Motocykl poleca:

Horex VR6 Roadster: Sześciopak wymiata

Poleć ten artykuł:

Styl i sześciocylindrowy silnik VR składają się na niepowtarzalne zjawisko. Sprawdziliśmy, czy Horex VR6 Roadster ma do zaoferowania coś jeszcze.

Testujemy: Horex VR6 Roadster Zobacz całą galerię

Niektóre słowa stawiają motocyklistów na baczność. Jednym z nich jest „sześciocylindrowy”. Gdy pojawiły się pogłoski o reaktywacji Horexa, wywołały zainteresowanie m.in. dlatego, ze motocykl tej firmy miał mieć sześciocylindrowy silnik. Mało tego – miała to być VR- szóstka, czyli ustawione w dwóch rzędach cylindry, rozchylone pod niewielkim katem (15O) i przesunięte względem siebie. Planowana turbosprężarkę i moc w okolicach 200 KM niestety odłożono w  bliżej nieokreślona przyszłość. Mimo to nie ma tragedii, bo VR-szóstka generuje tłuste 161 KM.

Wrażenie robi nie tylko silnik. Dzięki połączeniu klasycznego stylu i nowoczesnych akcentów maszyna imponuje. Horex wygląda potężnie i wrażenie to potwierdza się w momencie zajęcia miejsca za sterami. Porządnie tapicerowana, szeroka kanapa jest ulokowana na wysokości 830 mm, lepiej wiec, abyś miał(-a) długie nogi. Tym bardziej ze trzeba manewrować masa aż 270 kg.

Zanim VR6 zagada

rozrusznik musi pokręcić przez kilka sekund. Obrotomierz pokazuje przez moment 1000 obr/min, po chwili skacze na 2000, w końcu staje na 1600 obr/min. Mimo długiego zbiornika ulokowanie kierownicy, podnóżków i kanapy jest udane. Ponieważ potężne profile ramy przechodzą nad silnikiem, motocykl jest przyjemnie wąski w talii.

Jak na tak wielki sprzęt, zaskakująco łatwe jest prowadzenie Horexa w wielkomiejskiej dżungli. Na krętych drogach poza miastem tez jest super. Przy tej masie trudno było spodziewać sie takiej swobody w przechodzeniu z jednego złożenia w drugie. Widelec, mimo ciut za miękkiego jak na mój gust zestrojenia, elegancko wygładza nierówności. Tył zestrojono znacznie sztywniej, amortyzator nie reaguje tak precyzyjnie, jak widelec upside-down, mimo to zapewnia wystarczający komfort. Przynajmniej dopóki droga jest w dobrym stanie. Na gorszej nawierzchni sprzęt częstuje mnie krótkimi, twardymi uderzeniami. Fajne jest to, ze tylny zawias ma regulacje wstępnego napięcia sprężyny, ale także siły do- i odbicia oraz tłumienia oddzielnie dla wysokich i niskich prędkości.

Ponieważ Horex nie jest ścigaczem, jego sportowe talenty trzeba ocenić jako mocno rozwinięte. Ponadto bez protestów znosi obecność pasażera.

Prrrr, szalony!

A silnik? Od samego dołu z donośnym rykiem pędzi jak szalony, w okolicach 4000 obr/min generując 104 Nm momentu obrotowego. To nie wszystko, na co go stać: przy 7200 obr/min osiąga aż 132 Nm. Jak na pojemność 1,2 litra wartość imponująca. Niestety, zakres 4000-6000 obr/min to spora dziura. Jeśli wiec trzeba szybko wyprzedzić, musisz zrzucić jeden lub nawet dwa biegi. Od maszyny tego kalibru można chyba oczekiwać lepszych manier w środkowym zakresie obrotów.

Natomiast powyżej 6000 obr/min piec kreci jak wściekły. Zmierzone na hamowni 154 KM to gwarancja doskonałych przyspieszeń. Dopiero powyżej 9900 obr/min silnik słabnie.

Do około 4500 obr/min jednostka napędowa pracuje z dużą  kulturą, natomiast powyżej tej granicy na kierownicy i podnóżkach wyczułem wyraźne wibracje. To wkurza jedynie w czasie pokonywania dłuższych odcinków na stałych obrotach. Tam, gdzie trzeba często przerzucać biegi i wysokość obrotów stale się zmienia, te reakcje uznałem za przejaw dość wyrywnej natury motocykla.

Tagi: testy | Horex VR6 Roadster

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij