Motocykl poleca:

Kawasaki ER-6n

Poleć ten artykuł:

Marketingowcy Kawasaki: „ER-6n stał się bardziej męski”. Niech im będzie... Operacja plastyczna i pompowanie muskulatury zakończyły się sukcesem. Tylko czy stare serce da radę?

Zobacz całą galerię


Porządniej wykonany, podzespoły lepszej jakości, bardziej przyjazny – przed sezonem 2009 bestseller Kawasaki doczekał się liftingu oraz ostrzejszego charakteru. Tyle że rzędowy twin nadal ma 72 KM mocy i identyczne wnętrzności, co model z poprzedniego roku. Na szczęście popracowano nad wyglądem – jednak trzeba się uważniej przyjrzeć, żeby zauważyć zmiany, które zwiększyły masę bike’a o 2 kg.

Gęsta mgła filtruje poranne słońce. Zgodnie z oczekiwaniami, rzędowy twin odpala bez buntu, w fazie rozgrzewania pracuje gładko i mruczy jak najedzony kocur.


Już po pierwszych metrach ER-6n pozwala poczuć się jak u siebie. Pozycja ucieszy mniej wyrośniętych bikerów, wyżsi muszą mocno ugiąć kolana. Zwężono zbiornik paliwa i kanapę, co jeszcze bardziej ułatwia śmiganie po krętych i wąskich drogach hiszpańskiej wyspy Majorki. ER jest poręczny, mimo to pozostaje stabilny. Nie trzeba z nim walczyć. Nawet leniwy ruch kierownicą powoduje zmianę kierunku.

Największą różnicą w porównaniu z poprzednikiem jest zupełnie nowa rama. Żeby jeszcze skuteczniej odciąć jeźdźca od wkurzających wibracji twina, kierownicę oraz podnóżki osadzono w gumie, podobnie jak silnik. Pociągnęło to za sobą konieczność wzmocnienia ramy. Wahacz wykonano z rury o innym profilu: jest on teraz sztywniejszy niż poprzednio. Wszystkie te zabiegi przyniosły niezłe efekty. Mimo że w silniku zmieniono tylko mapy zapłonu, pracuje on łagodniej. Lekkie wibracje są odczuwalne jedynie w środkowym zakresie i nie denerwują. Warto też wspomnieć, że w wydechu zamontowano nowy katalizator – mniejszy i lżejszy.

 
Dzięki temu twin stał się wprost idealnym towarzyszem wszystkich początkujących. Za wy soki bieg? Powyżej 1500 obr/min nie ma to znaczenia. Trzeba zrobić coś naprawdę głupiego, żeby zdławić silnik. Za niski bieg? To również nie przeszkadza. Do 11 000 obr/min na sucho uchodzi wszystko. Ponadto w górnej ćwiartce obrotów twin nie jest przesadnie agresywny. Można zapomnieć o niekontrolowanym uślizgu tylnego koła czy o niechcianym wheelie. ER-6 zadowoli również stare wygi – silnik łatwo wkręca się na obroty, czysto reaguje na gaz i liniowo rozwija osiągi. Biegi wskakują twardo, ale precyzyjnie.

Przeciwieństwo przyspieszania ER również opanował całkiem nieźle. Hamulce dobrze wykonują swoją robotę, tym bardziej że pomaga im ABS. Jednak na regulowaną klamkę hamulca dwa palce to za mało. Wymaga ona mocnego zacisku, i to pomimo zmienionej pompy hamulcowej. A skoro już narzekamy: bezpośrednio mocowany amortyzator pracuje najpierw komfortowo, ale zaskakuje bardzo progresywnym zestrojeniem – krótkie, twarde uderzenia przenoszą się na dolną część pleców jeźdźca. Mimo tych niedociągnięć, pakiet obejmujący napęd i podwozie przekonuje.

Uchwyty dla pasażera osadzono niżej, chłodnica ma większą powierzchnię, w kokpicie dodano wskaźnik poziomu paliwa. A wszystko za frajer, bo nowa Kawa ER-6n ma kosztować dokładnie tyle samo, co stara – 24 900 zł. Za ABS trzeba będzie wyskoczyć z dodatkowych 2000 zeta.

W latach 2006-2008 około 22 000 ER-ów-6n znalazło nabywców w Europie. Jest spora szansa, że nowa wersja pójdzie w ślady poprzedniej.

 

Tagi: test | KAWASAKI ER-6n

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij