Motocykl poleca:

Honda Zoomer

Poleć ten artykuł:

Jako pierwsi w Polsce podjęliśmy się testu długodystansowego ze skuterem w roli głównej. Zoomer to „50”, więc długi dystans i 10 000 km brzmiało rozsądnie. Tak nam się przynajmniej na początku wydawało...
Zobacz całą galerię

Patrzysz na dwa wyłupiaste ślepia, szeroką kierownicę, rurową ramę i już wiesz, że albo Japończykom zaszkodziło sushi, albo testowali wzmocnioną sake, oglądając obrady Sejmu z japońskim dubbingiem. Cholera wie co, ale coś musiało ich nieźle sponiewierać, a efekt tego nazywa się Honda Zoomer. Chyba nam się od nich udzieliło, bo postanowiliśmy zaprząc ten wynalazek z silnikiem od kosiarki do pracy w teście na 10 000 km. Już po tygodniu dotarło do nas, że nie będzie łatwo, bo wskazówka prędkościomierza nie chce przekroczyć magicznej granicy 45 km/h. Jednak żyliśmy złudzeniami, że można to jakoś obejść. Mniej więcej po miesiącu porzuciliśmy nadzieję, że damy radę oszukać japoński komputerek – nie dał się skubaniec. Nie pomogli nawet kumple z Węgier, którzy zawsze coś wymyślą.

Nasza cierpliwość została wystawiona na bardzo ciężką próbę. Walcząc jak lwy, dobrnęliśmy do 5600 km. Nawinięcie Zoomerem 10 000 km w półtora roku to mission impossible... Musieliśmy się poddać. (Pierwsza część Zoomera w długim dystansie – MOTOCYKL 5/2006).



Ekstrawagancki wygląd skutera przykuwa wzrok – turlasz się przez korek i wszystkim wykręca szyje. Trzeba tylko uważać w czasie niezaplanowanego omijania przeszkody, bo szeroka kierownica opiera się o kolana, co zdecydowanie utrudnia manewr. Jeśli dodać do tego zaledwie dostateczne hamulce bębnowe, można się spocić. Rozwiązanie jest proste – albo odchylasz kolana na zewnątrz, albo ściągasz kopyto z podestu. Z kolei w przypadku hebli zaciskasz, wszystko co możesz, i czekasz.

To niezbyt pozytywne wrażenie poprawiają czterosuwowy silnik i układ przeniesienia napędu. Mimo że Zoomer rakietą na pewno nie jest, można nim sprawnie pomykać przez zatłoczone miasto. W głowicy silniczka pracują cztery zawory, za zasilanie odpowiada wtrysk paliwa, a za chłodzenie – ciecz. Po prostu high-tech made in Japan. Do tego dochodzi bezszczotkowy alternator z funkcją rozrusznika – naciskasz guzik startera i słyszysz odgłos trochę podobny do wentylatora peceta. Przez całe 5600 km silnik spisywał się na medal – zero problemów. Wsiadasz, odpalasz i odjeżdżasz – tak w największym skrócie od pierwszego kilometra przebiegał nasz test.


Zoomer nie bywał zbyt częstym gościem na stacjach benzynowych – średnie spalanie wyniosło 2,1 l/100 km. Przy zbiorniku mieszczącym 5 l paliwa daje to całkiem przyzwoity zasięg. Ekonomia górą! Nasz kumpel z bliźniaczego węgierskiego Moto Revü, który zaliczył na Zoomerze trasę Chyżne – Budapeszt (ok. 350 km), policzył, że w czasie wyprawy pojazd spalił 7,35 l wachy, co kosztowało 29,4 zł (przy założeniu, że 1 l kosztuje 4 złocisze). Wygląda to pięknie, ale trzeba pamiętać, że tylko prawdziwi twardziele wybiorą się w taką trasę na skuterze. Tym bardziej że jeśliby udało się uzyskać średnią prędkość przelotu na poziomie 35 km/h, pokonanie trasy to 10 godzin jazdy non stop. Rzeczywistość była bardziej brutalna – przerwy na prostowanie kości i paszę wydłużyły podróż do 13 godzin. Potem facet zużył spory słoik maści na obolałe siedzenie.
Cholernie nas ciekawi ile rocznie robią japońskie nastolatki, które zwariowały na punkcie małej Hondy, bo żeby tym wynalazkiem przejechać 10 000 km trzeba być prawdziwym twardzielem.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij