Motocykl poleca:

Kawasaki ER-6n 2005

Poleć ten artykuł:

Kawa ER-6n to świeżutka premiera sprzed 1,5 tygodnia. Jeśli zamówisz ją dziś, w grudniu odbierzesz. W sam raz pod choinkę.

Zobacz całą galerię

Mało brakowało, a Kawa ER-6n nie zmieściłaby się do tego numeru. Negocjacje dotyczące przesunięcia początku druku gazety nie były łatwe, ale ostatecznie przyniosły sukces.

Premiera odbyła się 12 lipca w Austrii. Jeśli chodzi o stylistykę, ER-6n wygląda na maszynę z wyższej półki. Widać, co inspirowało stylistów – sylwetka dziwnie przypomina Benelli TnT, a plastiki osłaniające chłodnicę bez skrępowania wzięto z tej włoskiej maszyny. Kończący się pod silnikiem tłumik to patent zainspirowany twórczością Erica Buella. Trzeba jednak przyznać, że całość wygląda całkiem zgrabnie. Pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale chyba wszyscy zgodzą się, że Kawa będzie się wyróżniać w tłumie innych maszyn. Bardzo charakterystyczny jest przedni reflektor wraz z miniowiewką i dziwnie wystającą obudową zegarów – nie sposób go pomylić. Ta maszyna ma pokazać kierunek, w jakim fabryka pójdzie w najbliższym czasie. Od 2006 roku Japończycy zapowiadają nową serię skierowaną przede wszystkim do fanów jazd ekstremalnych.


 
Testowy poranek powitał nas deszczem, więc śmigaliśmy po mokrym asfalcie. Na szczęście, po południu trochę przeschło i można było dać w palnik. Pierwsza przymiarka i – o kurdę! – wygodnie prawie jak w fotelu! Wszystko na swoim miejscu – w kokpicie ciekłokrystaliczny prędkościomierz pod analogowym obrotomierzem jest miły dla oka, a przede wszystkim czytelny. Dobrze rozmieszczono wszystkie przełączniki na kierownicy, a klamki hamulca i sprzęgła mają regulację. Hej ho, let’s go – zanuciłem i w drogę.

ER-6 wygląda inaczej niż ER-5, ale wrażenia z jazdy są bardzo zbliżone. Poprawiono charakterystykę mocy, która jest teraz bardziej liniowa, silnik stał się mocniejszy w całym zakresie obrotów. Nieco ponad 72 KM z całą pewnością nikogo nie wyrwie z butów. Rzędowy twin ma szeroki zakres obrotów użytecznych, przyjemnie się jedzie już od 3000 obr/min, a moc znacząco rośnie aż do 10 000 obr/min. Niestety, elastycznością ustępuje Suzuki SV 650. Silnik Kawy ma pojemność 649 cm3, za zasilanie odpowiada układ wtrysku; fabryka musi nad nim trochę popracować. W czasie jazdy po torze miałem wrażenie, że lepiej by się spisał dobrze wyregulowany gaźnik. Za to prawie wyeliminowano wibracje silnika. Sprzęgło chodzi miękko, mam tylko zastrzeżenia co do pracy skrzyni biegów. Pracuje nie tak cicho i precyzyjnie, jak się spodziewałem, co szczególnie czuć w czasie redukcji.

Z przodu w dwie 300-milimetrowe tarcze wgryzają się dwutłoczkowe zaciski. Co prawda, trzeba użyć nieco siły, ale i tak należą się brawa za skuteczność. W nagrodę, siłę hamowania tyłu można dokładnie dozować.

Pozycja za sterami – bez zastrzeżeń. Maszyna sprawia wrażenie mniejszej niż jest w rzeczywistości. Precyzja prowadzenia – najwyższy poziom. Ramę wykonano z odpornej na skręcanie stali. Zestrojenie? OK, udało się znaleźć kompromis między komfortem a stabilnością w czasie szybkiej jazdy po winklach. Pomagają tu seryjnie zakładane Dunlopy, które sprawdziły się zarówno na mokrej, jak i na suchej nawierzchni.

Dobre wrażenie popsuło nieco wykonanie detali typu spawy ramy, jednak jak na tę klasę nie ma tragedii. ER-6n ucieszy początkujących jeźdźców, amazonki oraz wszystkich, którym duża moc nie jest niezbędna do szczęścia.

Tagi: test | KAWASAKI ER-6n

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij