Motocykl poleca:

Husqvarna TE 450 2004

Poleć ten artykuł:

Czy bycie średniakiem to coś złego? Być może tak, ale na szczęście nie wśród dirt bike’ów. Dowodzi tego choćby Husqvarna TE 450, która całkiem nieźle radzi sobie w klasie czterosuwowych „450”.
Zobacz całą galerię


Do tej pory Husqvarna miała poważne problemy z zadomowieniem się na polskim rynku. Importerzy zmieniali się jeden po drugim, a liczbę jeżdżących nowych motocykli można było policzyć na palcach jednej ręki. Od niespełna dwóch miesięcy mamy kolejnego nowego przedstawiciela, który obiecuje zmienić tę beznadziejną sytuację. Na dowód tego w nasze łapy trafiła Husqvarna TE 450. Dlaczego właśnie ona? Bo po pierwsze, klasa czterosuwowych „450” zdobywa coraz większą popularność. Po drugie, męczony przez nas model to wersja wyprodukowana z okazji stulecia firmy. Nieźle, co?

Husky TE 450 miał zadebiutować w 2002 roku, ale problemy finansowe Cagivy (Husqvarna należy do tego włoskiego koncernu) spowodowały, że prezentację modelu odłożono o rok. Choć w 12 miesięcy konkurencja może mocno uciec do przodu, od strony technicznej maszyna bynajmniej nie jest off-roadowym oldtimerem. Sercem jest nowoczesny, uruchamiany elektrycznym rozrusznikiem singiel o pojemności 449 cm3. W jego głowicy obracają się dwa wałki rozrządu, napędzające cztery tytanowe zawory. Jednostka osiąga moc 48 KM, co jest wartością typową w tej klasie. Dla porównania, najważniejsi konkurenci, czyli KTM 450 EXC Racing i Yamaha WR 450F, dysponują mocą 49 KM. Nad wytworzeniem mieszanki czuwa gaźnik Mikuni o średnicy gardzieli 41 mm.




Siadam na maszynie. Wąska kanapa, zgrabnie przechodząca nad zbiornikiem, i wzmocniona poprzeczką kierownica, na której błyszczy osprzęt Magury, to sygnały, że Husky lubi naprawdę ostrą jazdę. 118 kg masy własnej to również wynik nie do pogardzenia. Podniesienie leżącego w błocie bike’a nie powinno nawet słabeuszowi sprawić żadnych problemów. Obaj konkurenci wypadają tu nieco gorzej – są o 1 kg ciężsi. W testowanej Husqvarnie przez użycie specjalnych tulejek dystansowych kierownica została nieznacznie podniesiona. Wszystko po to, by jazda na stojąco była jeszcze wygodniejsza.

Przyciśnięcie guzika rozrusznika błyskawicznie ożywia singla. Jednostka Husqvarny świetnie czuje się w każdym zakresie obrotów – najniższym, średnim czy wysokim. Ale nie da się wyczuć wyraźnego kopa po przekroczeniu jakiejś magicznej granicy obrotów. Jednostka spisuje się tak, jak gdyby była silnikiem elektrycznym, który dysponuje sporym momentem w całym zakresie obrotów.

Szybki slalom pomiędzy drzewami pozwala ocenić hamulce. Jaka punktacja? Husky naprawdę nie musi się niczego wstydzić. Do obsługi przedniego wystarczą dwa palce, co przy pewnej wprawie wystarcza, by wykonać efektowne stoppie. Dozowalność? Po prostu super! W przypadku tylnego hamulca konstruktorzy zdecydowali się na dosyć nietypowe rozwiązanie – pływającą tarczę. Czy ten patent sprawdza się? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Jedno jest pewne – tylny hebel charakteryzuje się znakomitą dozowalnością i skutecznością.

     
Osprzęt Magury to naprawdę wysoka półka.
2-tłoczkowy zacisk Brembo pozytywnie zaskakuje. 
Aluminiowy wahacz podpiera amortyzator Sachsa.  

Pozostało bodaj najważniejsze, a mianowicie sprawa zawieszenia. Przednie jest dziełem Marzocchi, tylne zaś to amotyzator Sachsa. Jednak w przypadku zawiasów nie zdecydowano się na wykorzystanie technologii rodem z kosmosu i próżno szukać na goleniach na przykład złotej warstewki azotku tytanu.

A jak spisują się one w terenie? Standardowe zestrojenie Husky wyraźnie mówi, że starano się w jak największym stopniu pogodzić dwie sprzeczności: komfort i sportową charakterystykę. Sprężyny przedniego zawieszenia są w sam raz – ani za miękkie, ani za twarde. Przystosowanie maszyny pod wymagania konkretnego jeźdźca oznacza jednak konieczność popracowania nad śrubkologią. Z przodu jest możliwość regulacji tłumienia dobicia i odbicia, z tyłu zaś – dodatkowo regulacja tłumienia przy dużych i małych prędkościach ruchu tłoczyska. W tej dziedzinie konkurenci nie mają nic więcej do zaoferowania.

Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy, pora rozstać się z Husqvarną. Parę godzin jazdy pozwala na szybko ocenić motocykl. TE 450 zaskakuje precyzyjnym zawieszeniem, które mimo dość komfortowego zestrojenia nie jest zbyt miękkie. Mocny silnik żywiołowo reaguje na ruchy rączką gazu. Pozostaje mieć nadzieję, że Husvqarna przyjmie się na polskim rynku, importer nie zamknie interesu w nowym sezonie, a kłopoty finansowe koncernu nie spowodują, że model lada moment zniknie z oferty.


Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij