Motocykl poleca:

Kawasaki VN 1500 Trixter 2004

Poleć ten artykuł:

Kiedy z donośnym hukiem przejeżdża przez ulice Poznania, wszystkie głowy odwracają się w stronę tej niesamowitej maszyny, a rozmowy w przykawiarnianych ogródkach w jednej chwili milkną.

Zobacz całą galerię

Marek Grześkowiak, 29-latek mieszkający w niewielkiej podpoznańskiej miejscowości, w ciągu swojej długiej kariery bikera miał tylko jeden poważny wypadek, ale to właśnie on doprowadził do narodzin Trixtera – bohatera tej opowieści. Winowajcą kolizji był taksówkarz, który, wyjeżdżając z bocznej drogi, nie dał motocykliście szans na uniknięcie zderzenia. Markowi ani pasażerce na szczęście nic poważnego się nie stało, ale ukochana Yamaha XS 1100 w ułamku sekundy zmieniła się w kupę złomu. Jeździec miał wtedy do rozwiązania dwa poważne problemy. Po pierwsze, w jednej chwili jego siedmioletnia przygoda z Yamahą przeszła do historii i Marek został bez motocykla. Po drugie, nie znał takiego motocykla, który w pełni odpowiadałby jego wymaganiom. Problem w tym, że gostek ma 198 cm wzrostu, więc na wielu sprzętach wygląda po prostu pokracznie, nie mówiąc już o dyskomforcie w czasie jazdy. Całą sprawę dodatkowo komplikował brak gotówki.



Za pieniądze ze sprzedaży wraka oraz z ubezpieczenia udało mu się kupić używaną Kawę VN 1500 z 1989 r. Motocykl przyjechał z Francji i jego stan mocno odbiegał od ideału. Mimo że Marek nie miał zamiłowania do chopperowych klimatów, zdecydował się bez wahania. Urzekły go wygląd i parametry potężnego silnika, decydujący zaś był fakt, że VN, tak jak wszystkie poprzednie motocykle Marka, miał kardanowy napęd.

Od początku stało się jasne, że japoński chopper będzie jedynie bazą do budowy własnej, niepowtarzalnej maszyny. W zamyśle Marka miał to być motocykl o klasycznym charakterze, jednak z akcentem w kierunku sportu. Za źródło inspiracji posłużył Vincent, legendarny angielski superbike z lat 50. Pierwszym krokiem na drodze od zdezelowanego choppera do rasowego roadstera była wymiana przodu. W miejsce długiego widelca z dużym wąskim kołem pojawił się kompletny przód od Suzuki GSX-R 1100. Trzeba było jedynie dorobić górną półkę do widelca z tej maszyny. Kierownicę zapożyczono z Kawy ZX-7R, a kokpit to rękodzieło Marka. Na nową twarz motocykla składają się reflektory i zmodyfikowana owiewka od skutera Hondy. O wiele więcej zabiegów i pomysłowości wymagało przebudowanie tylnej części maszyny. Zasadniczą część ramy wraz główką i łożyskowaniem wahacza pozostawiono w spokoju. Tylna część ramy, począwszy od przedniej krawędzi siodła, została odcięta. W to miejsce przyspawano konstrukcję z rur stalowych, na której spoczęły własnej roboty siodło wraz z zadupkiem. Istotne zmiany pojawiły się również w tylnym zawieszeniu. Do wahacza dospawano wykonane z rur podciągi, co oprócz usztywnienia konstrukcji nadało całości sportowego sznytu. Do ramy dospawano nowe gniazda amortyzatorów. Zostały one przesunięte daleko do przodu, w okolice głowicy tylnego cylindra. Tylne amortyzatory pochodzą od Yamahy Vmax i zostały zaopatrzone w sztywniejsze sprężyny. Amortyzatory współpracują z wahaczem za pośrednictwem dorobionych drążków.



Całość prezentuje się ekscytująco i wyglądem przypomina nieco tzw. przegubową ramę Vincenta. Tylne koło z Yamahy FZR, zmodyfikowano, tak by mogło współpracować z wałem napędowym. Wykonanie wydechów, chromowanie elementów i prace lakiernicze zakończyły proces tuningu optycznego. Równocześnie trwały prace nad przywróceniem silnikowi pełnej kondycji. Wymieniono zużyte pierścienie tłokowe, uszczelki oraz łańcuchy rozrządu i napędu pompy wody. Przy okazji nowe wałki rozrządu stały się nieco ostrzejsze i wypolerowano kanały w głowicach.

W końcu po wielu nocach spędzonych w warsztacie Marek mógł wyruszyć na podbój szos. Motocykl spisywał się dzielnie, ale intensywna eksploatacja wakacyjna odsłoniła jego słabe strony. Po zakończeniu sezonu, Marek – w myśl hasła „A biker’s work is never done” [robota motocyklisty nie ma końca] – ponownie wziął się do dzieła. W efekcie światło dzienne ujrzało drugie, jeszcze bardziej wyraziste pod względem charakteru wcielenie Trixtera. Tym, co najbardziej rzuca się w oczy, są zmiany karoseryjne. W miejsce oryginalnego zbiornika paliwa pojawił się zbiornik z Suzuki VX 800, który optycznie współgra z lekko przemodelowanym zadupkiem od Yamahy R1. Po awarii oryginalnej chłodnicy, jej zadanie przejęły dwie chłodnice z Hondy Africa Twin. Pojawił się też nowy układ wydechowy. Jest to konstrukcja własna ze stali kwasoodpornej z aluminiową końcówką, umożliwiającą montaż przesłon rezonansowych, tak jak w amerykańskich tłumikach Supertrapp.

Po ostatnich modyfikacjach motocykl prezentuje się bardzo atrakcyjnie i sprawdził się podczas długich zagranicznych wojaży. W głowie właściciela wciąż kłębią się nowe pomysły – no wiecie, przecież „Biker’s work is never done”. Na nowy sezon Trixter dostanie wreszcie szybę do owiewki, na baku pojawi się ciekłokrystaliczny display. Pod silnikiem dojdzie spojler, a układ hamulcowy otrzyma przewody w stalowym oplocie. Zmianom nie oprze się też serce maszyny. Montaż tłoków od Suzuki DR Big ma ograniczyć spożycie oleju.

 

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij