Motocykl poleca:

Masterbike Enduro 2004

Poleć ten artykuł:

Master Enduro 2004 to pierwsze starcie maszyn off-roadowych przygotowanych na najbliższy sezon. Zorganizowano je tylko po to, aby sprawdzić jedno: prędkość. Który z nowych enduro najszybciej połyka metry w terenie? Witamy w Master Enduro 2004.
Zobacz całą galerię

To wydarzenie nie ma nic wspólnego ze zwyczajnym testem porównawczym. Master Enduro bije na głowę wszystko, co było dotychczas. Do walki przystąpiło 25 modeli z rocznika 2004. Był to więc prawdopodobnie największy test porównawczy motocykli terenowych na świecie. Jeżdżono na dwóch specjalnie przygotowanych do tego wydarzenia trasach. Do walki stanęło dziesięciu jeźdźców, reprezentujących czasopisma motocyklowe z całego świata. Znaleźli się wśród nich np. dziennikarze z Meksyku i Australii, ale także pochodzący z Finlandii były motocrossowy mistrz świata. Każdemu z nich przyświecał ten sam cel – zrobić wszystko, byle wykręcić najlepszy czas.

Nie mniej ważnymi uczestnikami Master Enduro byli bardzo liczni opiekunowie i pomocnicy ze strony producentów i importerów. Ich działka to utrzymanie maszyn w szczytowej formie przez trzy dni testowego maratonu. Nie można także pominąć profesjonalnego zespołu zajmującego się pomiarami czasu, obsługi hamowni i oficjalnego serwisu oponiarskiego firmy Bridgestone. Dla zapewnienia równych szans wszystkie motocykle wyposażono w opony tej firmy. Na przednim kole montowano opony typu M59, na tylnym – najnowszy model ED 662.



Ten megatest miał właściwie tylko jeden cel – wykazać, które enduro uzyska najlepszy czas okrążenia w warunkach bardzo zbliżonych do zawodów. Nad trasą enduro Talavera, około 150 km na południowy zachód od Madrytu, unosił się tego dnia zapach drzew eukaliptusowych i mokrej ziemi. Kiedy poranna mgła powoli podniosła się, mechanicy jeszcze raz sprawdzali motocykle. Na razie panował spokój, ale sytuacja miała się wkrótce zmienić. Można to było poznać po pełnych napięcia twarzach uczestników. W końcu, to nie było spotkanie towarzyskie. Producentom i importerom chodziło o wykazanie wyższości swoich produktów i zdobycie istotnych dla sprzedaży argumentów. Dla dziesięciu testerów sprawą honoru było pokazanie się z jak najlepszej strony. Trzej najszybsi mieli startować w prestiżowym finale na trzech najszybszych motocyklach i każdy z nich chciał oczywiście jak najlepiej reprezentować swoją redakcję. Zanim jednak miało to nastąpić, czekały ich dni wyczerpujących zmagań. W celu wprowadzenia jakiegoś porządku w masie motocykli, podzielono je na klasy. Pierwszą stanowiły dwusuwowe „125” i czterosuwowe „250”. Klasa średnia, a więc dwusuwy do 250 cm3 i czterosuwy do 450 cm3 spotkały się w kategorii II. Najsilniejszą ligę stanowiły dwusuwowe „300” i czterosuwy o pojemności ponad 450 cm3.


System rozgrywania Master Enduro był prosty i jednocześnie bezkompromisowy. Każdy kierowca mógł na każdym motocyklu przejechać tylko jedno okrążenie na każdej z obu tras. Miał więc tylko jedną szansę, aby uzyskać najlepszy czas na każdym motocyklu. Poślizg, dobranie złego toru jazdy – trudno, szanse na zwycięstwo przepadały. Tak jak na zawodach, liczył się każdy przejazd. Po każdym okrążeniu zamieniano się motocyklami, aż każdy pokonał na każdym motocyklu obydwie trasy. Znaczyło to, że każdy z kierowców jechał 48 razy przez około 3,5 minuty pełnym ogniem. Prawdziwe wyzwanie. Ostre zasady regulaminu wyraźnie faworyzowały motocykle nieskomplikowane, niewymagające od zawodnika długiego przyzwyczajania się. Bo przecież cała zabawa odbywała się na zasadzie: „wskakuj i rura”. Jedyne odstępstwo to dopasowywanie z grubsza ustawień dźwigni i kierownicy. Tak jak w klasycznych zawodach enduro, start odbywał się pojedynczo, w odstępach co 10 sekund. Dzięki temu każdy mógł utrzymywać indywidualne tempo i stopniowo zbliżać się na danej maszynie do granicy własnych możliwości. Testowy maraton krył także kilka niespodzianek. Jedną z nich był odcinek specjalny. Przebiegał zygzakiem przez koryto wyschniętej rzeczki, usiane kamieniami wielkości piłki ręcznej. Początkowo motocyklom z klas 1 i 3 utrudniały one uzyskanie dobrych wyników. Podczas pierwszego dnia jazdy warunki uległy poprawie, gdyż część kamieni została odrzucona. Świadczyły o tym uzyskane czasy. Oczywiście, nie obyło się bez zażartych dyskusji na temat stanu trasy.

W czasie krótkich przerw, gdy motocykliści trochę odpoczywali i posilali się, zmieniające się warunki jazdy na trasie były głównym tematem rozmów. W końcu chodziło o uzyskanie obiektywnych wyników testu. Ponieważ w czasie prawdziwych zawodów enduro warunki jazdy też nieraz zmieniają się radykalnie, a wszystkie motocykle danej grupy były na trasie mniej więcej równocześnie w odstępie kilku sekund, w końcu zgodzono się, że wyniki dla danej grupy są porównywalne.



Nie zakończyło to jednak dyskusji. W nocy spadł deszcz. Nastrój uczestników pogorszył się. Następnego dnia miała startować zyskująca na znaczeniu w lidze off-roadów klasa II. Okazało się jednak, że kamienie, które dzień wcześniej były tematem dnia, zniknęły pod mętną wodą i ważniejsze od walki o ułamki sekund stało się znalezienie najlepszego toru w rozmiękającym podłożu. Nic zatem dziwnego, że czasy uzyskane przez motocykle klasy średniej znacznie odbiegały od wykręconych poprzedniego dnia. Na tym kaprysy pogody nie skończyły się. Koło południa deszcz przestał padać. Zanim klasy 1 i 3 zdążyły wyjechać, pokazało się słońce. Zawodnicy i fotografowie ucieszyli się. Ich radości nie podzielali chronometrażyści. Wysychająca trasa stawała się coraz przyczepniejsza i uzyskiwano lepsze czasy. Czy w takiej sytuacji porównywanie miało jeszcze sens? Uzasadnione pytanie. Podczas gdy jedni wzruszali ramionami, inni zwracali uwagę, że wprawdzie trasa jest coraz bardziej przyczepna, ale i testerzy są coraz bardziej wyczerpani. W końcu każdy z nich przed południem zdążył zaliczyć 10 motocykli, jeżdżąc po dnie rzeczki, a na popołudnie zostało po 12 maszyn. O tym, że czterosuwowy TM EN 250 F odpadł z konkurencji z powodu awarii silnika wszyscy już zapomnieli.

Gdy krótko po zapadnięciu zmroku zakończono ostatni kurs, zwycięzcy klas 1 i 3 byli już znani. W tym celu sumowano najlepszy czas na odcinku specjalnym z najlepszym czasem na trasie cross-country, niezależnie od kierowcy. W ten sposób najlepsza w klasie małych pojemności została Honda CR 125 R. W klasie siłaczy pierwsze miejsce zdobył KTM 525 EXC Racing.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij