Honda NX 650 Dominator

Poleć ten artykuł:

Honda Dominator grozi uzależnieniem. Można ją bowiem dostać bez recepty i stosunkowo tanio. Próbna jazda może u niektórych wywołać niepohamowaną chęć kupienia jej.
Zobacz całą galerię


O w mordę, znowu dominatorowa gorączka. A myślałem, że już mam ją z głowy! Wystarczyło, że przypadkowo spojrzałem na ogłoszenie o sprzedaży Dominatora. Ta maszyna potrafi pokazać, co to przyjemność z jazdy. Wiem o tym z własnego doświadczenia.

Moja choroba zaczęła się przed 15 laty. Dealer zaprosił mnie wtedy na jazdę próbną jaskrawoczerwonym Dominatorem. Cały mój motocyklowy świat stanął do góry nogami. Np. straciłem serce do mojej dotychczasowej maszyny – Suzuki 250. NX 650 miał o wiele więcej pary, za kręty pokonywał stabilnie, a w porównaniu z przedpotopowymi hamulcami Suzuki, te Dominatora oznaczały prawdziwie nową jakość. Do tego ten wygląd! Od tej pory prospekt reklamowy wręcz mnie prześladował. Gdy w 1992 roku Dominator dostał nową owiewkę i większy zbiornik, gorączka kompletnie wywróciła mi we łbie.




Używane egzemplarze były drogie i trudno dostępne. Udało mi się jednak trafić motocykl za przyzwoite pieniądze. Kredyt od rodziców i robota w fabryce, którą można określić jako „głupie, ale przynoszące pieniądze proste prace”, umożliwiły mi kupno. Potem były inne maszyny, o Dominatorze powoli zapomniałem. I nagle to ogłoszenie – 8000 zł. Tylko 8000 zł?! I niech ktoś powie, że ciekawe motocykle są drogie. Gdy dzwoniłem, portki trzęsły mi się jak galareta – co będzie, jeżeli maszyna jest już sprzedana? Ale nie. Dzisiejsi motocykliści chyba uodpornili się na dominatorową gorączkę. Po odłożeniu słuchawki szybko wyciągam z szuflady prospekty, raporty z jazdy i stare zdjęcia – nadciąga gorączka.

Wracają wspomnienia z czasów, gdy Domi towarzyszył mi w podróżach, na serpentynach, gdy latałem po szutrach. Jedna z off-roadowych wypraw skończyła się wywrotką na plaży, akurat przed grupą lasek z Danii. Ale była siara! Zdarzył się też kiedyś maraton z bagażem i pasażerką. Do dziś nie rozumiem, dlaczego panienka nie poszukała większego komfortu u kogoś innego. Przecież tyłek musiał ją niemiłosiernie boleć! To nie do wiary, jak dobrze Dominator spisywał się u mnie jako maszyna turystyczna. Zaliczyłem też niemało występów ulicznych, ubrany w czarny kombinezon i w kask w stylu Dartha Vadera. Jednocylindrowiec dudnił z bojowo zadartych do góry tłumików, hamował z piskiem opon. Wheelie w moim wykonaniu to kompromitacja. Kolega umiał to lepiej. „Mogę wypróbować? Nigdy jeszcze na czymś takim nie jechałem” – tak powiedział i odjechał na tylnym kole. Chyba nigdy wcześniej nie patrzyłem z taką tęsknotą za odjeżdżającym motocyklem.



W poprzedzającej kupno jeździe próbnej akcje kaskaderskie oczywiście nie były przewidziane. Chciałem się tylko przekonać, jakie będą wrażenia po spotkaniu z przyczyną mojej gorączki dominatorowej. Czy można ją wyleczyć umową kupna- sprzedaży? A może trzeba ją wypocić? Jazda krętą szosą. Domi ciągle jeszcze sprawia mi olbrzymią przyjemność. Niestety, po tym egzemplarzu mocno widać, że był eksploatowany zimą. Sprzedawca na wszelki wypadek obniża cenę do 7500 zł i radzi mi, abym się z tym przespał. Jak on sobie to wyobraża? W moim stanie nie zmrużę oka.

Na polskim rynku używańców Dominator nie jest zbyt popularnym motocyklem. Podobnie jak w Niemczech, i u nas był taki okres, że ludzie czasami ulegali dominatorowej gorączce. Jednak według dzisiejszych kryteriów, Dominator nadaje się do wszystkiego, a zatem do niczego. Przy tym „nie wygląda”, a motocykle kupuje się również oczami. Na krajowym rynku cięż- ko znaleźć godziwy i niezamęczony egzemplarz. Dominują Dominatory w stanie, delikatnie mówiąc, średnim. Dlatego maszyny z wcześniejszych lat produkcji można nabyć za sumy rzędu 3500 zł. Za model z roku 1999 – choć taki to naprawdę rzadkość – można zapłacić maksymalnie 10-11 tys. zł. Na krajowym rynku większą popularnością cieszą się nowocześniejsze i wywodzące się z Dominatora SLR-y, które można nabyć za 7-8 tys. zł. Krótko mówiąc – jeśli trafisz na dobrze utrzymaną sztukę, i tak nie będzie ona za droga. I jeśli ulegniesz dominatorowej gorączce, być może stwierdzisz, że jest to bardzo uniwersalny i fajny motocykl.

Zadbany NX 650 osiąga przebiegi nawet ponad 50 000 km. Jednak – szczególnie w jednocylindrowych enduro – dużo zależy od tego, jak go traktował poprzedni właściciel. Najbardziej szkodzą mu off-roadowe wywijasy. Tak eksploatowane motocykle są przeważnie zabrudzone w okolicy tylnego amortyzatora, mają zadrapania i wgniecenia na osłonie silnika, ramie, zbiorniku lub na owiewkach. Jeżeli wypady w piasek i błoto były dla Dominatora chlebem powszednim, to przy oględzinach musisz być jak rentgen. Czy filtr powietrza, uszczelniacze widelca, ułożyskowanie mechanizmu łączącego amortyzator z wahaczem, łożyska wahacza i główki ramy oraz szprychy i felgi są w porządku? W czasie jazdy próbnej warto przejechać równy odcinek drogi bez trzymania kierownicy. Motocykl może przecież ściągać na jedną stronę. Dokładne oględziny mają sens nawet gdy Dominator nie poznał smaku off-roadu. Jak już bowiem wspomniałem, nie jest wykluczone trafienie na NX-a 650 wykorzystywanego jako pojazd zimowy. Ze względu na sól, jazdy na zimnym silniku itp. trzeba zwrócić uwagę na powierzchnie felg, ramy i korpusu silnika. Korozja na nich to sygnał alarmowy. Szczególnie w produkowanej we Włoszech wersji RD 08 należy zajrzeć do zbiornika i sprawdzić, czy nie ma tam rdzy.



Ideał to pojazd serwisowany w warsztacie, z olejem wymienianym co 6000 km. Trwałość tłoka i pierścieni tłokowych zwykle przekracza wtedy 50 000 km. Małe zużycie oleju po 30 000 km nie jest czymś niespotykanym. Wzmożoną czujność należy natomiast zachować, gdy z silnika wydobywają się brzęczenia, klekotania, stuki i inne takie. W zdrowym silniku to niemożliwe.

W chwili pojawienia się w 1988 roku Honda NX 650 nosiła na zbiorniku paliwa i karoserii wypisaną olbrzymimi literami dumną nazwę „Dominator”. Wtedy miała ona uzasadnienie, choć o Mariuszu Pudzianowskim i o innych strongmenach Europa jeszcze nie słyszała. Dzięki doskonałemu sharmonizowaniu cech NX 650 górowała nad konkurentami, mimo że byli oni lepsi w poszczególnych dyscyplinach. Zarówno u jeźdźców testowych, jak i u klientów zbierała punkty za wykonanie, podwozie i silnik.

Tagi: Honda | NX 650 | Dominator | motocykl używany

Oceń artykuł:

2.9

Skomentuj (0)

Brak komentarzy
dodaj pierwszy komentarz

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów