Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

MV Agusta F4 1078 RR 312 i Bimota DB7

Gdyby ktoś chciał porównać Bimotę DB7 i MV Agustę F4 1078 RR 312 do któregoś z aut, na bank padłaby nazwa Ferrari. Dlaczego? Bo oba motocykle pochodzą z Włoch, są ekskluzywne, piękne, cholernie drogie i pod względem osiągów trudno je pokonać.

W każdym miasteczku południowej Francji, przez które przejeżdżaliśmy, testując Bimotę DB7 i MV Agustę F4 1078 RR 312, na kilka sekund zamierało życie. Bimota ma bowiem talent przyciągania spojrzeń niczym topowa modelka. Jej wyfrezowane z aluminium albo wykonane z błyszczących głęboką czernią włókien węglowych elementy są jak biżuteria z diamentów i pereł. Całość zdobią piękne czerwono-białe lakierowanie i kratownicowy wahacz. Jednak i MV Agusta nie ma się czego wstydzić. Piękna, ponadczasowa linia sportowego motocykla ciągle budzi zachwyt, mimo że od debiutu minęło już 10 lat. Jej wygląd promieniuje elegancją, podczas gdy w wyglądzie Bimoty wzrok przyciągają detale.

F4 wymaga poświęceń

Na Bimocie DB7 ma się wrażenie, jakby zaprojektowano ją na wymiar. Podnóżki i kierownica znajdują się w idealnej wręcz odległości od kanapy. No dobra, jest jeden drobny feler – końcówki kierownicy są odrobinkę za mocno odchylone na zewnątrz. Ale to wszystko. Po MV Aguście niestety widać upływ czasu. Zbiornik jest długi i szeroki, zgodnie z zasadami sprzed lat, siodło umieszczono wysoko, a podnóżki są motocyklowym Mount Everestem. Nawet jeśli ustawi się je w najniższym położeniu, przynoszą tylko niewielką ulgę mocno zgiętym kolanom. F4 wymaga poświęceń.

O wiele lepiej wypada silnik z zaworami z tytanu. Przede wszystkim imponuje cichą pracą. Po zimnej nocy na kilkuset pierwszych metrach nie słychać typowego nierównomiernego dzwonienia, a na dodatek pracuje bardzo równo. Przyjęty z Ducati 1098 i wyposażony w nowy komputer sterujący wtryskiem paliwa V-twin Bimoty odpala za pierwszym naciśnięciem startera, oznajmiając metalicznym brzmieniem całemu światu gotowość do jazdy. Dzieje się tak pod warunkiem delikatnego odkręcenia gazu. W przeciwnym razie silnik szarpie i od czasu do czasu gaśnie. Ponowne odpalenie nie obędzie się bez wpieniającego długiego kręcenia rozrusznikiem. Na szczęście po rozgrzaniu V2 na ruch rączki gazu reaguje z precyzją chirurgicznego skalpela.

Bimota bez zadławień

Ducati 1098 rusza ze startu jak torpeda. Moment obrotowy najpierw atakuje tylne koło, by po chwili osłabienia ponownie szarpnąć na maksa. W Bimocie odbywa się to całkiem inaczej. Wprawdzie DB7 startuje z nie mniejszą dynamiką, ale o wiele płynnej. Tam, gdzie po przekroczeniu 3500 obr/ min krzywa momentu obrotowego Ducati załamuje się, Bimota przyspiesza bez zadławień. Charakterystyka silnika jest bardziej liniowa i łatwiejsza do opanowania. Mimo mniejszej mocy na niższych obrotach, DB7 wcale nie ustępuje Ducati 1098 w dynamice. Wręcz przeciwnie. W porównaniu z Ducati, dynamika Bimoty powyżej 8000 obr/min jest tylko nieco gorsza. Widać to jedynie w czasie walki z czasem na torze. Podczas zwykłej jazdy nie warto zawracać sobie tym głowy. Ale znaleźliśmy włos w zupie: gwałtowne otwarcie przepustnic poniżej 4000 obr/min powoduje, że V2 delikatnie dławi się. Znany od lat silnik MV Agusty poniżej 4000 obr/min reaguje na ruchy rączki gazu zaskakująco łagodnie, a jego odpowiedzi na zmiany obciążenia są niewielkie, podobnie jak osiągi. Na szczęście przy 6000 obr/min zaczyna się burza, a od 9000 obr/ /min budzi się sztorm. Na hamowni zmierzyliśmy imponujące 181 KM. Aby dotrzymać kroku Bimocie, w MV Aguście trzeba mocno, ale i o wiele precyzyjniej odkręcać gaz, gdyż na wyjściu z zakrętów F4 brakuje mocy na niskich obrotach.

Gdy wskazówka znajdzie się w górnej skali obrotomierza, mocy nie brakuje. Trzeba jednak uważać na brutalną reakcję na zmianę obciążenia i równie ostrą dynamikę. W złożeniu jest to dość emocjonujące zjawisko.

Lekkie jak piórko

Przeznaczeniem obu maszyn jest pokonywanie kombinacji zakrętów. Także przy tej okazji oba włoskie przecinaki pokazują zupełnie odmienne charaktery. Bimota z łatwością kładzie się z jednego złożenia w drugie. Porównanie z lekką „600” z pewnością nie jest naciągane. Pozwala to na chwilę zapomnieć o denerwujących detalach, takich jak nieprzydatne do niczego lusterka, odrapane piętą górne podciągi wahacza, podziurawiona przez łańcuch osłona z włókna węglowego oraz o pięknie wykonanych, ale niewygodnych jak cholera dźwigniach hamulca i sprzęgła. Jednak nawet gdy na zakręcie sytuacja staje się nerwowa, wyjście z trudnej sytuacji wydaje się na DB7 bajecznie łatwe. I nic w tym dziwnego, bo bike waży zaledwie 195 kg, i to z paliwem!

Bimota reaguje na każdy, nawet najdelikatniejszy impuls, zarówno od jeźdźca, jak i od nierówności asfaltu. MV Agusta zaś przejeżdża przez zakręty precyzyjnie i nic nie może wytrącić jej z kursu. O ile Bimota pozwala w każdym momencie zakrętu zmienić tor jego pokonywania, o tyle jeździec MV Agusty powinien już w chwili wchodzenia w zakręt obrać właściwy.

Choć dzieli je tak wiele, obie maszyny mają jedną cechę wspólną – talent do robienia show.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Gdyby ktoś chciał porównać Bimotę DB7 i MV Agustę F4 1078 RR 312 do któregoś z aut, na bank padłaby nazwa Ferrari. Dlaczego? Bo oba motocykle pochodzą z Włoch, są ekskluzywne, piękne, cholernie drogie i pod względem osiągów trudno je pokonać.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 04:53:51
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij