Motocykl poleca:

KTM 1190 Adventure R 2012 - większa przygoda

Poleć ten artykuł:

Jakiś czas temu widzieliśmy szpiegowskie foty nowego KTM-a Adventure’a, a niedawno jako pierwsi jeździliśmy niemal produkcyjną wersją nowego podróżnego enduro pomarańczowych. Jest czadowe!
ktm-1190-adventure-r-2013-09.jpg Zobacz całą galerię

WKTM-ie nie ma miejsca na półśrodki. Gdy ludzie z Mattighofen zabierają się do pracy nad nowym projektem, z reguły idą na całość: czy to pod względem rozwiązań technicznych, czy designu, czy też mocy. Dlatego dzisiaj Austriacy produkują najmocniejszego singla (ma go np. Duke 690, którego test przeczytacie w „Motocyklu” 11/2012). Dlatego wcale nie dziwi, że to właśnie spod tego znaku pochodzi podróżne enduro z niesamowicie mocnym twinem.

Niska masa i spora moc
Jak zapowiada fabryka, niesamowitej mocy (z dwóch cylindrów ustawionych pod kątem 75O podobno udało się wycisnąć 150 KM!) ma towarzyszyć równie niesamowicie niska masa – z paliwem pod korek i ABS-em sprzęt ma ważyć 230 kg. Jakieś pytania?

Bardzo często zdarza się, że co innego mówią cyfry w materiałach prasowych, a co innego czuje się, jadąc motocyklem. Jak prowadzi się ten pocisk? Już wsiadanie na bike’a (nie należę do najwyższych) zrobiło na mnie spore wrażenie. Litera R w nazwie oznacza, że mamy do czynienia z wersją terenową, która dostała 21-calowe przednie koło. „Chcemy być numerem jeden wśród motocykli dwucylindrowych” – zadeklarował Philipp Habsburg, szef zespołu konstruktorów KTM-a, który towarzyszy nam podczas tej wyjątkowej jazdy. Na razie możemy powiedzieć, że 1190 Adventure R niewątpliwie jest cholernie wysoki, a zawieszenia mają potężne skoki. Kierownica, kanapa, podnóżki – wszystko jest na swoim miejscu. Kokpit rzuca na kolana pod względem liczby funkcji, mimo że pomarańczowi podobno poprzestali na najbardziej przydatnych. W centrum króluje obrotomierz, tyle że jego cyfry są naprawdę malutkie.

Już po pokonaniu pierwszych kilometrów wiem, dlaczego prędkościomierz znacznie bardziej rzuca się w oczy. Otóż potężny twin daje takiego kopa, że w mgnieniu oka jadę szybciej niż dozwolone w Austrii poza obszarem zabudowanym 90 km/h. Co jeszcze fajniejsze, taka jazda wcale nie oznacza utrzymywania przedniego koła na asfalcie.

Nowy silnik z piekła rodem
Jeśli chodzi o silnik, konstruktorzy KTM-a dokonali prawdziwych cudów. Stara, nerwowa dwucylindrowa jednostka napędowa o pojemności 990 cm3 to pod względem zachowania zupełnie inny świat niż skonstruowany na bazie pieca RC8 R silnik Adventure’a. Po dwie świece zapłonowe w każdym z cylindrów, nowe głowice, wałki rozrządu i oczywiście stado koni wyciśnięte z dodatkowych 200 cm3 pojemności sprawiają, że poprzedniej wersji Adventure’a przypada w tym spektaklu zaledwie rola statysty. A warto w tym miejscu przypomnieć, że w wielu testach silnik 990 Adventure’a chwaliliśmy za dynamikę.


 
W nowym kokpicie mamy analogowy obrotomierz i dwa cyfrowe wyświetlacze – od komputera i pokazujący najważniejsze informacje   Cztery przyciski po lewej stronie kierownicy będą służyły między innymi do zmiany charakterystyki silnika.

W testowanym sprzęcie nie brak powodów, aby pochwalić i miękkie oddawanie mocy od samego dołu, i fantastyczny kop pośrodku zakresu obrotów, i świetne osiągi na górze, i rewelacyjne wchodzenie na wysokie obroty. Wyprodukowany w Mattighofen piec jest jak z piekła rodem. Na wysokich obrotach kroku może dotrzymać mu chyba jedynie Multistrada, a i to tylko wtedy, gdy mocno się postara. Dwucylindrowy widlak powyżej 7500 obr/min mocno wibruje, ale w tym zakresie obrotów kręcę silnik tylko przez krótką chwilę. Na szóstym biegu cienkie cyferki licznika wskazują już 180 km/h – wystarczająco dużo, by groziło zdeponowanie na dłuższy czas prawa jazdy w komisariacie.


KTM 1190 Adventure R w wersji niemal ostatecznej. Jesienią zostanie pokazany na targach w Kolonii, a do salonów trafi w marcu 2013 roku. 

Elektronika rulez
Aby poprawić charakterystykę, KTM postawił na elektronikę i na nowoczesne systemy wspomagające. Jako pierwszym zajmijmy się układem ride-by-wire: impulsy z rączki gazu są przekazywane do komputera, który najpierw analizuje sytuację, a potem decyduje o stopniu otwarcia przepustnic. Pozytywnym efektem ubocznym tego rozwiązania jest dostosowanie maszyny do obowiązujących norm czystości spalin. Nie bez znaczenia jest i to, że łatwiej można dozować moc.

Tagi: KTM | 1190 Adventure R | test | raport z jazdy

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij