Motocykl poleca:

KTM Freeride 250 R 26: Niech żyje wolność

Poleć ten artykuł:

Udany debiut Freeride’a 350 spowodował, że KTM przygotował dla fanów wolności wersję z dwusuwowym serduchem o pojemności szklanki.   

Raport z jazdy: KTM Freeride 250 R Zobacz całą galerię

Pyr, pyr, pyr – z typowym dla dwusuwów gangiem Freeride 250 lawiruje ostro opadającą ścieżką między wielkimi bryłami skalnymi. Ta maszyna jedzie niczym kierowana niewidzialną ręką – mam wrażenie, że jestem w tej zabawie tylko obserwatorem, a nie jeźdźcem. Wszystko jest pod kontrolą – to powiedzenie pasuje tutaj jak ulał.

KTM od jakiegoś półtora roku stawia na lekkość i łatwość prowadzenia w terenie. Początek temu dał w marcu 2012 r. Freeride 350, który wyznaczył zupełnie nowy kierunek. Cicho jedziesz, dalej dotrzesz – przesłanie tego sprzęta całkiem nieźle trafiło do serc odbiorców: do dziś poszło na świecie 4000 sztuk Freeride’a 350. Teraz przyszedł czas na zmiany.

Skastrowany do 7 KM

Zamiast mocno wyciszonego czterosuwa (z homologacją 23 KM), w stalowej kołysce mniejszego Freeride’a z dokręcanym aluminiowym tyłem i stelażem z tworzywa pracuje ćwierćlitrowy dwusuw, który w wersji otwartej rozwija moc maksymalną 25 KM. Niestety, w wersji homologowanej na ruch drogowy moc skastrowano do… 7 (słownie: siedmiu) KM! Silnik przejęto ze sportowego enduro EXC 250 i poddano gruntownej przebudowie, która dała aż 2 kg oszczędności na masie. Skąd wzięło się aż tyle? Przede wszystkim na nowo zaprojektowano tłok, zrezygnowano z zaworu w wydechu, mieszankę dostarcza gaźnik o średnicy gardzieli 28 mm (250 EXC: 36 mm), a skrzynia biegów ma krótsze przełożenia.

Niska zawartość oleju w mieszance (1:80) ma zapobiec pojawianiu się niebieskich spalin, zbiornik paliwa o pojemności 7 litrów (Freeride350: 5,5 litra) zwiększyć zasięg, a elektryczny rozrusznik ułatwić odpalanie sprzęta.

Dwusuw łagodny jak baranek

Silnik chętnie budzi się do życia. Freeride 250 R może nie wstydzić się swoich manier. Jak to u pomarańczowych, do obsługi klamek sprzęgła i hamulca wystarczy jeden palec. Smukła talia zapewnia stopom nawet niezbyt wyrośniętego bikera kontakt z podłożem, i to mimo kanapy o wysokości 91 cm. Jeśli to za dużo, suspension kit obniży ją o 25 mm (684 zł), a inaczej tapicerowana kanapa (450 zł) przybliży glebę o kolejnych 7 mm.

Okiełznanie podczas jazdy nieskastrowanego Freeride’a 250 nie jest problemem: napęd dysponuje sporym kopem już od najniższych obrotów, przez cały zakres zachowując się spokojnie i zapewniając precyzyjne dozowanie gazu. Nie ma tu śladu dzikiego dwusuwa, który działa zero-jedynkowo: albo nie jedziesz, albo idziesz pełnym ogniem. Na tle i tak z dużą kulturą pracującego czterosuwa Freeride’a 350, dwusuwowa „250” reaguje delikatniej i mniej obciąża podwozie. Szacun!

Tagi: KTM Freeride 250 R 26 | raport z jazdy

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij