Motocykl poleca:

KTM 690 Duke R: arcyksiąże na tronie

Poleć ten artykuł:

Duke to z angielskiego książę. W tym sezonie do najmocniejszego na świecie seryjnie produkowanego singla – KTM-a Duke’a 690 – dołączyła bardziej wypasiona wersja R. Teraz na czele rodziny książąt (Duke 125, 200, 390 oraz 690) stanął arcyksiążę – 690 R.

Zobacz całą galerię

Pogoń za wysoką mocą maksymalną narzuca motocykliście pewne ograniczenia. W przypadku Duke’a w wersji R liczba koni nie zwala z nóg, ale tylko do momentu, gdy nie siądziesz za kierownicą. Wtedy szybko zrozumiesz, że 70 KM i 164 kg masy (z wachą pod korek) w zupełności wystarczą do zabawy. Tym bardziej że towarzyszą im zawieszenia z najwyższej półki, hamulce Brembo i opony Michelin Pilot Power. Zwłaszcza one. I to z co najmniej dwóch powodów – po pierwsze, to ich przyczepność jest ograniczeniem pochylenia w zakręcie, a po drugie – mimo niezbyt dużej mocy silnika – kapcie nie będą tu mieć ani łatwego, ani długiego życia.

Książę kończy w tym roku 20 lat. Pierwszy Duke z silnikiem LC4 o pojemności 553 cm3 pojawił się w 1993 roku. Sześć lat później, tuż przed wejściem w XXI wiek, Austriacy próbowali ucywilizować tę jednostkę napędową: dodano jej wałek wyrównoważający, pojemność wzrosła do 625 cm3. Duke II był – bez rewolucyjnych zmian – produkowany aż do 2008 r., kiedy na scenę wjechał Duke 690 z zupełnie nowym silnikiem o pojemności 654 cm3. W zeszłym roku pomarańczowi zaprezentowali czwartą już generację Duke’a, a w tym – zgodnie z tradycją – pojawiła się wersja R.

Napędza ją ten sam silnik o pojemności 690 cm3 – największy i najmocniejszy seryjnie produkowany singiel. Wyższa rama, większy zakres regulacji i do tego sporo akcesoriów (zob. różnice w porównaniu do wersji podstawowej na s. 74). Niestety, to kosztuje, i to sporo – różnica między wersją podstawową a erką wynosi niemal 10 000 zł. Czy warto wydać o prawie 30% więcej niż za Duke’a 690 (33 880 zł), żeby śmigać podpasioną wersją R (43 740 zł)? Oto jest pytanie! Wiele wskazuje, że warto. Bo gdzie nie spojrzysz, znajdziesz najwyższej jakości elementy i porządne wykonanie z dbałością o każdy szczegół.

Fajna R-gonomia

Siadam za sterami. Kanapa erki jest zdecydowanie fajniejsza. Zrezygnowano z wyraźnego stopniowania, co zapewnia więcej miejsca i jednocześnie (o dziwo) dobre oparcie. Najbardziej docenisz ją na drodze pełnej naprzemiennych zakrętów. Nic wtedy nie przeszkadza w szybkiej zmianie pozycji. Na erce masz do gleby o 2,5 cm dalej (855 mm), ale nawet jeśli nie urosłeś za bardzo, dzięki wąskiej talii sprzęta podeprzesz się całymi stopami. Z kolei wysocy będą się musieli pogodzić z ostrzejszym kątem ugięcia kolan. Taka R-gonomia bardziej ucieszy zaawansowanych jeźdźców. Jeśli natomiast dopiero zaczynasz zabawę w motocykle, powinieneś łaskawiej popatrzeć na wersję podstawową, a zaoszczędzone 10 000 zł zainwestować np. w ekwipunek.

Silnik z łoskotem budzi się do życia; mocno stłumiony, na początku utrzymuje niecałe 2000 obr/min. Hydrauliczne sprzęgło działa lekko, pierwszy bieg wchodzi precyzyjnie, mimo że dość twardo. Singiel od samego początku znakomicie reaguje na gaz. Podobnie jak w poprzedniej wersji, sterowaniem przepustnicą o średnicy 46 mm zajmuje się siłownik. Ride-by-wire dopracowano – nie ma mowy o jakimkolwiek opóźnieniu reakcji. Podobnie jak w standardowej wersji, spalanie mieszanki inicjują dwie świece zapłonowe. Jednocylindrowiec wkręca się równomiernie, niemal miękko. Takt potężnego, 102-milimetrowego tłoka przypomina bicie serca – przenika człowieka do kości.

Tagi: KTM 690 Duke R

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij