Motocykl poleca:

Honda Hornet 600 2005

Poleć ten artykuł:

Od debiutu w roku 1998 Hornet 600 zdobywał rynki. Tegoroczny model jest ciągle tak samo uniwersalny. Wraca w nowej szacie i z nowymi rozwiązaniami technicznymi.

Zobacz całą galerię

Producenci cały czas ostro walczą o pole position w sprzedaży. A jest o co. „Najlepiej sprzedający się model” to jest i będzie najlepszy argument marketingowy. Dlatego specjaliści od reklamy cały czas naciskają na stylistów i konstruktorów. Największą korzyść z tego mamy my, motocykliści. Bo dzięki temu oferowane nam maszyny będą coraz lepsze.

Horneta 600 przez długi czas sprzedawano bez istotnych zmian, a mimo to motocykl cieszył się powodzeniem. Potem Yamaha wypuściła gruntownie zmodernizowanego Fazera, co zagroziło pozycji Hondy. Odpowiedź przyszła szybko – powstał nowy model, który niewiele łączyło ze starym. Poprawiono w nim wszystko, co kiedyś było krytykowane, a pozostawiono wszystko to, co w nim dobre.

Przede wszystkim zmieniono przednie zawieszenie. Można się nawet zastanawiać, czy nie jest to widelec ze sportowego Horneta 900. Pomyłka. Wystarczy, że spojrzysz z bliska i różnica od razu staje się widoczna. Honda doszła do wniosku, że obecnie tylko widelec upside-down zapewni motocyklowi odpowiedni wygląd. Biorąc jednak pod uwagę przeznaczenie maszyny, nie mogło to być zawieszenie rodem z maszyny sportowej.


     
Jednym z najbardziej perfekcyjnych podzespołów Horneta jest nadal przedni hamulec. Nowa asymetryczna miniowiewka nad reflektorem – detal stylistyczny.  Kokpit może się podobać: cyfrowy prędkościomierz i ładny obrotomierz.  


Mówiąc o nowym Hornecie 600, nie wolno poprzestać na wyglądzie. W starszej wersji zawieszenia można było zestroić prawie równie dobrze, ale na pewno klienci wybrzydzaliby na nie. Pomijając zestrojenie, różnica polega na tym, że przednie zawieszenie Horneta nie jest regulowane. Przyznam, że i mnie to zaskoczyło. Gdy spytałem, dlaczego tak się stało, odpowiedź była logiczna i oczywista: większość motocyklistów jeżdżących nakedami tylko po ulicach nie ma pojęcia o zmianie ustawień podwozia. W pewnych okolicznościach mogłoby to prowadzić do złej regulacji. Oprócz tego nie ma pewności, czy klient w ogóle korzystałby z takiej kosztownej możliwości. Oszczędzono mu więc niepotrzebnego myślenia, czy stać go na taki wydatek. Przedstawiciele Hondy zapewnili także, że fabryczne nastawy spełniają wszelkie potrzeby, obojętnie, czy jeździec waży 70 czy 150 kg. Tylny amortyzator ma siedem ustawień i może być dostosowany do jazdy z pasażerem.

Innym krytykowanym podzespołem poprzedniego Szerszenia 600 był silnik. Wprawdzie do jego niezawodności nigdy nie zgłaszano zastrzeżeń, jednak nie przekonywał w dolnym zakresie obrotów. Wystarczyło zoptymalizować regulację gaźników. Silnik zyskał na elastyczności i wykazuje bardziej równomierną krzywą mocy.

Kosmetyczną zmianą stylistyczną można nazwać wprowadzenie malutkiej owiewki nad reflektorem. Chroni ona obrotomierz, który otrzymał chromowane obramowanie. Obok niego znajduje się ciekłokrystaliczny (a nie analogowy – jak w poprzednim małym Hornecie) czytelny prędkościomierz. Również takie drobiazgi składają się na cztery najważniejsze powody modernizacji Horneta 600: bezpieczeństwo (immobiliser, lepsze hamulce), sportowa elegancja (malowanie i stylistyka), poręczność (nowe podwozie) i przydatność do codziennego użytku (niezawodność, komfort).

     
Bezpośrednio połączony z wahaczem tylny amortyzator nie daje podstaw do krytyki.   Czterocylindrowy silnik Szerszenia zyskał na elastyczności, co przyda się w mieście i na winklach.  W czasie jazdy w pojedynkę siedzenia dla pasażera można przykryć ładną osłoną.


Mimo że na rynkach europejskich nowy Hornet jest sprzedawany jako naked, młodzież w wieku 18-22 lata nie ruszyła do salonów. Kupują go przeważnie 25-35- latkowie, którym na eleganckim wyglądzie zależy tak samo, jak na walorach sportowych. To z myślą o nich poprawiano motocykl.

Już poprzedni Hornet 600 był wygodną maszyną. Nowy także przekonuje pod tym względem. Zaangażowałem kumpla, żeby z tylnego siodełka sprawdzić warunki podróżowania. I w tym przypadku motocykl zachowywał się bardzo przyjemnie. Jestem dość wysoki, a mimo to nie musiałem podkurczać nóg. Podobała mi się także kanapa. Choćby dlatego, że siedziałem pewnie w trakcie hamowania. W czasie jazdy solo miejsce dla pasażera można zabezpieczyć małą plastikową osłoną. Jednak nie polecam tego rozwiązania, bo plastik ocierający od czasu do czasu o pokrowiec kanapy skrzypi denerwująco. Złym rozwiązaniem jest również to, że, do przesuwania osłony trzeba użyć narzędzi.

W czasie jazdy solo przód reaguje bardzo czule. Specjalnie dawałem ostro w palnik, aby się przekonać, czy widelec dobija tak często, jak w poprzedniej wersji. Nie udało mi się to ani razu. Zawsze czuło się progresywność działania – im głębsze ugięcie, tym sztywniejsze tłumienie. Egzemplarz testowy precyzyjnie pokonywał wszelkiego rodzaju zakręty – zarówno ciasne na górskich drogach, jak i szybkie na płaskich odcinkach. Przedstawiciele fabryki wymyślili fajny sprawdzian, abyśmy nie mieli wątpliwości, że Hornet nie boi się nawet najciaśniejszych winkli. Zorganizowali próbę na torze gokartowym, gdzie czas przejazdu jednego okrążenia wynosił około 0,5 minuty. Kanji Hayahashi, jeden z konstruktorów nowego Horneta, przejechał pięć okrążeń motocyklem. Zadanie dziennikarzy polegało na tym, aby jadąc gokartem uzyskać czas lepszy od najgorszego wyniku Hayahashiego. Kto tego dokona, bierze Horneta do domu – obiecano. Aleśmy się podpalili! Oczywiście polegliśmy, i to wyraźnie. Pozostało pocieszać się, że gdyby dano nam więcej niż jedną próbę... Wszelkie ewentualne wątpliwości rozwiały się ostatecznie.

Tagi: test | Honda Hornet 600

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij