Motocykl poleca:

Kawasaki Z 1000 Special Edition: Zet jak samo zło

Poleć ten artykuł:

Z to dla Kawasaki coś więcej niż tylko ostatnia litera alfabetu. Najlepszym tego dowodem jest nowy Z 1000. Osiągnął on najbardziej do tej pory gniewny poziom.

Test Kawasaki Z 1000 Special Edition Zobacz całą galerię

Pierwszy model z oznaczeniem Z trafi ł do produkcji jakieś 40 lat temu. Mimo to Z 1000 na sezon 2014 można nazwać młodocianym, bo jest to zupełnie nowy sprzęt, bardziej radykalny i zwracający na siebie uwagę niż poprzednik. Fajnie, że w dobie wszechobecnej poprawności politycznej motocykliści zachowują się normalnie: więcej poweru i brutalności.

Nowego Z 1000 nie można pieścić jak pokojowego pieska teściowej, lecz jak szczerzącemu kły pitbullowi trzeba mu pokazać, kto tu rządzi. W Japonii sporo się napracowano, by osiągnąć taki efekt. Trudno nie zauważyć nowego wyglądu, jeszcze trudniej przejść obok niego obojętnie. Lampa na LED-ach oraz miniowiewka skojarzyły mi się z Obcym. Ludzie z Kawasaki mają na to własną nazwę – Sugomi, czyli wzbudzająca grozę aura.

Czujesz przerażenie?
Silnik na szczęście nie skrywa się za dziwnymi określeniami, natomiast od samego początku zachwyca. Jednostka napędowa o pojemności 1043 cm3 ma dużo wspólnego z poprzednikiem. Zmieniono w niej mapy zapłonu, dano dodatkowe kanały łączące w skrzyni korbowej, a także lekko zmniejszono czasy sterowania oraz skok zaworów ssących. To ostatnie ma dać większego kopa w dolnym i średnim zakresie obrotów.

W tym samym kierunku poszła zmiana osprzętu. Ujednolicono długość kolektorów ssących, powiększono średnicę rur łączących kolektory wydechowe, oprócz tego, dodając jeden ząb do tylnej zębatki, jeszcze skrócono przełożenie pierwszych pięciu biegów. Szósty bieg wydłużono w przełożeniu pierwotnym, żeby przy tej samej prędkości utrzymać poziom obrotów poprzednika. Hamownia pokazała, że moc maksymalna wzrosła o 3 KM i wynosi teraz 141 KM, a maksymalny moment obrotowy podskoczył do 112 Nm.

Kawa podwija rękawy
W praktyce wszystkie modyfikacje zmieniły przede wszystkim kopa i ochotę pracy na wysokich obrotach w każdej sytuacji. Po odkręceniu sterowanego tradycyjną linką rolgazu Kawa od razu podwija rękawy, by pognać do najbliższego winkla. Mimo podwójnych przepustnic, maszyna niezbyt łagodnie reaguje na gaz. Po dłuższej chwili, ale jednak można się do tego przyzwyczaić. Cieszy za to bezpośrednia reakcja sprzęta na gaz – przy najmniejszym ruchu manetką bike katapultuje jeźdźca w kierunku horyzontu.

Litrowy silnik nie wie, co to słabość: już przy 2500 obr/min przekracza granicę 80 Nm, a przy 5500 obr/ min coraz bardziej prostuje mi ręce w łokciach. Gdy słupki obrotomierza dotrą do 7400 obr/min, moment obrotowy osiąga maksimum. Muszę wtedy uważać na strzelające w górę przednie koło i na policję – na zecie 1000 łatwo stracić prawko.

Mimo jej kłów i pazurów, nad tą bestią można zaskakująco łatwo zapanować. Jednostka napędowa rozwija moc równomiernie, na gaz reaguje chętnie, a w środkowym zakresie odpala dwa fajerwerki. Skrzynia biegów nagrody za łatwość obsługi na pewno nie zdobędzie, niemniej do przełączania biegów nie trzeba używać dużej siły, a skok dźwigni nie jest przesadnie długi. Może jedynie przeszkadzać pewna twardość podczas zmiany biegów.

Centrala dowodzenia łącznie z kokpitem LCD i LED-owym obrotomierzem sprawiają wrażenie futurystycznych i wysokiej jakości. Komputer, pokazujący m.in. zasięg i średnie zużycie paliwa, okazuje się bardzo praktyczny podczas codziennej eksploatacji. Skoro już jesteśmy przy zużyciu paliwa, to przeżyłem szok – ten mięśniak do przejechania 100 km potrzebował zaledwie 5,2 litra wachy.

Kąt ugięcia kolan z pewnością zaakceptujesz, podobnie jak lekko pochyloną do przodu sylwetkę, nową, wykonaną z aluminium, przyjemnie wygiętą kierownicę oraz dość sztywne obicie kanapy. Zbiornik paliwa może teraz pomieścić 17 litrów wachy, czyli o 2 l więcej od poprzednika. Jest on wprawdzie wysoki, ale w miejscu styku z udami wąski, zapewniając dobry kontakt z bike’em. Z dbałością wykonano lusterka z podwójnymi wspornikami. Oferują one dobry obraz tego, co dzieje się za plecami.

Tagi: test | Kawasaki | Kawasaki Z 1000

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij