Motocykl poleca:

Kawasaki ER-6n Suzuki SV 650

Poleć ten artykuł:

Kawasaki ER-6n spowodowało, że wśród nakedów klasy średniej walka konkurencyjna rozgorzała na dobre. Czy ER daje radę, gdy przyjdzie mu zmierzyć się z Suzuki SV 650, które w wielu krajach zapracowało na miano hitu rynkowego? O tym w naszym teście porównawczym obu maszyn.
Zobacz całą galerię

Iść na zakupy czy pouczyć się trochę, kościół czy knajpa, piłka nożna czy randka? Życie stale stawia przed człowiekiem jakieś wybory. Również w przypadku Suzuki SV 650 i Kawasaki ER-6n stajesz przed koniecznością zdecydowania – silnik V czy rzędowy, sprawdzona czy nowa konstrukcja, rozwiązanie typowe czy nowatorskie? Jedno jest pewne – SV dysponuje wspaniałym silnikiem V2 i niewątpliwie to głównie on zapewnił maszynie sukces rynkowy w wielu krajach Europy. Nic dziwnego, że w sezonie 2005 maszynę poddano tylko kosmetycznym zabiegom. Obręcze kół, ramę i pozbawiony ozdób, skromny wahacz polakierowano na czarno. Jednak każdy stylista powie, że czarne felgi powodują, iż maszyna wygląda na ciężką. Bardziej do twarzy jej z „małą czarną”. Chodzi o małą owiewkę na osłonie reflektora, która na dodatek trochę chroni przed wiatrem.



Znacznie bardziej kłuje w oczy Kawasaki ER-6n. Ten zbudowany od nowa motocykl zaskoczył wielu znawców rynku. O ile inne maszyny średniej klasy – w rodzaju CBF lub Bandita – jakby chciały co nieco ukryć, o tyle ER robi wszystko, abyś zwrócił uwagę na szczegóły. Ekshibicjonista, czy co? I to wszystko za niecałe 26 000 zł.

Za bardzo pomysłowe trzeba uznać tarcze hamulcowe Kawy – z wyjątkowo dużą liczbą otworów i ze zgrabnie pofalowanym profilem. Oba rozwiązania mają ułatwić odprowadzanie wody i chłodzenie. Trójkątne osłony chłodnicy ze zintegrowanymi kierunkowskazami wyglądają jak pazury. Sposób poprowadzenia wydechów ułatwia wymianę filtra oleju, tłumik umieszczono pod silnikiem, a spaliny uchodzą przez boczny otwór.



Chcesz niepostrzeżenie przemknąć przez miasto? Na ER nie masz na to żadnych szans. Choćby z powodu cytrynowo- żółtego lakieru czy złotego odcienia rur ramy, sprężyny centralnego amortyzatora i wspierającego się na nim wahacza. Złociste są też widelec oraz półki i zaciski mocujące kierownicę. Dotyczy to również motocykli lakierowanych na czarno. W maszynach w kolorze srebrzystym te detale są czerwone. Można i tak.

Rzędowy dwucylindrowiec jest elementem nośnym w kratownicowej ramie. Szczytem wszystkiego jest przód ER-a. „Jak w skuterze” – mówią jedni. „Jak z filmu science-fiction” – twierdzą inni. Chodzi o to, że przód obraca się razem z kierownicą. W owiewce wieńczącej widelec osadzono jeden nad drugim dwa dość efektywne reflektory. Nad wszystkim króluje wielofunkcyjny kokpit. Styliści kolejny raz wykazali się odwagą. Linie motocykla biegną skośnie w górę i zbiegają się wokół reflektora. Tłumika ze stali nierdzewnej nie sposób nie zauważyć.

W masywnej aluminiowej ramie Suzuki osadzono silnik z cylindrami rozchylonymi pod kątem 90O. Pracuje on niewiarygodnie elastycznie, wykazując dobrą dynamikę na niskich obrotach, zryw na średnich i naprawdę solidny kop w pięciocyfrowym za kresie. Ten V2 to prawdziwy hit i będzie nim jeszcze czas jakiś. Ma wspaniały odgłos pracy, a jego drgania nigdy nie są uciążliwe. Jedyna wada to gwałtowna reakcja na zmianę obciążenia. Jadąc na SV, dodać łagodnie gazu u wierzchołka zakrętu? Zapomnij! Wykona wtedy wielki skok do przodu, a ściślej na zewnątrz. Tym bardziej że za słabo tłumiony widelec odbije i w sposób denerwujący zmieni geometrię.

Kawasaki poszło własną drogą. Konstruując silnik, firma uciekła od rozwiązań zastosowanych przez Suzuki. W motocyklach o pojemności rzędu 600 cm3 bikerzy najchętniej widzą silniki czterocylindrowe lub dwucylindrowe w układzie V. Rzędowe dwucylindrowce napędzały dotychczas np. modele CBF 500, GS 500 i ER-5, czyli maszyny o pojemnościach mniej więcej 500 cm3. Kawasaki zastosowało wał korbowy z czopami korbowodowymi przestawionymi o 180O. Podobnie jest w MZ 1000, Silnik ER-6 wykazuje jednak o wiele lepsze maniery. Dzięki dużej masie zamachowej pracuje równomiernie przy bardzo niskich obrotach, wchodzi na obroty nieco bardziej ociężale od SV. Nominalnie oba osiągają moc 72 KM. „Kawah” to po arabsku siła, jednak hamownia wykazała, że ER osiąga w porównaniu z SV moc i moment obroto wy mniejsze o 8 KM i 5 Nm. Jego parametry nigdy nie dorównują SV. Czy ma to jakieś znaczenie? Absolutnie żadnego! ER nadrabia te braki krótszym przełożeniem ogólnym. Co więcej, jest bardziej elastyczny.

 
Kanapa ER-6n jest wygodniejsza. Ta z SV oznacza za słaby kontakt jeźdźca i pasażera z motocyklem.
   
Trzeba docenić temperament obu „650”. 1. V2 Suzuki – mocarz! Nieco słabszy, ale ładniejszy: rzędowy silnik Kawasaki.
   
Suzuki SV rocznik 2005 ma maleńką, ale skuteczną owiewkę. Analogowe obrotomierze nad cyfrowymi prędkościomierzami. Szybki wskaźników ER nie dają sobie rady z refleksami słońca.
   
 Rzecz gustu – rzędy świecących diod z tyłu SV oraz konwencjonalne światło i białe kierunkowskazy w ER.

Świat staje na głowie! Mniejsi jeżdżą jak wielcy, słabsi lepiej niż mocni. Dzięki lepszej aerodynamice, ER z mocą zmierzoną 69 KM jedzie tak jak 77-konny SV i rozwija ponad 200 km/h. Prędkościomierz Kawy wskazuje wtedy powyżej 230 km/h. Warto pamiętać o tym błędzie wskazań. Ukształtowanie przodu motocykla zapewnia zadziwiająco dobrą ochronę przed wiatrem. Trzeba docenić, że dwucylindrowiec nawet podczas szybkich przejazdów autostradą łyka tylko 5 l/100 km. Pewnie m.in. dlatego zbiornik mieści zaledwie 15,5 l paliwa.

Zapomnijmy choć na chwilę o ekonomii, by skupić się na przyjemności z jazdy. Kawasaki nareszcie zastosowało wtrysk paliwa w układzie z dwoma przepustnicami i z regulowanym katalizatorem. Dzięki temu już teraz spełnia wymagania normy czystości spalin Euro 3, która zacznie obowiązywać dopiero w 2006 roku.

Tagi:

Oceń artykuł:

1.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij