Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

KTM 1190 Adventure R 2012 - większa przygoda

Jakiś czas temu widzieliśmy szpiegowskie foty nowego KTM-a Adventure’a, a niedawno jako pierwsi jeździliśmy niemal produkcyjną wersją nowego podróżnego enduro pomarańczowych. Jest czadowe!

WKTM-ie nie ma miejsca na półśrodki. Gdy ludzie z Mattighofen zabierają się do pracy nad nowym projektem, z reguły idą na całość: czy to pod względem rozwiązań technicznych, czy designu, czy też mocy. Dlatego dzisiaj Austriacy produkują najmocniejszego singla (ma go np. Duke 690, którego test przeczytacie w „Motocyklu” 11/2012). Dlatego wcale nie dziwi, że to właśnie spod tego znaku pochodzi podróżne enduro z niesamowicie mocnym twinem.

Niska masa i spora moc
Jak zapowiada fabryka, niesamowitej mocy (z dwóch cylindrów ustawionych pod kątem 75O podobno udało się wycisnąć 150 KM!) ma towarzyszyć równie niesamowicie niska masa – z paliwem pod korek i ABS-em sprzęt ma ważyć 230 kg. Jakieś pytania?

Bardzo często zdarza się, że co innego mówią cyfry w materiałach prasowych, a co innego czuje się, jadąc motocyklem. Jak prowadzi się ten pocisk? Już wsiadanie na bike’a (nie należę do najwyższych) zrobiło na mnie spore wrażenie. Litera R w nazwie oznacza, że mamy do czynienia z wersją terenową, która dostała 21-calowe przednie koło. „Chcemy być numerem jeden wśród motocykli dwucylindrowych” – zadeklarował Philipp Habsburg, szef zespołu konstruktorów KTM-a, który towarzyszy nam podczas tej wyjątkowej jazdy. Na razie możemy powiedzieć, że 1190 Adventure R niewątpliwie jest cholernie wysoki, a zawieszenia mają potężne skoki. Kierownica, kanapa, podnóżki – wszystko jest na swoim miejscu. Kokpit rzuca na kolana pod względem liczby funkcji, mimo że pomarańczowi podobno poprzestali na najbardziej przydatnych. W centrum króluje obrotomierz, tyle że jego cyfry są naprawdę malutkie.

Już po pokonaniu pierwszych kilometrów wiem, dlaczego prędkościomierz znacznie bardziej rzuca się w oczy. Otóż potężny twin daje takiego kopa, że w mgnieniu oka jadę szybciej niż dozwolone w Austrii poza obszarem zabudowanym 90 km/h. Co jeszcze fajniejsze, taka jazda wcale nie oznacza utrzymywania przedniego koła na asfalcie.

Nowy silnik z piekła rodem
Jeśli chodzi o silnik, konstruktorzy KTM-a dokonali prawdziwych cudów. Stara, nerwowa dwucylindrowa jednostka napędowa o pojemności 990 cm3 to pod względem zachowania zupełnie inny świat niż skonstruowany na bazie pieca RC8 R silnik Adventure’a. Po dwie świece zapłonowe w każdym z cylindrów, nowe głowice, wałki rozrządu i oczywiście stado koni wyciśnięte z dodatkowych 200 cm3 pojemności sprawiają, że poprzedniej wersji Adventure’a przypada w tym spektaklu zaledwie rola statysty. A warto w tym miejscu przypomnieć, że w wielu testach silnik 990 Adventure’a chwaliliśmy za dynamikę.


 
W nowym kokpicie mamy analogowy obrotomierz i dwa cyfrowe wyświetlacze – od komputera i pokazujący najważniejsze informacje   Cztery przyciski po lewej stronie kierownicy będą służyły między innymi do zmiany charakterystyki silnika.

W testowanym sprzęcie nie brak powodów, aby pochwalić i miękkie oddawanie mocy od samego dołu, i fantastyczny kop pośrodku zakresu obrotów, i świetne osiągi na górze, i rewelacyjne wchodzenie na wysokie obroty. Wyprodukowany w Mattighofen piec jest jak z piekła rodem. Na wysokich obrotach kroku może dotrzymać mu chyba jedynie Multistrada, a i to tylko wtedy, gdy mocno się postara. Dwucylindrowy widlak powyżej 7500 obr/min mocno wibruje, ale w tym zakresie obrotów kręcę silnik tylko przez krótką chwilę. Na szóstym biegu cienkie cyferki licznika wskazują już 180 km/h – wystarczająco dużo, by groziło zdeponowanie na dłuższy czas prawa jazdy w komisariacie.


KTM 1190 Adventure R w wersji niemal ostatecznej. Jesienią zostanie pokazany na targach w Kolonii, a do salonów trafi w marcu 2013 roku. 

Elektronika rulez
Aby poprawić charakterystykę, KTM postawił na elektronikę i na nowoczesne systemy wspomagające. Jako pierwszym zajmijmy się układem ride-by-wire: impulsy z rączki gazu są przekazywane do komputera, który najpierw analizuje sytuację, a potem decyduje o stopniu otwarcia przepustnic. Pozytywnym efektem ubocznym tego rozwiązania jest dostosowanie maszyny do obowiązujących norm czystości spalin. Nie bez znaczenia jest i to, że łatwiej można dozować moc.



Jasna sprawa: będzie rewolucja

1190 Adventure R dysponuje dwoma trybami oddawania mocy. W pierwszym jeździec ma do dyspozycji 100 KM, co w zupełności wystarczy do fajnej jazdy w terenie i podczas deszczu. Drugi wariant – 150 KM – będzie bardziej przydatny na asfalcie i na torze.

Kolejnym z ułatwiających życie systemów elektronicznych jest kontrola trakcji. Zapobiega ona uślizgowi tylnego koła podczas dodawania gazu, w czym nie ma niczego zaskakującego. Szokuje natomiast nieznana dotychczas łagodność jego działania. Trzeci system to zintegrowany układ hamulcowy z ABSem. To nie żart! ABS Boscha najnowszej generacji świetnie sprawdza się na asfalcie; poza nim można włączyć specjalną funkcję off-roadową.

 
 Wielka tylna tarcza hamulcowa, tarcza ABS-u, klasyczny napinacz łańcucha.  W stalowej ramie ukryto mocnego twina. Przed silnikiem zbiornik oleju z okienkiem.
   
 Nowa buźka: dwa reflektory oraz światła dzienne na LED-ach.  Dwie tarcze hamulcowe z przodu plus duży skok widelca to znaki rozpoznawcze 1190 Adventure’a R.

Nowy KTM Adventure składa się w zakręty jak o wiele mniejszy bike, bez najmniejszego trudu pokonując także ciasne agrafki. Jedyna wada polega na niewielkim pogorszeniu poręczności przy wyższych prędkościach: znacząca siła żyroskopowa dużego przedniego koła wyczuwalnie usztywnia zawias.

Gdy w przyszłym roku nowy Adventure R pojawi się w salonach, na bank będziemy mogli mówić o nowym standardzie wśród podróżnych enduro. Spory moment obrotowy silnika w połączeniu z dynamiczną charakterystyką i długimi skokami zawieszeń dają znakomity efekt. Co ciekawe, mimo dużego skoku widelca przy hamowaniu przodem motocykl nie nurkuje zbyt głęboko. Być może jest to zasługa zintegrowanego układu hamulcowego, którego klamka uruchamia również tył. Nie bez znaczenia jest też pewnie masa sprzęta (porównywalna z V-Stromem 650).

Szykuje się ostra bitka Po jazdach testowych Philipp Habsburg zadeklarował: „Nasz cel jest jasny: chcemy mieć najlepsze turystyczne enduro!”. Aby to osiągnąć, KTM skonstruował nie tylko Adventure’a R, ale także dużo bardziej drogową wersję 1190 Adventure. Będzie ona konkurentem dla BMW R 1250 GS, którego premierę przewidziano również na jesień tego roku.

Wśród podróżnych enduro pojawił się rywal, którego nie wolno lekceważyć.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Jakiś czas temu widzieliśmy szpiegowskie foty nowego KTM-a Adventure’a, a niedawno jako pierwsi jeździliśmy niemal produkcyjną wersją nowego podróżnego enduro pomarańczowych. Jest czadowe!
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 07:44:13
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij