Motocykl poleca:

MV Agusta 910 Brutale S

Poleć ten artykuł:

Pod względem wzornictwa ten włoski czterocylindrowiec to absolutny top. Jednak dotychczas na ringu dominowali inni. MV Aguście Brutale 750 trochę brakowało w stosunku do rywali. Wszystko ma się gruntownie odmienić wraz z „910”.

Zobacz całą galerię


Tradycyjny złoty emblemat MV płonie na kluczyku. Wkładam go do stacyjki i przekręcam. Wskazówka nowego obrotomierza Agusty 910 Brutale S ochoczo skacze po skali. Na cyfrowym prędkościomierzu na krótko rozbłyskuje 299 km/h. Start! W silniku o pojemności 909,1 cm3 momentalnie zaczyna szaleć mieszanka benzyny i powietrza. Pierwszy bieg wbija się z miłym dla ucha trzaskiem, krótkie spojrzenie przez ramię i włączam się do ruchu. Żądza życia Brutale ujawnia się od pierwszych metrów. Do przeszłości należą ślizgające się sprzęgło i strome krzywe charakterystyk silnika.

Nowy zespół napędowy z mocą, którą podkreśla basowy ryk z airboxu, ostro pcha motocykl do przodu już od niskich obrotów. Przy 4000 obr/min ma on do dyspozycji równo 80 Nm. „750” na tym poziomie wykazuje o około 30 Nm mniej. Dalej jest podobnie – „910” aż do 9000 obr/min stale uzyskuje moment obrotowy większy o 20-30 Nm. Także moc Brutale S aż do granicy 10 000 obr/min jest stale o tyle samo wyższa niż w „750”. Fachowcom z Varese nie zależało szczególnie na zwiększeniu mocy maksymalnej. Pod tym względem wartości obu nakedów nie różnią się zbytnio. Wynoszą one 126 KM przy 12 000 obr/min dla „750” i 136 KM przy 11 000 obr/min dla „910”.


     
 Bardzo czytelny nowy obrotomierz.  Przedni zawias budzi szacunek.  Podnóżki można regulować.


Tak więc nie chodzi tu o „Niech moc będzie z tobą” z „Gwiezdnych wojen”, raczej o „Niech przyspieszenie będzie z tobą”. Nad tym konsekwentnie popracowano. Do tego stopnia, że niektórzy mniej odporni być może wymiękną. Oczywiście nie ci, którzy tak czy tak odkręcają gaz do oporu. Nie, im to się spodoba. Ważący zaledwie 210 kg pocisk na zawołanie staje na tylnym kole. Ale tu zaczynają się schody. Chodzi o to, że w początkowej jednej trzeciej obrotów Brutale nie reaguje tak precyzyjnie na gaz, jak wielu konkurentów dysponujących wtryskiem paliwa. Reakcja jest trochę opóźniona. Może to sprawiać trudności w ostrych zakrętach i podczas balansowania na tylnym kole. A to – nawet w przypadku prawdziwych asów – oznacza kłopoty. Tak przynajmniej zachowywał się model przedseryjny oddany do naszej dyspozycji. Ciekawe, jak będzie w wersji seryjnej.

Ale wróćmy do przeciętnego motocyklisty, takiego, który ze strachem w oczach rozgląda się, czy nie ma wokół policji, gdy omyłkowo za mocno odkręci gaz. Brutale 910 S to nie zabawka dla ludzi, którzy sens życia widzą w delektowaniu się krajobrazem i wożeniu topcase’ów. Ten bike już w fabryce dostał zastrzyk szaleństwa, posmarowane nieścieralnym klejem opony (Michelin Pilot Power) i prawie nieograniczony prześwit w złożeniu. Od 4000 obr/min nie czujesz w charakterze silnika już nic poza genami wyścigowymi. Mała masa zamachowa, błyskawiczne wkręcanie się na obroty, bojowe pomruki z airboxu, krótko mówiąc – mimo zwiększenia pojemności i grubszych bicepsów, czterocylindrowiec domaga się obrotów.

Przyjrzyjmy się „910” dokładniej. Nie jest ona tylko rozwierconą „750” ani odchudzoną „1000”. Litrowy silnik i tak nie pasowałby do bardzo zwartej kratownicowej ramy Brutale S. Nie, 909,1 cm3 to wynik zwiększenia średnicy cylindrów o 2,2 mm, do wartości 76 mm, i skoku powiększonego o 6,3 mm (obecnie wynosi on 50,1 mm). Pod względem gabarytów nowy zespół napędowy jest identyczny jak „750”, ale waży o 2,637 kg mniej. Zredukowano przede wszystkim masę części wirujących. Wał korbowy, korbowody, tłoki, skrzynia biegów, sprzęgło i koło pompy oleju są lżejsze. Do tego dochodzi odchudzony o 0,75 kg rozrusznik.

     
Zębatkę można zdjąć bez demontowania koła. Smaczki – emblemat w pokrywie baku i zatopiony w szkle reflektora napis.

A więc jej siła tkwi w ochocie do wkręcania się na obroty. Moc jest przenoszona efektywniej, co szczególnie czuć na krętych drogach. Twarda, oporna reakcja zawieszeń, znana z „750”, została znacznie złagodzona. Potężny widelec Marzocchi z goleniami o średnicy 50 mm oraz amortyzator Sachs są wprawdzie identyczne jak w „750” pod względem budowy, ale zestrojono je zupełnie inaczej. A to nie tylko dobrze służy kręgosłupowi, ale też wzbudza zaufanie. Wyczucie maszyny jest obecnie znacznie lepsze niż dawniej.

Brutale przechodzi przez zakręty lekko i elastycznie, wygładza nawet duże nierówności, nie drga i nie zna nerwowych zachowań. Zmieniono profil przedniej opony – 120/70 zamiast dawnej 120/65. Zarówno przełożenia drugiego biegu, jak i przełożenia pierwotne oraz wtórne zostały zmienione i dopasowane do mocniejszej obecnie Brutale. Prędkość maksymalna 257 km/h podawana przez producenta to już jest coś jak na naked bike’a.

Na koniec smutna wiadomość. Przy cenie w Niemczech 15 490 euro (polskiej ceny jeszcze nie ustalono), przekraczającej cenę „750” zaledwie o 500 euro, Brutale 3/4 l chyba wkrótce wypadnie z oferty. Brutale 910 ma także do zaoferowania pomysłowe rozwiązania, jak regulowany system podnóżków lub konstrukcję umożliwiającą wymianę zestawu napędowego lub samej zębatki bez demontowania koła. Ma mniej pić od paliwożernej „750”.

Jakie to wszystko ma znaczenie? Chyba niezbyt duże, bo zakochani w maszynach MV Agusta i tak powiedzą, że Brutale mogłoby mieć pełne gumy i moc 20 KM, a i tak by ją kupili. Miłość jest ślepa...

Tagi: test | MV Agusta

Oceń artykuł:

3.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij