Motocykl poleca:

MZ 1000 S 2004

Poleć ten artykuł:

Przed kilkoma miesiącami, testując MZ-kę, ostro krytykowaliśmy zachowanie silnika. W ostatnim czasie technicy z Zschopau poprawili to i owo, a my mieliśmy możliwość przejechania się zmodernizowaną wersją tysiączki.
Zobacz całą galerię

Czegoś takiego się nie zapomina – dźwięk pracującego silnika MZ 1000 S to prawdziwa uczta dla uszu. Ten odgłos potrafi spowodować, że po plecach biega ci stadko wściekłych mrówek. Rzędowy dwucylindrowiec, którego czopy rostawiono co 180º, to rodzynek we współczesnym świecie dwóch kółek. Być może dlatego projektanci z MZ mieli z nim tyle problemów. Dla przypomnienia – do 5000 obr./min moc była rozwijana niezbyt spektakularnie. Krzywa momentu przpominała fale Bałtyku, co odbijało się na zachowaniu jednostki. Nagłe dodanie gazu, gdy wskazówka obrotomierza wspinała się na początku skali obrotomierza, pozwalało na odkrycie sporej dziury w przebiegu krzywej momentu obrotowego. W efekcie przy energicznym obrocie rączką gazu czuć było silne szarpnięcia, połączone z uciążliwymi reakcjami na zmianę obciążenia. Pozytywnym objawem było natomiast szybkie wkręcanie się silnika aż do czerwonego pola, gdy obrotomierz uporał się z barierą 5000 obr./min. No cóż, takie zachowanie nie mogło nikomu przypaść do gustu, więc mechanicy, o, przepraszam, specjaliści od zmian w oprogramowaniu komputera sterującego silnikiem, mieli sporo do zrobienia.



     
Kokpit wygląda bojowo. Tylko co tu robi włącznik świateł awaryjnych?
W sportowym stylu – hydrauliczna pompa i regulowana klamka sprzęgła. 
 Z tyłu zdecydowano się na zacisk dwutłoczkowy i tarczę o średnicy 240 mm. 

W najnowszej wersji tysiączki układ zapłonowy zmienia swoje parametry w zależności od biegu. Dopracowana została równie ż mapa zapłonów. W efekcie spadły nieco moc maksymalna i moment obrotowy. Co jednak ważniejsze, wyraźnie poprawiła się reakcja na dodanie gazu i kultura pracy. Rzędowy dwucylindrowiec MZ toleruje obecnie brutalne otwarcie gazu na wyższych biegach już od 3200 obr./min. Jeżeli z wyczuciem wykona się kilka pierwszych stopni obrotu rączki, będzie w stanie wyraźnie złagodzić początkowe szarpanie. Przy obrotach niższych od 3000/min nadal nie należy wymagać od silnika oddawania dużej mocy. Za to już od 4000 obr./min jest wyczuwalna zdecydowanie większa niż w początkowych modelach moc. W poprzedniej wersji, testowanej przez nas wiosną tego roku [MOTOCYKL 4/2004, s. 18], poniżej 5000 obr./min nie było mowy o jakiejkolwiek elastyczności. Teraz jest nieco lepiej.

Aby ocenić zachowanie się przy zmianie obciążenia, zrobiłem coś, czego większość stara się unikać – na dwóch przechodzących jeden w drugi ostrych zakrętach kilkakrotnie, raz za razem, błyskawicznie zamknąłem na moment gaz, by później energicznie go odkręcić. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Obojętnie, czy przy średnich, czy też bardzo wysokich obrotach, reakcje na zmianę obciążenia były wyraźne, ale nie gwałtowne, do czego przyzwyczaiła nas poprzednia maszyna. MZ zachowywała przy tym tor jazdy. W starszej wersji potrzebna była drobna korekta kierownicą. Obecnie nie zauważyłem potrzeby takich kontr. Nieco gorzej wypadł motocykl podczas jazdy w mieście. Co prawda podczas wolnej jazdy ze stałą prędkością ciągle jeszcze czułem szarpanie, ale w porównaniu z tym, co było wcześniej, zachowanie można określić jako delikatniejsze i to zarówno na niskich, jak i średnich obrotach.

Czy więc wszystko jest już w porządku? Co to, to nie. Dwucylindrowiec MZ nadal nie jest wzorem kultury pracy oraz elastyczności i mocno drży. Czyżby zapomniano o wałkach wyrównoważających? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne – z ulgą zatrzymacie się i dacie odpocząć zmęczonym nadgarstkom, gdy tylko rozbłyśnie lampka rezerwy paliwa.


     
Hamulce Nissin – nie są może zbyt ostre, ale za to skuteczne.
Przedni widelec upside-down ma na dole regulację tłumienia dobicia... 
...a na górze – odbicia. Jak w szanującej się maszynie sportowej.  

Co gorsza, żadnych zmian nie widać równie ż w skrzyni biegów, a jej zachowanie już wcześniej było ostro krytykowane. Wrzuceniu jedynki towarzyszył głośny strzał wskakującego biegu. Był tak głośny, że zdarzyło mi się krzyknąć: – O w mordę, rozpieprzyła się skrzynia! Na szczęście, kolejne przełożenia wskakiwały zdecydowanie ciszej, a co najważniejsze całkiem precyzyjnie. Do ich zmiany wymagane było użycie większej siły, niż można by się tego spodziewać.

Uff. Wreszcie koniec listy zastrzeżeń. Pozostałe elementy zasługują na znacznie łagodniejsze potraktowanie. Zawieszenia sprawiają wrażenie, że całkiem nieźle powinny poradzić sobie również na torze. Zapewniają bardzo precyzyjne prowadzenie, w czym spora zasługa dokładnego zestrojenia. Zarówno w przednim widelcu, jak i w tylnym amortyzatorze można regulować napięcie wstępne, ale również tłumienie dobicia i odbicia. Hamulce to dzieło Nissina. Pomyłką byłoby zamontowanie ich w sportowym bike’u, ale emzetka nie chce być wściekłym przecinakiem i w takiej sytuacji spisują się one całkiem, całkiem. Nie są zbyt ostre, lecz wystarczają, by bez problemów poradzić sobie z ważącą 234 kg maszyną. Dodatkowa zaleta to niemal całkowity brak podatności na fading.

MZ 1000 S okazała się dobrym uczniem. Kilka miesięcy wystarczyło, by nauczyć ją dobrych manier. Co prawda silnikowi nadal sporo brakuje do ideału, ale dla jego dźwięku można wiele wybaczyć.



Tagi:

Oceń artykuł:

4.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij