Motocykl poleca:

Hyosung GV 250 Aquila (cz. 2)

Poleć ten artykuł:

Pula rośnie. Gdy Hyosung GV 250 Aquila zaczynał test długodystansowy, założyliśmy się, czy dojedzie do mety. Ostatnio przybywa tych, którzy stawiają na sukces.
Zobacz całą galerię

Podczas pierwszych 20 000 km piętą Achillesową małego Hyosunga była instalacja elektryczna. Być może Koreańczycy nie do końca opanowali trudną sztukę łączenia kabelków, możliwe też, że producent wiązek przyjął niezrozumiałe dla Europejczyków standardy. Dla przypomnienia – najgroźniejsze chwile prze- żyliśmy na początku testu. Zwarcia w instalacji rozładowywały akumulator, zmuszając do odwiedzania serwisu. Słabą stroną okazał się jeden z przewodów prowadzący do kokpitu. Był on na tyle krótki, że ruchy kierownicą spowodowały wyrwanie go ze złączki. Co było dalej, łatwo się domyślić – krótkie spięcie i akumulator rozładowany. Gdy Aquila nawinęła nieco ponad 8000 km, wymieniliśmy baterię – na szczęście w ramach gwarancji.

Dalsze przygody z elektryką nie były już tak hardkorowe. Bo przecież brak kontrolki lewych kierunkowskazów trudno zaliczyć do hardkoru. Zamiast niej zapalała się lampka świateł drogowych – do prze- życia. Przejście do porządku dziennego nad tymi drobnymi przypadłościami nie było trudne. Pewnie dlatego że ich naprawa wymagała tylko drobnych interwencji. A że czasochłonnych... OK, niech będzie.








Od strony mechanicznej Hyosung jest dojrzałą konstrukcją – od początku testu nie sprawiał problemów. Lekarstwo na odkręcające się śruby było banalne – Loctite spokojnie załatwił sprawę. Oprócz wspomnianych usterek, motocykl sprawował się bez zarzutu. Dzielnie pomykał podczas weekendowych wyjazdów. Natomiast dalsze wyjazdy nie są w jego typie. Choć w silniku drzemie całkiem pokaźne stadko 28 KM, wyjazdu na autostrad ę za żadne pieniądze nie można było uznać za dobry pomysł. Również spakowanie klamotów na dłuższy wyjazd nie należy do łatwych zadań.

Sezon jesienno-zimowy GV spędził na Węgrzech. Nie mogłem więc nie sprawdzić, jak motocykl spisuje się, gdy za oknem śnieg, a słupek termometra dąży do dołu skali. Gdy bike spędzał noc pod chmurką, czas potrzebny na rozgrzanie silnika nieprzyjemnie wydłużał się. Tę przypadłość zauważyliśmy już latem. Samo uruchomienie nie sprawiało najmniejszych problemów. Pozostała natomiast dziura pomiędzy 5000 a 6000 obr/min. Ten model tak ma i trzeba się do tego przyzwyczaić. Zima wcale nie była dla GV 250 martwym sezonem. Niewielka masa, niska kanapa i łatwa do opanowania moc, a i stosunkowo łagodna węgierska zima zachęcały do śmigania. W razie czego zawsze można się podeprzeć nogą i po sprawie. Na dodatek plastikowe detale są odporne na działanie soli – po zimie nie znalazłem na Hyosungu rdzawych wykwitów.

Pierwsze podmuchy wiosny spowodowały, że maszynka była chętnie zabierana na dłuższe i krótsze wypady. Podczas tych pierwszych wszyscy narzekali na ból miejsca, w którym kończą się plecy. I nic nie poradzisz. Pasażer ma jeszcze gorzej, choć oceniając w kategoriach cruiserowych – kanapa GV-a to standard.



Dziurawe drogi mogą poważnie zaszkodzić GV-owi. Przekonałem się o tym na własnej skórze tej wiosny, kiedy zima spowodowała, że niektóre jezdnie przypominały szwajcarski ser. Omijanie głębokich pułapek to rzecz banalnie prosta, bo Hyosung prowadzi się łatwo i precyzyjnie. Duża w tym zasługa szerokiej kierownicy i niskiej masy (GV ze wszystkimi płynami waży 167 kg). Sprawa wyglądała znacznie gorzej, gdy zaliczyłem jeden z dołków. Mały skok zawieszeń – typowy dla tej klasy motorków – w połączeniu z miękkimi sprężynami, spowodował, że zapamiętałem to miejsce na dłużej.

Tani motocykl rzadko bywa tani w utrzymaniu. To wiemy. Jednak Hyosung stanowi w tej dziedzinie chwalebny wyjątek. Teraz, gdy ceny paliwa częściej idą do góry niż spadają, duże znaczenie będzie miał każdy litr. W naszym teście maszynka spalała średnio 4 l benzyny na 100 km. Trzeba jednak pamiętać, że bike sporo kilometrów pokonał w zimie. Żeby „250” poradziła sobie na ulicy, często wskazówka obrotomierza wędrowała w górę skali. A taka jazda niewiele ma wspólnego z oszczędnością. Delikatne kręcenie gazem powodowało, że GV zadowalał się nieco ponad 3 litrami paliwa.

Pech dopadł Hyosunga podczas robienia zdjęć do tego artykułu. Mając na zegarze 20 km/h, przejeżdżałem przez tory i trzymałem aparat w jednej ręce. Aquila spłoszyła się i poniosła. Lot na szczęście nie był imponujący. Fortuna mi sprzyjała – bliskie spotkanie z krawężnikiem zakończyło się tylko rozbitym beretem. Podczas upadku poległa klamka sprzęgła i zostanie wymieniona podczas najbliższego przeglądu. Wtedy też wymienimy filtr powietrza i na poważnie zajmiemy się precyzyjną regulacją gaźników.

Tagi: Hyosung | GV | 250 | Aquila | test długodystansowy | część 3

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij