Motocykl poleca:

Honda Zoomer 2006

Poleć ten artykuł:

To nie jest zwyczajny skuter. Test też nie należy do typowych. Jako pierwsi w Polsce męczymy Hondę Zoomer – obiekt marzeń japońskich nastolatek – na dystansie 10 000 km!
Zobacz całą galerię

Pomysł był odpałowy: słoneczna plaża, szumiące palmy i zimne drinki nad Zatoką Biskajską gdzieś w Portugalii. W planach były również dziewczyny zapatrzone w dziwolągowatą Hondę. Mimo że do zrealizowania pomysłu potrzebny był ponad miesiąc urlopu i słoik maści na bolący tyłek, znalazł się twardziel, który stwierdził: „Wchodzę w to!”

Nie udało się – na jednym z wrocławskich skrzyżowań zapatrzona w niecodzienny pojazd właścicielka Fiata Punto sprawdziła trwałość japońskiego produktu. Nasz driver przeżył, choć przez parę dni skarżył się na bolące plecy. Przeżył też Punciak, choć z porysowanym zderzakiem. Przeżył i Zoomer, choć naderwane wsporniki tylnej lampy i tablicy wymagały wymiany całej tylnej części ramy. Na liczniku było niecałe 30 km.






Po kilku tygodniach jeden z kumpli wpadł na genialny pomysł, by pojechać Zoomerem do Budapesztu. Do granicy było lajtowo, bo malec rozgościł się na pace dostawczaka. Radość pograniczników w Chyżnem nie miała końca, gdy zobaczyli to coś – plątaninę rurek napędzaną silnikiem od kosiarki. Nie chcieli uwierzyć, że Zoomer to nie samoróba, tylko najprawdziwsza Honda, na której widok japońskie małolaty dostają fioła. Technicznych bajerów (wtrysk paliwa, sonda lambda, katalizator, o chłodzeniu cieczą nie wspominając) nie powstydziłoby się wiele poważnych motocykli.

Po przekonaniu pograniczników kumpel zarzucił plecak, odpalił Zoomera i przy głośnym rechocie złażącej się coraz liczniej publiki odjechał. Wieczorem na równe nogi poderwał mnie telefon. W słuchawce przekleństwa wypowiadane z prędkością karabinu maszynowego. – Facet gada, więc nic mu nie jest – pomyślałem. – Co najwyżej Zoomer dokonał żywota. Kumplowi puściły nerwy, bo nie był w stanie jechać szybciej niż przepisowe 45 km/h, i to bez względu na to, czy turlał się pod górę, czy też pędził z przełęczy. Wskazówka jak zahipnotyzowana zatrzymywała się na liczbie 45. Nawet nasi węgierscy koledzy, którzy zawsze znajdą jakieś rozwiązanie, tym razem załamali ręce. Komputer okazał się sprytniejszy od nich. Tym sposobem koło nosa przeszła szansa popluskania się w Atlantyku.

Od tej pory Zoomer dzielnie spisywał się, wożąc nas po mieście. Każdy wyjazd wymagał zabrania plecaka, bo Honda nie ma typowego dla skuterów schowka pod siedzeniem. Zoomerem łatwiej przewieźć snowboard niż drugie śniadanie. Drugą słabą stroną były hamulce. Bębny spisywały się zaledwie wystarczająco. Ostre hamowanie, oczywiście w kategoriach Zoomerowych, wymaga mocnego zaciśnięcia zębów i obu klamek.





Na szczęście to jego jedyne stwierdzone przez nas wady. Silnik i układ przeniesienia napędu to klasa. Bezszczotkowy alternator pełni jednocześnie rolę rozrusznika. Efekt jest taki, że po przyciśnięciu guzika rozrusznika dobiega delikatny basowy pomruk – silnik już pracuje. Co prawda Zoomer jest nieco wolniejszy od szalonych dwusuwów, ale to wcale nie przeszkadza.

Kolejna zaleta dziwoląga to niskie zużycie paliwa. Na dystansie 2460 km skuterek 13 razy odwiedził stacje benzynowe, tankując w sumie 50,68 l benzyny, co daje średnie zużycie na poziomie 2,06 l/100 km.

To wszystko działo się w ubiegłym roku. W tym po raz pierwszy odpaliłem Zoomera już w styczniu. Wszystkich niedowiarków wątpiących w nowe technologie informuję z satysfakcją – Zoomer is the best! Nawet gdy słupek rtęci spadł do –12O, skuterek zapalał od pierwszego przyciśnięcia guzika rozrusznika. Po kilkunastu sekundach mróz nie stanowił dla niego problemu, a silniczek ochoczo reagował na polecenia rolgazu.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij