Motocykl poleca:

Masterbike 2007

Poleć ten artykuł:

Masterbike, czyli ściganie w celu wyłonienia najlepszego przecinaka, odbyło się już po raz dziesiąty. Na tor w Jerez zjechało 13 maszyn i 50 kolesi od czarnej roboty. Nie było litości ani dla nich, ani tym bardziej dla motocykli.
Zobacz całą galerię

Fuchs, Mamola, Chambon, Penzkofer, Guaneschi, Riba, van den Goorbergh – to tylko niektóre nazwiska z długiej listy gości biorących udział w Masterbike 2007. Część z nich to fabryczni jeźdźcy testowi, część – dziennikarze. Nie zabrakło gości z Australii, USA, Meksyku, Brazylii, Grecji, Hiszpanii, Szwecji, Włoch, Anglii, Niemiec czy Portugalii. Trudno uwierzyć, jak bardzo rozwinęła się ta impreza. Dziesięć lat temu było to kameralne spotkanie, teraz jest to wydarzenie o światowym zasięgu.
Randze Masterbike’a nie zaszkodził nawet fakt, że Honda oficjalnie nie podstawiła żadnego sprzęta. W Jerez pojawiło się 13 maszyn, włączając w to dwie Hondy, i 18 jeźdźców, by ścigać się na najszybszych seryjnych bike’ach.

Tuż przed skokiem

Zanim maszyny stanęły na starcie, 50 ludzi walczyło z problemami. W końcu trzeba było przygotować do startu 26 motocykli (po dwie sztuki każdego modelu). Tankowanie, mierzenie, ważenie, zakładanie kapci, próby na hamowni... „Bogu ufaj, auto zamykaj” – mówi przysłowie. Wszystko trzeba dokładnie sprawdzić. Dzięki temu ze stawki od razu można było wykluczyć maszynę, która nie spełniałaby wymogów. Wbrew pozorom, jest to w cholerę roboty. Wreszcie wszystkie motocykle powędrowały do parku zamkniętego. Fajrant, można odpocząć.

Kolejny dzień poświęcono na poszukiwania perfekcyjnego zestrojenia maszyn. Tuż przed godz. 9 w boksach zbudziło się życie. Atmosfera była radosna, choć czuć pewne zniecierpliwienie – kiedy wreszcie zaczniemy? Pere Riba, były uczestnik MŚ Supersport, był odpowiedzialny za przygotowanie Kawasaki. Co z tego, skoro od czwartej rano tkwił na lotnisku bez bagażu. Rico Penzkofer z niemieckiego „Motorradu” utknął w gigantycznym korku we Francji. Kilka dni wcześniej z ekipą BMW startował w zawodach Endurance w Le Mans. Facet nawet nie miał już sił kląć.




Jeźdźcy Apokalipsy

Tymczasem życie na torze wrzało. Jak zwykle Ducati 1098 i MV Agusta F4 R312 walczyły zaciekle. Konkurencja między włoskimi maszynami od zawsze jest kwestią honoru. Jürgen Fuchs, były zawodnik MotoGP, zaczął od Kawy ZX-10R. Po okrążeniu wrócił wściekły jak osa: „Na drzewo z nią! Nie czuję jej zupełnie! Beznadziejnie wchodzi w wiraże i do tego jest wywrotna jak szlag”. Ekipa „zielonych” zmarszczyła czoła i ruszyła do roboty. W końcu dotarł Pere Riba. Do wieczora wszyscy w pocie czoła walczyli, by jak najlepiej ustawić zawieszenia. To przecież nie tylko kwestia wyniku, ale również bezpieczeństwa.

Zadania nie ułatwiały Continentale Race Attack, na których wystartowały wszystkie maszyny. To sportowe gumy dopuszczone do użytkowania na szosach, a więc nie całkiem wyścigowe. W czasie najgłębszych złożeń potrzebne są nie tylko wysokie umiejętności jeźdźców, ale również odpowiednie zestrojenie zawieszeń. W ferworze łatwo coś przeoczyć – doskonałym tego przykładem może być Fuchs, który na Aprilii RSV 1000 poszedł w żwir. Powód? Mechanicy zapomnieli obniżyć ciśnienie i w oponach było 2,6 zamiast 2,1 bara.

 SUPERSPORTY 600
 
 Triumph Daytona 675 – bezapelacyjne zwycięstwo w klasie. Na pytanie, co jest najgorsze w tym sprzęcie, Stéphane Chambon walnął bez chwili zastanowienia: „Kolor”. „Poza tym fantastyczny!” – dodał po chwili. Nikt z nim nie dyskutował.
Miejsce 1 Triumph Daytona 675
Czas*: 1.55,942 min
 
Miejsce 2 Honda CBR 600 RR
Czas*: 1.56,366 min
 
Miejsce 3 Yamaha YZF-R6
Czas*: 1.56,462 min
 
Miejsce 4 Kawasaki ZX-6R
Czas*: 1.56,633 min
 
Miejsce 5 Suzuki GSX-R 600
Czas*: 1.56,782 min
 
* Średnia z sześciu najszybszych okrążeń

Wkrótce potem Hiszpan Oscar Pena zaliczył twarde lądowanie, widowiskowo przelatując przez kierę GSX-R-a 750. Na szczęście, oprócz kilku siniaków i urażonej ambicji, nic mu się nie stało. Suzuki ucierpiało znacznie bardziej. „Wcześnie się w tym roku zaczyna!” – śmiał się Markus Jahn, fotograf i weteran Masterbike. Chwilę musiało potrwać, zanim jeźdźcy zaczęli zupełnie swobodnie i bez zahamowań dawać w palnik. Jürgen Fuchs jako kolejnego dosiadł Triumpha 675. „Na tej maszynie wszystko się udaje, człowiek ma zaufanie nawet do opon” – opowiadał. Widać, że rozpierała go energia. Wspomniał jeszcze coś o potężnym strzale adrenaliny, gdy przechodził bokiem przez dwa szybkie winkle na końcu okrążenia.
Potem Jürgen wszedł do boksu MV Agusty. „Sprawdziliście ciśnienie w przedniej oponie?” – pociągnął łacha z mechaników. Zapiął kask i zostawiając czarny ślad na asfalcie wrócił na tor. Czas płynął, cienie stawały się coraz dłuższe. Fabryczny jeździec testowy Ducati Vitto Guareschi śmigał na 1098, podrywając przednie koło na wyjściu z zakrętów. Czerwona chorągiewka, stop, koniec. Koniec sesji, czas treningu minął. Ostatnia kontrola maszyn i świeże kapcie dla wszystkich. W sumie na Masterbike’u schodzi 130 kompletów opon! Na jedną maszynę przypada ich aż 10!

 
 Tylko przy jeździe na maksa i znajomości toru można przejechać 4,4-kilometrowe okrążenie, uzyskując topowe czasy.  

Pozostały trzy dni walki z czasem. Rano warunki są po prostu perfekcyjne. Żadnej chmurki na niebie, bezwietrznie, 19O. Wszyscy są lekko podenerwowani. Motocykle podzielono na trzy klasy: supersporty 600, japońskie superbike’i (tu załapał się także GSX-R 750) oraz włoskie superbike’i. Na pierwszy ogień idą sześćsetki.

Zasady są proste. Każdy z 18 jeźdźców ma do przejechania pięć okrążeń na jednym motocyklu. Po trzech przejazdach – wymiana opon. Średnia z sześciu najszybszych okrążeń decyduje o wyniku. Jedno superszybkie okrążenie nie przesądzi więc o zwycięstwie. Równie ważne w punktacji jest to, ilu motocyklistów osiągnęło swój najlepszy czas na danej maszynie. Na koniec wszyscy jeźdźcy oceniają każdy motocykl według jednolitego systemu punktacji. Dopiero te trzy elementy dadzą ocenę końcową, czyli być albo nie być w finale.

 JAPOŃSKIE SUPERBIKE’I 
  
Yamaha R1 awansowała do finału, mimo że wykazała co najwyżej przeciętne hamulce i średni feedback, ale za to zaimponowała poręcznością i silnikiem. Honda kolejny raz udowodniła, że dzika moc to nie wszystko. Tu bardziej liczy się wyważony sprzęt. Maszyny Kawasaki i Suzuki zasłużyły tylko na dalsze miejsca.
Miejsce 1 Yamaha YZF-R1
Czas*: 1.53,675 min
 
Miejsce 2 Honda CBR 1000 RR
Czas*: 1.53,983 min
 
Miejsce 3 Kawasaki ZX-10R
Czas*: 1.53,983 min
 
Miejsce 4 Suzuki GSX-R 1000
Czas*: 1.54,240 min
 
Miejsce 5 Suzuki GSX-R 750
Czas*: 1.54,406 min
 
* Średnia z sześciu najszybszych okrążeń

Jednak teraz liczą się tylko nieubłaganie uciekające setne sekundy. Żeby nie było za łatwo, również wśród jeźdźców trwa rywalizacja, bo tylko sześciu najszybszych pojedzie w finale. Randy Mamola ostentacyjnie wyciąga buteleczkę i na oczach wszystkich łyka syrop. Opowiada o cholernym przeziębieniu, które go dopadło. Nerwy? Asekuracja? Co by nie było, ściganci też ludzie.
Chorągiewka w dół, gaz w opór – czas zacząć zabawę. Żeby nie było chaosu, poszczególne maszyny startują w 20-sekundowych odstępach. Murek wokół toru jak magnes przyciąga mechaników, ludzi z obsługi i jeźdźców czekających na swoją kolej. Każdy z nich trzyma w rękach własny, wyciągnięty nie wiadomo skąd, stoper. Po co mierzą czasy? Nie wiadomo – przecież liczą się tylko oficjalne pomiary. Jeźdźcy mają pięć okrążeń na to, by wycisnąć maksa z motocykli i wykorzystywać wszystkie swoje umiejętności.


  „Jeszcze jeden taki burnout i bez schylania się przejdziesz pod taboretem”. Człowiek z Continentala i Chambon.  
 „ZX-6R jest tak samo ekscytujący i agresywny, jak ZX-10 „– Michael Neeves „Motorcycle News” Wielka Brytania

Wszystko idzie dobrze do pierwszej wymiany opon. Krótko po niej pierwszy alarm w boksach – ekipa Triumpha musi zakasać rękawy. Brazylijczyk padł ofiarą przyciągania ziemskiego, a Daytona pod nim spotkała się z hiszpańskim żwirem. Na szczęście, szkody nie są duże i sześćsetsiedemdziesiątkapiątka w mgnieniu oka dochodzi do pełni formy. Mechaników nie przerażają tego typu sytuacje – są naprawdę porządnie przygotowani i mają na składzie pełen zestaw niezbędnych elementów. W najgorszym przypadku drugi motocykl czeka tuż obok.

Przerwa trwa krótko, jednak to nie koniec problemów. Słońce używa tego dnia całej swej mocy, by roztopić asfalt w Jerez. Termometr pokazuje 30O w cieniu, ale to jeszcze nic – nawierzchnia toru ma 50O. To sprawia, że opony błyskawicznie rozgrzewają się na maksa. Spece od ogumienia pod koniec przejazdu mierzą 85O na tylnych kapciach. Więcej być nie może – to wartość graniczna.

 WŁOSKIE SUPERBIKE’I
 
W Masterbike liczy się wy- łącznie najlepszy czas okrążenia. Pierwsze miejsce zajęła MV Agusta, mimo że zarzucano jej zbyt wąski zakres graniczny. W zamian oferowała dobrze zestrojony widelec, bardzo dobre hamulce i agresywny, mocny silnik. Warto podkreślić, że i pozostała trójka to talenciaki.
Miejsce 1 MV Agusta F4 R312
Czas*: 1.53,767 min
 
Miejsce 2 Ducati 1098 S
Czas*: 1.54,250 min
 
Miejsce 3 Aprilia RSV 1000 R Factory
Czas*: 1.54,698 min
 
* Średnia z sześciu najszybszych okrążeń

Ludzie, którzy rano wisieli na murku ze stoperami, już dawno wycofali się do boksów i zaczęli oblegać lodówki z zimnymi napojami. Były mistrz świata klasy Supersport Stéphane Chambon myśli o czymś zupełnie innym niż o swoim pragnieniu. Ten facet najwyraźniej największą frajdę ma z jazdy. Zakręty pokonuje pięknym slajdem, przy akompaniamencie niemiłosiernie piszczącej opony. Trzycylindrowy Triumph gwarantuje niezłą dawkę ścigania. Wygrał w swojej klasie. To żadna niespodzianka – w zeszłym roku było tak samo. Ale teraz wygrana nie przyszła już tak łatwo. W czasie trwania Masterbike Manchester United zwycięża AC Milan w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów. „Czyli Anglia ma dwa powody, by świętować przez następne dni” – stwierdza z uśmiechem na twarzy Trevor Barton, projektant i twórca modeli w Triumphie.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij