Motocykl poleca:

Honda Shadow Spirit VT 750 2007

Poleć ten artykuł:

Przez ponad tydzień próbowałem zgłębić zakamarki duszy Hondy Shadow Spirit VT 750. Ten bike fajnie wygląda i – ku zaskoczeniu wielu – całkiem fajnie się prowadzi. Czyżby Japończycy wreszcie nauczyli się budować prawdziwe choppery?

Zobacz całą galerię


Honda reklamuje najnowszego Shadowa Spirita jako „Cool and sporty cruiser”. Choć najczęściej takie hasła to marketingowy bełkot, w tym przypadku trzeba zgodzić się z jednym – ten bike jest cool. Duże przednie koło z cieniutką oponą i błyszczącymi szprychami to klasyka, rzadko spotykana we współczesnym świecie techno-chopperów i napakowanych cruiserów. Do tego płyciutki przedni błotnik i maleńki reflektor, który choć wygląda niepozornie – w nocy spisuje się całkiem dobrze. Patrząc na Hondę, myślami wróci- łem do czasów, gdy z kumplami rozglądaliśmy się za Intruzem 800.

Przekładam nogę nad niską kanapą. Kluczyk już jest w stacyjce umieszczonej po lewej stronie, za tylnym cylindrem. Na moment moje ego rośnie, bo przechodnie z zaciekawieniem przyglądają się Spiritowi i mnie przy okazji. A przecież silnik cruisera nie może zaimponować ani mocą, ani pojemnością. Natomiast motocykl wyglądem – jak najbardziej tak. Podoba się mnóstwo chromowanych detali, w których odbijają się światła lamp i neonów okolicznych knajp, oraz cichy, choć przyjemny, dźwięk wydobywający się w dwóch tłumików Dual Shotgun. No cóż, nigdy standardowe puszki nie brzmiały tak, by przyprawić kogoś o pochód ciarek po karku. Ostatnio sytuacja stała się jeszcze gorsza, bo zabawę w „zanim mnie zobaczą, niech mnie usłyszą” psują rygorystyczne normy hałasu i emisji spalin. Honda ma na tym punkcie prawdziwego bzika.

 
Jedynka, gaz i odjeżdżam wąską ulicą. Shadow nie lubi wolnej jazdy. Jak większość chopperów, wali się wtedy w prawo lub w lewo, zmuszając do wariackiego kręcenia kierownicą lub podpierania się nogami. Ten typ tak ma. Dodaję gazu, wrzucam kolejne biegi. Silnik miękko pracuje na niskich obrotach. Skrzynia działa precyzyjnie, choć mogłaby być nieco cichsza. W chopperowy styl dobrze wpisuje się charakterystyka silnika, pozbawiona dziur na wykresie mocy i momentu. Maksymalne 65 Nm osiąga już przy 3500 obr/min.
By cieszyć się urokami wieczornego krążenia po mieście, nie trzeba często zmieniać biegów. Jeden za wysoko – żaden problem. Podczas przyspieszania motocykl nie trząsł się jak mokry pies. Jeden bieg niżej i sześciozaworowy silnik praco wał na wysokich obrotach. Robił to bez oporu, nieprzyjemnych wibracji, choć odgłos był niegodny choppera.

Ciągle nie mogę zrozumieć, dlaczego Japończycy ochrzcili Spirita „sporty cruiserem”. Na takie określenie trzeba przecie ż czymś zasłużyć! „Sporty” to może być Suzuki M 1800 R, którego 125 KM sta- ło się synonimem nałogowego palacza opon. A Shadow? Ma silnik o pojemności zaledwie 745 cm3 i mocy 45 KM. Jego historia jest tak długa, że jego konstruktorzy już dawno poszli na emeryturę, a lista motocykli, w których zamontowano ów silnik, ma długość starożytnego papirusu. Ciągłe liftingi, zwiększanie pojemności, zamiana gaźników na wtrysk paliwa itp. spowodowały, że widlasta dwójka ma teraz o niebo lepiej radzić sobie z ważącym 248 kg bike’em i spełniać normę Euro 3.

Shadow Spirit ze sporym wysiłkiem rozpędzi się do 160 km/h. Wtedy należy odpuścić. Po pierwsze dlatego, że więcej z tego silnika już się nie wyciśnie, po drugie – przyjemność z jazdy jest wtedy co najmniej wątpliwa. Sytuację poprawiłyby niżej zamontowane podnóżki pasażera, tak by motocykl dało się prowadzić w pozycji „dżokejskiej”, tzn. z mocniej ugiętymi kolanami.


Możliwości silnika to jedno, podwozia – drugie. Spirit nawet przy odkręceniu na maksa prowadzi się zaskakująco precyzyjnie. Wzdłużne rowki na asfalcie nie wyprowadzą go z równowagi. Przejeżdżanie przez koleiny nie wywołuje nieprzyjemnego bujania i wrażenia, że przód i tył żyją własnym życiem. W zakrętach wrogiem będą tylko nisko zamocowane podnóżki, zbyt szybko ocierające o jezdnię. Pod względem precyzji prowadzenia inne choppery mogą się wiele nauczyć od Spirita. Gorzej wygląda sprawa, gdy skończy się dobry asfalt, a pojawią dziury. Małe skoki zawieszeń (115 mm z przodu i 90 mm z tyłu) zapewniają zaledwie minimum komfortu. Sytuacji nie polepsza tylna opona o średnicy 15 cali. Na dziurach motocyklem wierzga niemiłosiernie, katując kręgosłup. Testową Hondę doposażono w stylowe oparcie. Wygląda ono nieźle i znakomicie spełnia zadanie, pod warunkiem jazdy po prostej. Na dziurach oparcie boleśnie masowało kręgosłup.

Po tygodniu ujeżdżania miałem nadzieję, że Shadow Spirit niczym mnie już nie zaskoczy. Podczas pucowania maszyny do zdjęć okazało się, że większość detali wykonano z tworzywa. Plastikowe są również oba błotniki. Fuj, takie rzeczy kojarzą mi się z chopperami rodem z supermarketu, a nie z Hondą. Co więcej, bike jest zaledwie nieco tańszy od amerykańskiego konkurenta. Kupując Hondę Shadow Spirit, trzeba wyskoczyć z 34 900 zł (w aktualnej promocji 29 900 zł). Kto zdecyduje się na Harleya-Davidsona XL 883 C, wyda 37 900 zł. 3000 złotych różnicy – dużo to czy mało? To indywidualna sprawa. Mając możliwość wyboru, ja zdecydowałbym się na amerykańską legendę zamiast udającego więcej niż jest Spirita.

Tagi: test | Honda Shadow

Oceń artykuł:

2.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij