierdziły to pomiary przeprowadzone w czasie jazd próbnych. Wszystko zależy od elektroniki, która bierze pod uwagę wiele parametrów i decyduje – pomóc czy nie. Gdy już do tego dochodzi, działa tak delikatnie, że w przednim kole nie czuć nic, nawet jeśli dochodzi do hamowania na piasku. Depnięcie na maksa wywoła jedynie dźwięk niezbyt precyzyjnego tylnego hebla.

Podczas heblowania na full Blady z ABS-em zachowuje się tak samo gwałtownie, jak ten bez ABS-u. Nie mogłem się jednak oprzeć wrażeniu, że na niskich prędkościach opóźnienie mogłoby być lepsze. Dowodem niech będzie to, że dosiadający maszyny bez ABS-u zawodnik – hamujący na suchej, przyczepnej nawierzchni – zatrzymał się minimalnie wcześniej. Co z tego wynika? Właściwie niewiele, bo mówimy o umiejętnościach nieznanych większości motocyklistów. Ostre hamowanie bez ABS-u wymaga nie tylko przełamania odruchów, ale też maksymalnej koncentracji oraz zaawansowanej techniki jazdy. Tym bardziej na mokrej nawierzchni czy w naprawdę krytycznej sytuacji. Natomiast dzięki ABS-owi praktycznie wszyscy są w stanie zahamować niemal jak wyczynowcy.

Tagi: test | Honda FireBlade

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij