Motocykl poleca:

Kymco Vitality 50

Poleć ten artykuł:

Bezpowrotnie minęły czasy, kiedy produkty ze wschodniej Azji kojarzyły się z marną jakością i słabym wykonaniem. Tajwański Kymco Vitality to świetna tego ilustracja.

Zobacz całą galerię

Vitality występuje w Europie w dwóch wersjach silnikowych: cztero- oraz dwusuwowej. W Polsce oferowana jest tylko wersja z dwusuwem. Na pierwszy rzut oka skuter robi dobre wrażenie. Wzrok przykuwają ciekawie umieszczone kierunkowskazy z białymi kloszami oraz ogromna tylna lampa. Kierowcy jadący za mną po prostu muszą mnie zauważyć. Potrójny reflektor także jest niczego sobie. Po włączeniu świateł mijania świecą dwie zewnętrzne żarówki. Środkowa włącza się, gdy przełączymy światła na drogowe. Oko cieszy dobra jakość wykonania. Wszystkie plastiki są dobrze spasowane, nic nie trze ani nie skrzypi w czasie jazdy.

Kokpit to kolejny element, który trzeba pochwalić. Umieszczono na nim prędkościomierz z licznikiem przebiegu, wskaźnik paliwa oraz zegar. Poniżej, w chromowanych obwódkach, znajdują się kontrolki kierunkowskazów, poziomu oleju w dozowniku oraz długich świateł. Jeśli chodzi o te ostatnie, to oprócz standardowego przełącznika mamy do dyspozycji cyngiel umożliwiający mrugnięcie nimi. Nowoczesnym akcentem, oprócz kanciastej linii, są trzyszprychowe, 12-calowe, odlane z aluminium koła.

     
W schowku bez problemu mieści się jet.  Z wydechu wydobywa się tylko ciche bzyczenie.  Przejrzysty i ładnie wykonany kokpit. 

Silnik, mimo mrozu, odpala już po kilku obrotach rozrusznika. Do dyspozycji w razie potrzeby mamy też tradycyjny kopniak. A zatem w drogę. Jadę wersją oddławioną – pełny piec i wskazówka prędkościomierza dość opornie mija 60 km/h. Silnik chętnie wkręca się na obroty, ale skutersyn mógłby nieco żwawiej przyspieszać. Zawieszenia są neutralnie zestrojone – zapewniają precyzyjne prowadzenie. Vitality jedzie jak po sznurku, a przy tym na nierównościach nie powoduje u jeźdźca dzwonienia zębami. Nawet na bruku nie jest źle. Do zestrojenia nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Ciekawym patentem są gumowe osłony na goleniach widelca – na pewno wydłużą one życie uszczelniaczy przedniego zawieszenia.

Na pochwałę zasługują równie ż hamulce. Mamy do dyspozycji dwutłoczkowy zacisk z przodu oraz nieco przestarzały bęben z tyłu. Oba hebelki są dobrze dozowalne i nie wymagają użycia dużej siły. W zupełności wystarczą, żeby osadzić w miejscu ważącego nieco ponad 90 kg malucha.

Można się czepiać pozycji za sterami i ilości miejsca na nogi. Ale przy moim wzroście (190 cm) ta przypadłość dotyczy większości skuterów. W Vitality nie mogłem za bardzo narzekać, chociaż uderzanie kolanami o wyprofilowaną owiewkę było denerwujące. Z kolei niżsi jeźdźcy mogą narzekać na niezbyt szczęśliwie umieszczoną stacyjkę – i w tym przypadku chodzi o zahaczanie kolanem. Wszystko to rekompensuje kanapa. Jest grubo tapicerowana, a przy tym szeroka. Centralnie luksus.

     
Nawet we mgle Vitality będzie dobrze widoczny.  Odchylany haczyk ułatwi przewiezienie zakupów.  Dwutłoczkowy przedni zacisk jest skuteczny. 


Vitality to typowy skuter uniwersalny i nie ma tu żadnych oszałamiających rozwiązań technicznych. Za to zastosowano kilka patentów ułatwiających codzienne użytkowanie. Do schowka pod siodłem swobodnie zmieściłem kask typu jet. Myślę, że z upchnięciem tam integrala też nie będzie trudności. Przydaje się odchylany haczyk, na którym możemy powiesić torbę z zakupami czy plecak. Dzięki temu, że przekrok jest płaski, możemy umieścić dodatkowy bagaż między stopami. Dodatkowo za kanapą umieszczono bagażnik o nieco futurystycznym kształcie. Czyżby aluminium? Nie, to złudzenie, w rzeczywistości wykonano go z tworzywa sztucznego. Możemy przewieźć na nim tobołki ważące maksymalnie 5 kg – to niezły wynik. Na postoju wkurza zbyt mocna sprężyna bocznej podstawki. Trzeba zachować czujność, bo stopka lubi się sama złożyć. A z porysowanych owiewek tylko kumple się będą śmiać.

Mimo kilku zastrzeżeń, ogólne wrażenie jest pozytywne. Warto przypomnieć, że powstała w 1963 roku fabryka Kymco początkowo produkowała jednoślady na licencji Hondy, dostarczała też części japońskiemu kooperantowi. Od początku lat 90. ubiegłego wieku samodzielnie produkuje skutery i quady. Jest ich największym producentem na Tajwanie. Co istotne, nadal współpracuje z Hondą, u której trudno o niedoróbki jakościowe.

Kymco skutecznie przełamuje stereotyp o kiepskiej jakości i słabym wykonaniu maszyn ze wschodniej Azji. Jego mocnym atutem jest także bardzo rozsądna cena – Vitality kosztuje 5900 zł.

Tagi: test | Kymco

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij