Motocykl poleca:

KTM LC8 950 Adventure/Adventure S 2003

Poleć ten artykuł:

Dane dotyczące obu modeli mówią, że są to prawie takie same motocykle. Jednak pierwsza próbna jazda nowymi dwucylindrowcami KTM ujawniła dwa zupełnie różne charaktery.

Zobacz całą galerię

Ponieważ mieliśmy już okazję do wypróbowania nowego dwucylindrowca KTM (patrz: Motocykl 3/2003), trudno było oczekiwać niespodzianek. A tymczasem Austriacy mocno nas zaskoczyli. Różnica skoku zawieszenia wynosząca 35 mm i wysokość siedzenia różniąca się o 35 mm, odpowiednio dla srebrnego Adventure i pomarańczowego Adventure S, okazały się tak istotne, że w efekcie są to dwa zupełnie odmienne motocykle. Silnik został w ciągu ostatnich miesięcy jeszcze lepiej zestrojony i w porównaniu z jednocylindrowcami KTM może być wzorem kultury pracy. V2 o kącie rozwarcia cylindrów 75º jest o ponad 15 kg lżejszy od porównywalnych dwucylindrowców o pojemności 1000 cm3. Odgłos pracy mieszczący się gdzieś między Aprilią a Ducati, z nieporównywalnym, metalicznym uderzeniem hard enduro KTM, wzbogaca temperament tego motocykla. Przy 2000 obr./min na pierwszych dwóch biegach jest on jeszcze gotów do przyspieszania. Począwszy od trzeciego na taką propozycję reaguje mocnym szarpaniem łańcucha. Sprzęgło wymaga umiarkowanej siły ręki i daje się doskonale dozować. Także skrzynia biegów o krótkich skokach dźwigni pewnie i precyzyjnie zmienia przełożenia. Dozowanie hamulców nie sprawia trudności nawet początkującym, a tylne koło zostaje zablokowane dopiero przy mocnym nadepnięciu na pedał.



Srebrny Adventure jest uważany przez KTM raczej za motocykl szosowy i zalicza się do najlepszych enduro na asfalt. Jest poręczny, a mimo to stabilny aż do prędkości maksymalnej. Można bezproblemowo i precyzyjnie pokonywać zakręty wszelkiego rodzaju. Twardo zestrojone elementy zawieszenia zapewniają doskonałe prowadzenie i informują dokładnie, co znajduje się pod oponami. Przy wypadach w teren siodło zachodzące wysoko na zwieszające się w dół połówki zbiornika paliwa zapewnia wystarczającą swobodę ruchu. Adventure bardzo neutralnie pokonuje przeszkody terenowe. Niegroźne są dla niego poprzeczne i wzdłużne koleiny, a koła o wymiarach 18 i 21 cali, wyposażone w opony o bardziej terenowym bieżniku, poradziłyby sobie łatwo w zdecydowanie trudniejszym terenie.

Co do wersji S, to jej elementy zawieszenia reagują na nierówności nawierzchni miękko, ale jest to okupione dużą wysokością motocykla. Ludzie o wzroście poniżej 1,80 m, którzy na Adventure jeszcze pewnie sięgali nogami do ziemi, na „S” wierzgają nimi bezradnie w powietrzu. Nie do wiary, jakie znaczenie ma o 35 mm wyżej umieszczone siodło. Przy hamowaniu „S” nurkuje niżej, w zakręty wchodzi bardziej miękko i kołysze się nieco za mocno przy wychodzeniu z nich. Jeżeli zatem ktoś nie jest wysokiego wzrostu i niekoniecznie chce jeździć w ciężkim terenie, powinien się raczej decydować na Adventure z mniejszymi skokami zawieszenia. Droga obrana przez KTM prowadząca w końcu do asfaltu sprawi mu z pewnością dużo przyjemności.

 

Tagi: test | KTM LC8 950 Adventure

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij