Motocykl poleca:

Kawasaki Z 1000 SX – król nie jest nagi

Poleć ten artykuł:

Gdy usłyszałem, że kolesie z Akashi postanowili ze sportowego nakeda Z 1000 zrobić turystyka, dając mu pełne owiewki, pomyślałem, że lepiej zrobiliby, popełniając seppuku obieraczką do ziemniaków.
Zobacz całą galerię

Zapowiedź Kawasaki o planach wypuszczenia obudowanego zeta 1000 wywołała poruszenie nie tylko wśród fanów marki. Zabrzmiało to bowiem, jakby Lady Gaga obiecała, że będzie w kolejnych teledyskach występować w spodniach od dresu i swetrze z lumpeksu.

Gdy na początku października podczas targów Intermot w Kolonii wziąłem udział w ofi cjalnej premierze Kawy Z 1000 SX, zastanowiłem się nad sprawą ponownie. Ładnie skrojone owiewki nawiązują do dzisiejszych supersportów – mają po bokach spore wycięcia odpowiedzialne za odprowadzanie powietrza opływającego chłodnicę. Wszystkie linie i przetłoczenia podkreślają agresywny wygląd Z 1000 SX, mimo to nie zapomniano o ochronie przed warunkami atmosferycznymi. Motocykl zyskał na praktyczności bardziej niż można by sądzić na pierwszy rzut oka.



W oczy rzuca się najpierw szyba
Jej ustawienia (są trzy pozycje) można zmieniać w prosty sposób i bez użycia narzędzi. Zakres regulacji wynosi 9 cm, czyli nieźle. Fanatycy Z 1000 zauważą też od razu, że stacyjka zmieniła miejsce pobytu – z wnęki zbiornika powędrowała na kokpit. Niby drobiazg, a pozwolił zwiększyć pojemność zbiornika paliwa o 4 l (do 19 l) i nie trzeba było w tym celu zwiększać wysokości maszyny ani zmuszać do szerszego ustawienia kolan. Na Kawasaki nadal przyjmuje się wygodną i odprężoną pozycję.

Naciśnięcie rozrusznika nie zapowiada niczego niezwykłego. Głuche bulgotanie z dwóch ciekawych – w wersji SX lakierowanych wyłącznie na czarno – podwójnych tłumików jest znane już z Z 1000. Podobnie zresztą jak silnik. Wprowadzony w 2010 r. nowy Z 1000 ma power większy od poprzednika o 14 KM (zmierzone przez nas 137 KM). Dzięki wydłużeniu skoku tłoka o 5 mm jednostka napędowa zyskała na dynamice już od niskich obrotów.

Dokładniejsze zapoznanie się ze sprzętem pozwala przekonać się, że litrowy zet SX ma gdzieś łagodność turystyka. Wystarczy spojrzeć na wyraźnie sportową pozycję jeźdźca lub celowo twardą pracę czterocylindrowca. Kawasaki Z 1000 SX wyraźnie różni się od obudowanych turystycznych poczciwców i raczej nie jest to kolejna maszyna bez charakteru.

Po SX-ie wyraźnie widać miłe strony udomowienia streetfightera. Głowa jeźdźca nie jest już narażona na działanie wiatru. Przy szybie ustawionej w najwyższym położeniu pęd powietrza trochę tylko skubie ramiona i górną część kasku. Pozwala to pokonywać dłuższe etapy z dużymi prędkościami.


   
Praktyczne: zamiast zwykłej nakrętki (ma jąZ 1000), w SX zastosowano wieniec ze stopniami.
Stacyjkę przeniesiono na kokpit i w efekciepojemność zbiornika paliwa wzrosła o 4 litry.

A co z zawiasami?
W porównaniu z Z 1000 są bardziej komfortowo zestrojone (słabsze tłumienie dobicia i odbicia). Poziomo osadzony amortyzator i wyraźnie bardziej miękka kanapa bikera znacznie lepiej niż w nakedzie tłumią uderzenia spowodowane nierównościami. Przychodzi nawet na myśl, że takie siodło i zawieszenia przydałyby się zetowi 1000. Podobnie zresztą jak większa tylna część kanapy oraz uchwyty. Podkreślmy – chociaż w SX jest pod tym względem lepiej niż w nakedzie, jednak nadal trochę brakuje do standardu godnego turystyka.

Czas wspomnieć o kasie
Yamaha FZ1 Fazer, czyli bezpośredni konkurent, kosztuje 44 500 zł. Powiedzmy to otwarcie: nie ma szans, aby Z 1000 SX mógł walczyć z nim ceną. Firmę Kawasaki trzeba jednak pochwalić za tę najbardziej usportowioną maszynę wśród obudowanych naked bike’ów. W odróżnieniu od Suzuki Bandita czy Hondy CBF z owiewkami, Z 1000 SX zadowoli bikerów, którzy poważnie traktują tylko motocykle o ostrym charakterze.


Tagi: Kawasaki | Z 1000 SX

Oceń artykuł:

1.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij