Motocykl poleca:

KTM 950 Supermoto 2005

Poleć ten artykuł:

Ostatnio klienci mniej cenią to, czy maszyna jest dobra, piękna i wygodna. Szanse mają prawie wyłącznie motocykle najmocniejsze i najtwardsze. Paręnaście dni temu dosiadłem KTM-a 950 Supermoto. Ten bike zachwyca!

Zobacz całą galerię

Gdy po raz pierwszy usłyszałem, że KTM zamierza wprowadzić na rynek wersję Supermoto modelu 950 Adventure, aż mną zatrzęsło ze zgrozy. Stanął mi przed oczyma motocykl, który wspina się na pionową ścianę wydmy. I jeździec, który z jej szczytu spada na łeb na szyję razem z nim. Później, kiedy zobaczyłem pierwszy prototyp, nie byłem już pewien, że to nie może być nic dobrego. Teraz wiem na pewno – KTM 950 Supermoto to sakramencko udana maszyna, która umie sprawić jeźdźcowi przyjemność. Muszę podkreślić, że nie mówimy tu o jakimś mało znaczącym motocyklu – zarówno jeśli chodzi o masę, jak i o osiągi. Miałem obawy, czy próba stworzenia wersji Supermoto z potężnym silnikiem V2 ma szanse powodzenia.

Miałem nadzieję, że Austriacy przyłożą się raczej do walorów użytkowych, a nie do wydarzeń z cyklu „takiego ma kopa, że urywa ręce”. I nie zawiodłem się. Zachowano gaźniki, które pracują bardziej linearnie, niż układ wtryskowy w SuperDuke’u. Ponadto konstruktorom udało się usunąć występujące na niskich obrotach wibracje i szarpanie. Przy 2000 obr/min na szóstym biegu można bez kłopotów jechać 50 km/h. Ale także na wysokich obrotach maszyna spisuje się bardzo dobrze, a największej mocy dostarcza przy 8000 obr/min. Ma wtedy tak cudowny dźwięk, że najchętniej jechałbym na tej szóstce i jechał, i jechał...


     
Lusterka dają dobry obraz tego, co z tyłu, i nie wibrują.  Kokpit znamy już z innych modeli KTM-a – Adventure i SuperDuke.  Kratownicowa rama to świetne połączenie sztywności z lekkością. 


Również pod względem przełożenia KTM-owi udało się znaleźć bardzo dobre rozwiązanie – maszyna jest tak elastyczna, że na szóstym biegu można jechać i 50, i ponad 200 km/h. Bez problemu ruszysz z dwójki. Spokojna praca silnika i równomierna charakterystyka mocy to zasługa nowego wałka wyrównoważającego i zmodyfikowanych kanałów w głowicach. To, czego dokonano w nowym silniku imponuje, ale jeszcze większy postęp poczyniono pod względem zwrotności.

Mimo że Austriacy przyjęli ryzykowną ogólną koncepcję konstrukcyjną, wybrnęli z zadania. Zaprojektowali mianowicie SM- -a ważącego z płynami około 200 kg, który daje się prowadzić jak „640”. Wprawdzie na pierwszy rzut oka masa ta może się wydawać bardzo duża, ale pewne jest, że jej obniżeniu poświęcono wiele uwagi. Ramę wykonano z superlekkiego materiału, w efekcie (to niewiarygodne, ale prawdziwe!) waży ona jedynie 11 kg! Ponadto 58-kilogramowy silnik i zupełnie nowy aluminiowy zbiornik oleju osadzono odpowiednio nisko, co sprawia, że pojazd jest jak ostra żyleta. Jeśli należysz do ludzi, którzy marzą o tym, aby ważyć więcej niż 65 kg, bez trudu dasz radę. (Nawet amazonka ważąca tylko 50 kg bardzo dobrze sobie poradziła na tej maszynie).

Wyjątkowa zwrotność to zasługa zawieszeń WP. Mają one nie tylko pełną regulację, są też precyzyjne. Podobnie rzecz ma się z hamulcami: z przodu dwa przepiękne promieniowe zaciski Brembo, a wyżej radialna pompa hamulcowa – wystarczy spojrzeć albo tylko pomyśleć, żeby maszyna skutecznie zahamowała. Również na efekty działania tyłu nie trzeba długo czekać.

   
Pracujący w 950 Supermoto silnik LC8 zachwyca i mocą, i manierami.  Hamulce w tej maszynie to skuteczność rodem z najwyższej ligi. 

Nisko umieszczony środek ciężkości, mocny i dynamiczny silnik, wręcz wspaniały układ hamulcowy – jak tu się nie zachwycać!? KTM z jakiejś nieznanej przyczyny zastąpił stylowe koła szprychowe – odlewanymi. Z tyłu znajduje się koło 5,5- calowe, na które nałożono oponę o szerokości 180. I to potęguje wrażenie, że ta maszyna ma nieograniczone możliwości.

Pomówmy teraz trochę o walorach zewnętrznych. Na pierwszy plan wybija się ogromny, 17,5-litrowy zbiornik paliwa, który ma umożliwić pokonanie długiej trasy. Jedyna wada to to, że mniej rośli jeźdźcy będą narzekali na pozycję, którą muszą przyjąć. Wyżsi – gdyby chcieli zakosztować sportowych wrażeń albo pobawić się na torze kartingowym, co na tym sprzęcie dostarcza wybornej przyjemności – powinni przesunąć się bardziej do przodu, jednak utrudnia to zarówno szerokość, jak i wysokość zbiornika paliwa. Do podróżowania pozycja nadaje się wręcz idealnie.

Kolejną rzeczą, która rzuca się w oczy, jest reflektor i błotniki. Naturalnie, elementy te należą do modnego obecnie w KTM-ie świata kanciastych form. W kokpicie zachowano dobrze znane z modeli Adventure i SuperDuke instrumenty, na które nie można się uskarżać. By podnieść intensywność doznań typowych dla supermoto, maszyna ma kierownicę z rury o średnicy 28 mm – własne dzieło firmy. Z troski o nadgarstki motocyklistów, które od długotrwałej obsługi sprzęgła mogłyby boleć, wbudowano system hydrauliczny, na którego pokrywie w miejsce dźwigni dekompresora – znanego z motocykli klasy enduro i crossówek – zamontowano dźwignię ssania.

Tagi: test | KTM

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij