Motocykl poleca:

KTM 990 Adventure (cz. 2)

Poleć ten artykuł:

Przez 360 dni zatankowaliśmy ponad 1500 l paliwa, zużyliśmy osiem sprayów do łańcucha i jedną dętkę. I to wszystko! Długodystansowy KTM 990 Adventure przejechał już ponad 20 000 km.
Zobacz całą galerię

Liczby nie kłamią: każdego dnia bike przejeżdżał statystycznie 55 km, bez względu na to, czy padał śnieg, czy lał deszcz, czy świeciło słońce. Być może częste wyjazdy w trasę spowodowały, że popularność, jaką cieszył się wśród czytelników MOTOCYKLA męczony w długim dystansie KTM 990 Adventure, przebiła wszystkie dotychczasowe maszyny. Być może sprawcą całego zamieszania były gwiazdorskie talenty Adventure’a lub może pełen uroku, kanciasty design „austriaka”. Być może do popularności przyczyniło się wystąpienie sprzęta w telewizyjnym programie „Kawa czy herbata” lub rola VIP-a na naszych stoiskach podczas jesiennego Diverse Night of the Jumps i tegorocznej edycji targów MotocyklExpo. Tego nie wiemy. Pewne jest natomiast, że KTM był bardzo często rozpoznawany na ulicy czy na stacji benzynowej. Za każdym razem padały pytania: ile kilometrów ma nawinięte na budziku?, w jakim stanie jest bike?, czy coś się zepsuło? Było też trochę stwierdzeń w stylu: „Chcę kupić taką maszynę, ale się waham i czekam na wynik waszego testu...”.

Odpowiedzi mieliśmy wykute jak regułki w szkole: „Wszystko jest OK, ale...”. Ano właśnie. Nasz test przyniósł zaskakujące spostrzeżenia.






Właściciele KTM-ów Adventure’ów będą często spotykać się w serwisach, prawie tak samo często, jak posiadacze Alf Romeo. Różnica jest taka, że ci pierwsi będą często robili obowiązkowe przeglądy, ci drudzy zostaną przywiezieni na lawecie. Producent zaplanował przeglądy co 7500 km, a więc dosyć często jak na maszynę turystyczną. Co więcej – gdy przyjdzie do płacenia, warto, abyś usiadł. Kwota rachunku podziała równie elektryzująco, jak policyjny paralizator. Pierwszy przegląd kosztował 783 złote, za drugi zapłaciliśmy 863,96 zł, z czego robocizna wyniosła 480 zł. Wtedy wymieniono olej w silniku, filtry oleju i powietrza oraz świece. Ciekawostką jest fakt dogrania – bez upominania się – oprogramowania komputera sterującego pracą silnika. W efekcie zmian spadły obroty biegu jałowego i zmniejszyła się, choć nie zniknęła całkowicie, powszechnie krytykowana dziura w charakterystyce mocy. Wracając jednak do kasy, ostatni raz tak duże rachunki płaciliśmy, testując Harleya- Davidsona Softaila de Luxe.

„990” to pies na opony. Zużywa je w tempie błyskawicznym i trudno się temu dziwić. Połączenie mocy 98 KM i dynamiki przecinaka robi swoje. Pierwszy komplet zmieniliśmy po niecałych 14 000 kilometrów, choć z ręką na sercu muszę przyznać, że ostatnie 2000 km przed wymianą nie przekraczaliśmy prędkości motorynki. Do samego końca nie mieliśmy pewności, kiedy i czy w ogóle dostaniemy nowy komplet gum. To nie żart! Adventure’a obuto dosyć nietypowo. Z przodu koło ma rozmiar 21 cali, z tyłu jest to „18”. Większość turystycznej konkurencji zdecydowała się na 19 cali z przodu i 17 z tyłu. Teoretycznie do KTM-a można by założyć komplet typowo off-roadowy, co robi wielu użytkowników „990” jeżdżących dużo w terenie.

W praktyce głównym hamulcowym przy wyborze odpowiednich opon okazał się właściwy indeks prędkości. Niewiele firm produkuje bowiem gumy mogące podołać prędkości 200 km/h. Co więcej, kupienie takiego kompletu jest jak trafienie szóstki w totka, bo niewielu oponiarzy ma takie opony w magazynach i trzeba je sprowadzać niemal na indywidualne zamówienie.





Wybór był więc właściwie jednoznaczny: albo Pirelli, albo nic. Na obręcze trafiły więc MT 90 Scorpion, montowane seryjnie. Szkoda, bo pomysł sprawdzenia, jak zachowuje się bike jeżdżący na kapciach innych marek, wziął w łeb. Co na pewno można powiedzieć o Pirelkach, to to, że nie narzekaliśmy na problemy ze stabilnością, i to zarówno podczas szybkiej jazdy na autostradach, jak i w ciasnych zakrętach. Tym razem nie popełniliśmy wcześniejszego błędu i z aptekarską dokładnością sprawdzaliśmy ciśnienie w oponach. Pomogło! Przy przebiegu nieco ponad 20 000 km zużycie drugiego kompletu było równomierne i na tym zestawie powinniśmy zakończyć ten test. Mocną stroną gum jest też szeroki zakres pochyleń i dosyć łatwo wyczuwalny moment, kiedy zamierzają stracić przyczepność.

Rozmowy z ludźmi po fachu z zagranicy upewniły nas, że sprawa właściwego doboru opon nie jest wyłącznie polską przypadłością. Z podobnymi problemami walczyli np. kumple z Czech. Najlepszym rozwiązaniem jest chyba zamówienie odpowiednio wcześnie właściwego kompletu. Gdy ten leży już na półce, można zajeżdżać bike’a bez obaw.

Powodem jedynej jak do tej pory niezaplanowanej, tzn. oprócz przeglądów okresowych, wizyty w serwisie była przebita dętka. Na szczęście, napompowany flak pozwolił dojechać do serwisu. Naprawa kosztowała nieco ponad stówę, z nową dętką i wyważaniem koła licząc.

Tagi:

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij