Motocykl poleca:

Marine Turbine Technologies Y2K 2002

Poleć ten artykuł:

Jeszcze nigdy nie wpadłem w tarapaty w dziesiątej minucie testowania motocykla: – Wiesz, ile właśnie jechałeś?! – wrzasnął na mnie gliniarz z Daytona Beach, trzymając rękę na kaburze z rewolwerem. – Pędziliśmy za tobą 190, a ty odjeżdżałeś nam, jakbyśmy stali w miejscu! Nie rozumiesz, że to niebezpieczne? Hej, a to co, k...a, za silnik?!
Zobacz całą galerię

No tak. Y2K to pierwszy prototyp motocykla napędzanego turbiną gazową, skonstruowany przez firmę Marine Turbine Technologies z Franklin w stanie Luizjana. Ma 300 KM, które pozwalają rozpędzić się do około 400 km/h i dźwięk jak helikopter Bell Jet Ranger. I nic w tym dziwnego – Y2K od niego właśnie przejął źródło napędu. Powstanie modelu Y2K możemy zawdzi ęczać prostemu, oczywistemu pomysłowi inżynierów z firmy Marine Turbine Technologies (MTT). Ze względów bezpieczeństwa, każde urządzenie napędowe uczestniczące w ruchu powietrznym może wylatać tylko pewną ściśle określoną liczbę godzin, po czym ląduje na złomowisku. Silniki są w ogólnie niezłym stanie, a można je kupić za niską cenę. Korzysta z tego MTT, wykorzystując silniki helikopterów na przeróżne sposoby. Skonstruowano tam na przykład łódkę z pompą strażacką o przepustowości 50 000 litrów wody na minutę.



   
Ciekawie i ładnie po bokach umieszczono dwa mocne reflektory. 
Obrotomierz zaczyna się od 10 000, prędkościomierz ma skalę do 250 mil, inne wskaźniki pochodzą ze śmigłowca. 

Jednym z członków jedenastoosobowego zespołu jest maniak motocyklowy Christian Travert, który z równą wprawą konstruuje wszystko – od maszyn motocrossowych po choppery. Jemu zlecono zaprojektowanie motocykla z helikopterowym napędem, który mógłby powstać w krótkiej serii i kosztować około 150 tysięcy dolarów. Początkowo zamierzano zamontować turbinę w ramie Harleya, ale Travert tylko machnął ręką: – Będzie można co najwyżej ruszyć z miejsca, poza tym będzie kompletnie bezużyteczny. Turbina – Rolls-Royce Allison 250 – nie została w żaden sposób zmodyfikowana, a zasila ją olej napędowy. Może działać na cokolwiek – benzynę, tequilę albo Chanel No5, ale największą wydajność i moc osiąga karmiona olejem napędowym. Natomiast jej żarłoczność nie zna granic – 32-litrowy zbiornik wystarcza na 20 minut jazdy zwykłymi drogami. Za to osiągi wprawiają w osłupienie: moc 320 KM zmierzono przy 52 tysiącach obrotów na minutę, zaś maksymalny moment obrotowy 576 Nm zmierzono na wale napędowym przy 2000 obr./min. I nie jest on wprost proporcjonalny do obrotów turbiny, ponieważ ta obraca się pod wpływem ciśnienia gazu, a nie działania czynników mechanicznych.

Motocykl z takim napędem jest znacznie mocniejszy niż jego odpowiednik, mający takie same wymiary i masę, ale ze zwykłym silnikiem tłokowym. Przejęty z helikoptera silnik składa się z trzech głównych części – sprężarki, która stłacza wpadające do niej powietrze, komory spalania, gdzie paliwo zamienia się w strumień gazu, oraz samej turbiny, która wykorzystuje energię pędzącej z wielką prędkością i pod ogromnym ciśnieniem strugi spalin. Turbina ze sprężarką jest połączona wałem napędowym. Ponieważ gazy wydobywają się z turbiny z prędkością przekraczającą 1500 km/h, ich siła wystarcza, aby napędzić helikopter. Zamiast śmigła można jednak połączyć turbinę z kołem zębatym, a stąd już tylko krok do powstania Y2K.


 
 
Tarcze są odpowiednie do osiągów. Silnik wypełnia całą aluminiową ramę grzbietową. Zębatkę umieszczono na osi wahacza. 

Rozruch motocykla jest dokładnie taki, jak helikoptera. Wciskamy przycisk, ale to nie koniec – dopóki pracuje rozrusznik, dopóty nie rozpocznie się ciągły proces spalania, a turbina osiągnie najwyżej 20 tysięcy obrotów na minutę. Z miejsca można ruszyć, nie korzystając ze sprzęgła, ale lepiej go używać – rusza się wtedy znacznie efektywniej. Zwiększając obroty i osiągając magiczną liczbę 50 000, zwalniamy sprzęgło. Rozstaw osi wynoszący 1800mm oraz pochylony pod znacznym kątem i wypuszczony w przód widelec zapobiegają podrywaniu przedniego koła. Przyspieszenie? Po przejechaniu 400 metrów zmierzono 268 km/h! Kiedy ujrzałem goniące mnie niebieskie policyjne światła, praktycznie wyłączyłem turbinę – inaczej nigdy w życiu nie byliby w stanie mnie dogonić.


Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij