Polityka prywatności - poznaj szczegóły »

Motocykl Online już w Twoim kiosku!


Kup teraz! Zobacz nowy numer
  • STRONA GŁÓWNA
  • NEWSY
  • ARTYKUŁY
  • TECHNIKA
  • TESTY
  • SPOŁECZNOŚĆ
  • GALERIE
  • WIDEO
  • Zobacz najnowszy numer
  • Zamów prenumeratę
  • Zamów pakiet "Motocykle Katalog 2014" i "Szkoła jazdy z DVD"
  • Top10: Najlepsze artykuły
  • Kawasaki VN 800

    Tagi:

    Choć Kawa VN 800 zbierała w testach same pochwały, wyniki sprzedaży nie oszałamiały. Po pięciu latach zaprzestano więc produkcji, mimo że jego brat – VN 800 Classic – dopiero po tym sezonie wypada z oferty. Jaka była przyczyna małej popularności VN-a 800 – klasycznego choppera?

    Poleć ten artykuł

    Zobacz całą galerię

    Kawasaki ma największe doświadczenie w produkcji chopperów z całej japońskiej „wielkiej czwórki”. Po prostu ta firma jako pierwsza z japońskich wybudowała swoją fabrykę w USA. Dla miłośników historycznych faktów – w marcu 1968 roku założono American Kawasaki Motorcycle Corporation, a w 1974 roku w Lincoln w stanie Nebraska Kawasaki zbudowało swoją pierwszą zagraniczną fabrykę motoryzacyjną. Biznes był tak udany, że chwilę później na amerykańskiej ziemi znaleźli się również Nissan, Toyota, Volkswagen i Honda.

    W Lincoln zatrudniono wielu młodych, zdolnych inżynierów i ludzi od marketingu. A ci zaczęli namawiać swoich skośnookich szefów do wyprodukowania czegoś w bardziej amerykańskim stylu. Japończycy początkowo wzbraniali się, tłumacząc, że coś takiego jak chopper – maszyna z długim przodem, cieniutkim kołem z przodu i grubym z tyłu oraz z wysoką kierownicą – nie jest normalnym motocyklem. A przede wszystkim jazda na tym czymś nie jest bezpieczna. Ale gdy pobyli dłużej w Stanach, w końcu ulegli. Wymogli tylko, by każda maszyna mająca cokolwiek wspólnego z chopperem nosiła oznaczenie „LTD”, czyli „Limited”. Miało to być alibi, żeby w razie czego móc się tłumaczyć, że ten „ograniczony” motocykl należy odpowiednio traktować i jeśli go kupisz, ponosisz całe ryzyko... Gdy jednak okazało się, że ten nurt podchwyciły inne firmy, szefowie Kawasaki przestali kręcić nosami.

     

    Po wielu mniej lub bardziej udanych próbach w 1985 roku powstał „średni” chopper VN 700. Rok później wypuszczono VN-a 750. Tu właściwie wszystko zaczęło się od silnika. Inżynierowie Kawy zaprojektowali jednostkę napędową 700 cm3 z dwoma garami V, która mogłaby wygrywać w amerykańskim dirt tracku z Harleyami w tej właśnie klasie pojemnościowej. Japońska maszyna dowaliła motocyklom „made in USA”, ale trwało to krótko. Bowiem od razu amerykańska federacja AMA tak pomieszała w regulaminach, by w tej konkurencji mogły praktycznie jeździć tylko H-D.

    Spece z Kawasaki zastanawiali się, co zrobić z nowym silnikiem. I to potwornie skomplikowane ustrojstwo (miało np. aż cztery łańcuchy rozrządu) trafiło do podwozia o wyglądzie choppera. Całość nazwano VN 750, a w Stanach dodano mu przydomek Vulcan, spotykany i w innych chopperach firmy. Taka trochę ∫ la kundel (pardon, wielorasowiec) konstrukcja – chopper z silnikiem wkręcającym się jak turbina i lubiącym obroty 6000-8000/min – nie mogła zaskarbić sobie zaufania miłośników „amerykańskiego stylu”. Np. w Niemczech przez cztery lata nabywców znalazły raptem 3662 maszyny, co jak na ten rynek jest ilością nie nadzwyczajną. W roku 1990 zakończono więc produkcję.


    Ale to był kolejny błąd. Na fali nostalgii choppery znowu zaczynały być modne. I tak w 1993 roku VN 750 znów trafił do programu produkcyjnego. Chciano zapełnić dziurę pomiędzy małym EN-em 500 i dużym VN-em 1500. Mimo że poprawiono parę detali, maszyna nie pozbyła się grzechów głównych. Dlatego postanowiono opracować zupełnie nową konstrukcję.

    W roku 1995 przyszedł więc na świat VN 800. Tym razem fachowcy z Kawasaki naprawdę się przyłożyli. Nowy chopper miał ładną, klasyczną sylwetkę, utrzymaną w klimacie Harleya Softaila. Rama udająca sztywną z tyłu, jedynie słuszne cienkie koło 21 cali z przodu, gruba szesnastka na tylnej osi, schodkowa kanapa, nogi przed siebie, pasująca kierownica – to było to. No i ten silnik! Z chłodzeniem cieczą ukrytym za bogatymi żebrami cylindrów i z piękną, ba!, zachwycającą elastycznością charakterystyką oddawania mocy do dyspozycji jeźdźca. 56 KM pozwalało rozpędzić niskiego choppera do 170 km/h. Ale przy tej prędkości jeździec nie siniał ze strachu, bo podwozie było też udane i dobrze zestrojone.

    Niestety ten dobrze pomyślany motocykl miał pecha. Ukazał się 2-3 lata za późno. Gdyby Kawasaki zamiast reaktywować VN-a 750 wypuściło nowy model – odniosłoby sukces. W połowie lat 90. ubiegłego wieku moda na choppery powoli przemija- ła. Paradoksalnie spowodowała to firma Harley-Davidson, wypuszczając serię cruiserów. To był przełom – motocykle linii Heritage, wyglądające jak maszyny z lat 50., oraz wprowadzony w 1990 roku cruiser Fat Boy. Tego ostatniego mocno pozaharleyowskiej publice rozreklamował film „Terminator 2”. Na odpowiedź Japończyków trzeba było chwilę poczekać. W 1994 roku Honda wypuściła krążownika VT 1100 C2. No i moda na wspomnianej fali nostalgii zboczyła w stronę właśnie takich maszyn – tłustych, masywnych, z głębokimi błotnikami i podłogami zamiast podnóżków.

    Oceń artykuł:

    --

    Skomentuj (0)

    Brak komentarzy
    dodaj pierwszy komentarz

    Motocykl Online przedstawia