Motocykl poleca:

Masterbike 2003 (cz. 2)

Poleć ten artykuł:

Kolejny dzień walki o ułamki sekund. Tym razem konkurują: Ducati 999S, Kawasaki ZR-9R, Honda Fireblade, Suzuki GSX-R 1000, Yamaha YZF-R1, ekskluzywna Aprilia RSV mille R i Mondial Piega. Ukoronowaniem imprezy będzie wyłonienie najszybszego motocykla seryjnego 2003 roku.
Zobacz całą galerię

To, czy ktoś jest szybki, czy bardzo szybki, rozstrzyga się w wąskim zakresie – na granicy pomiędzy najlepszym czasem a wywrotką. Anglicy określają to słowami „Living on the edge” (życie na krawędzi), a barwna gromada owych ryzykantów spotyka się co roku w Hiszpanii. Tym razem ponownie w Jerez, żeby na zorganizowanej przez hiszpańskie pismo „Motociclismo” imprezie Masterbike 2003 wybrać najszybszy motocykl seryjny (MV Agusta, Benelli i Triumph nie wzięły w niej udziału). A przy okazji wyłonić najszybszego kierowcę. Naturalnie nieoficjalnie, bo jak wytrwale przypominał główny organizator Don Pepe, najlepszy tester „Motociclismo”, to nie są wyścigi. Mimo to wspomnienie sukcesów hiszpańskiego kierowcy w ubiegłych latach, kiedy to z zaskakującą regularnością zgarniał trofea za najlepsze czasy okrążeń, nadal wywołuje uśmiech na twarzach organizatorów. – Czy mógłbyś spróbować złapać czasy innych, tak, żebym mógł się zorientować? – zapytał Jürgen Fuchs, były zawodnik GP i kierowca testowy MOTORRADA, zaraz po pierwszych okrążeniach, w których chodzi tylko o rozgrzewkę i wjeżdżenie się w różne typy motocykli oraz poznanie się z trasą. On i 15 innych kierowców z 14 krajów tak pędzili po torze, że nikt nie wątpił w ich chęć rywalizacji. Christer Lindholm, trzykrotny mistrz Niemiec klasy Superbike i były zawodnik MŚ klasy Supersport, reprezentuje szwedzkie czasopismo „Bike”. Oriol Fernandez, czterokrotny hiszpański czempion klasy Supersport, startuje w barwach gospodarza imprezy. Barry Veneman, reprezentant Holandii, jeździł w cyrku „500” GP. Trudno wytypować faworyta.

Łatwiej ma się sprawa z motocyklami. – Zwycięzca może być tylko jeden – uśmiechał się Markus Lehner z ekipy szwajcarskiej. – Stawiam na GSX-R 1000. Czyżby zapomniał, że w ubiegłym roku w Almerii zwyciężył GSX-R 750? – Nie, ale na tym szybkim torze trzeba mieć też porządną parę – skwitował pewny siebie Szwajcar. Inni też stawiali na GSX-R-a 1000.



DUCATI 999 S
1:55,471 223 km/h 141,6 KM 84 870 zł
„999” nie mógł uzyskać dobrych wyników. Nie pomogły świetne zawieszenie Öhlinsa ani zwiększona moc silnika. 

DUCATI 999 S
Następnego dnia i kierowcy, i obserwatorzy byli napięci jak cięciwa łuku. Rozpoczyna się rywalizacja w królewskiej dyscyplinie. Klasa Superstock – teraz posypią się najlepsze czasy. Nawet jeżeli w przypadku potężnych „1000” najsilniej dają się we znaki problemy z przyczepnością. Jürgen zaczyna od Ducati 999 S – i zmaga się z tym samym problemem, co poprzedniego dnia na standardowym „999” (patrz MOTOCYKL 6/2003). – Mógłbym jechać o wiele szybciej. Ale już przy wyhamowywaniu w zakrętach tylne koło ucieka. W szczycie łuku, przy dodawaniu gazu ślizga się znowu. Przy czym Ducati jest właściwie nie do pobicia, jeśli idzie o prędkość, z jaką wchodzi w zakręt i go pokonuje. Jego zdaniem fakt, że „S” jest szybszy od wersji „cywilnej” to zasługa wyższej mocy i lepszej ergonomii. – Ponieważ układ zbiornik/siedzenie, w przeciwieństwie do Biposto, daje możliwość wygodnego przesuwania się do tyłu, mogę o wiele lepiej balansować ciałem i odrobić straty przy hamowaniu, bo w takich warunkach po prostu trudno zrobić użytek z wyższej mocy. Jest, jak jest. Wynik 1.55,471 minuty, a ponadto najlepszy czas dnia na 999 S. Ale ile to warte?


 KAWASAKI ZX-9R
1:55,499 232 km/h 140,0 KM 49 600 zł 
 Mimo że największy w stawce, ale wcale nie najwolniejszy. Jürgenowi przeszkadzał potężny zbiornik paliwa. 

KAWASAKI ZX-9R
Właściwie nikt nie spodziewał się, że ten rezultat zostanie pobity akurat przez 9R. Motocykl wygląda potężnie, jest pękaty i ma swoje lata. – No to spróbujmy – rzucił Jürgen lakonicznie, wyjeżdżając z boksu. Po powrocie zupełnie zmienił zdanie. – Jego zwinność i trzymanie się kursu przy przyspieszaniu to naprawdę miła niespodzianka. Za to podczas hamowania jest skrajnie niestabilny. Ma się uczucie, że motocykl mocno się wygina. Zdumiewające, że mimo to możliwe jest precyzyjne prowadzenie w zakrętach. Więcej kłopotów mam przy przyspieszaniu, ponieważ silnik ciężko i z ociąganiem wchodzi na obroty. Przez to na zakrętach traci się wiele impetu i cenne ułamki sekund. Jeszcze więcej, jeśli w bardzo dużym pochyleniu motocykl przyciera podnóżkami tak mocno, że aż niemal chce się unieść, a tylna opona piszczy. Ale w sumie – poza ogromnym zbiornikiem, który przeszkadza mi w tej gimnastyce – jazda na dziewiątce sprawia przyjemność. Dokładnie tak Jürgen, musi być wygodnie. Wtedy nie ma znaczenia, że ten ostry Hiszpan wyprzedził cię z czasem 1.55,499 minuty. Na pewno się zrewanżujesz.



 YAMAHA YZF-R1
 1:54,944 234 km/h 147,3 KM  51 900 zł
 Dobra maszyna – na R1 nie tylko Jürgen czuł się dobrze. Wszyscy inni także.

YAMAHA YZF-R1
Yamaha powinna przyznać premie konstruktorom zawieszeń. Udało im się uzyskać genialną przyczepność tylnej opony. Dalsze opisy dają Yamasze nadzieję na zwycięstwo w swojej klasie i ogólnej klasyfikacji. Jürgen startuje. – Na takim R1 jeszcze nie jeździłem. Jak na „1000”, poręczność jak marzenie, wyczucie zakresu granicznego w tylnym kole bardzo przejrzyste. W połączeniu z precyzyjnym sterowaniem gazem pozwala na cudowne ślizganie. Do tego optymalne przełożenie. Ale są też drobne braki. Od hamulców oczekiwałbym nieco więcej, a skrzynia biegów jest trochę toporna. Większy problem stanowi spore shimmy na wyjściu na prostą. Jürgen jako pierwszy przełamuje bariera dźwięku. Wynikiem 1.54,944 minuty R1 ustanawia nowy najlepszy czas.

SUZUKI GSX-R 1000 
1:53,489 242 km/h 159,5 KM 53 900 zł
 Ten motocykl nie miał sobie równych. Dla pięciu kierowców był faworytem i mogli szczycić się, że mieli rację. 

SUZUKI GSX-R 1000
Czy R1 utrzyma prowadzenie? Jeśli ma zostać pobita, to właśnie teraz. Co do tego wszyscy są zgodni. Jednak Jürgen początkowo nie przyłożył się. Przyznał: – Jazda na tym pojeździe sprawia tak dużą frajdę, że na pierwszych okrążeniach po prostu tylko szalałem. Mimo wielkiej mocy nie opuszcza cię uczucie, że z tej maszyny można naprawdę wiele wycisnąć. Nie ma żadnych przykrych niespodzianek, moc daje się perfekcyjnie kontrolować. Tych par ę okrążeń tutaj to o wiele za mało. A to również dlatego, że nadwyżka prędkości na wejściach w zakręty jest tak duża, iż musiałem na nowo określić punkty początku hamowania. Przy czym miałem skłonność do zbyt wczesnego hamowania, między innymi dlatego, że hamulce pracują tak progresywnie. Nie jest to wada, jednak wymaga przyzwyczajenia. Poza tym przednie zawieszenie spisuje się wzorowo. Duża pewność w zakresie granicznym, szybkie składanie się i jazda po ciasnym łuku. Dopiero na ostatnich dwóch okrążeniach zacząłem zwracać uwagę na czasy. Sorry!

Nic nie szkodzi. Zwłaszcza kiedy ktoś jeszcze umie się tak czymś zachwycić. 1.54,105 minuty, prawie o sekundę lepiej niż R1! A że można jeszcze szybciej, pokazał Hiszpan. 1.53,489 – oto najlepszy czas tegorocznego Masterbike’a. Oblicza gospodarzy rozjaśniły się.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij