Motocykl poleca:

Masterbike Motocross 2005

Poleć ten artykuł:

Nie tylko piękne dziewczyny i puchary mobilizowały zawodników i producentów podczas Masterbike Motocross, ale też tytuł najlepszej maszyny motocrossowej na świecie w 2005 roku. Było o co walczyć.
Zobacz całą galerię

Następny dzień po zakończeniu Masterbike Enduro zaczął się stanowczo za szybko. Niczym ciężkie czołgi powoli przymierzaliśmy się do Masterbike Motocross 2005. Wieczorem popadało w sam raz tyle, żeby tor był w idealnym stanie. Mieliśmy trzy dni na wyrobienie sobie opinii o 30 maszynach, które poddały się sprawdzianowi. Wydawało się, że czasu będzie aż nadto.

Ponieważ w stawce zabrakło Suzuki RM-Z 450, niektórzy popuścili wodze fantazji i zaczęli coś bąkać o trudnościach z produkcją. Według jednych rzecz polegała na zbyt wąskim przekroju ramy, inni upierali się, że problem leży w kłopotach z jakością produkcji. Było to interesujące i z tego powodu, że również „450” Kawasaki rzekomo ma problemy z ramą. Szybko okazało się, że z Suzuki nie jest tak źle, bo sprzedaż RM-Z rozpocznie się w styczniu 2005 r. Co do Kawasaki zaś, trzeba będzie czekać aż do końca 2005 roku. Jeszcze nam czegoś brakowało w stawce czterosuwów: była to „250” KTM, która już zaznaczyła swoją obecność w mistrzostwach świata, ale z jej produkcją pomarańczowi także mają problemy. Firma obiecuje, że da sobie z nimi radę na początku 2005 roku.




Sposób przeprowadzenia Masterbike Motocross był taki sam, jak w poprzednich latach: jedno okrążenie próbne, potem jedno lub dwa okrążenia z pomiarem czasu. Licząc po dwie minuty na okrążenie, test nie powinien trwać dłużej niż dwie godziny, a więc na zdjęcia nie mogło zabraknąć czasu. Fotografowie nie mieli więc powodu do narzekań.

13 motocykli w kategorii najmniejszych oznaczało prawie pełną reprezentację producentów, co jest wydarzeniem wyjątkowym. W poprzednich latach zdarzało się, że producenci obrażali się z powodu warunków przeprowadzania testów, które miały rzekomo preferować jednych i stawiać na z góry przegranej pozycji innych. Cóż, jak mówi przysłowie – złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy.

W tym roku nie było Husaberga. Ale jakby na osłodę pojawiła się nowa generacja maszyn Husqvarny. Krążyły słuchy, że ze względu na słabe wyniki finansowe Husaberg, należący do koncernu KTM, ma być sprzedany. Husqvarna zaś – dzięki maszynie supermoto – znowu poprawiła swoją pozycję rynkową. Podobnie trudne położenie jak firma szwedzko- -austriacka ma włoska marka TM. I ona walczy o przetrwanie. Nie ma chyba odważnego, który postawiłby jakieś większe pieniądze, że wygra tę walkę.



W opinii jeźdźców testowych prawie jednogłośnie najwięcej pochwał zdobyły zmodernizowany KX 250 F, CRF 250, a także YZ 250 F. Niespodziewanie przychylnie przyjęto również Yamahę 125 i Kawasaki. Obie firmy doszły zapewne do wniosku, że wprawdzie czterosuwy są łatwiejsze w obsłudze, ale przecież nie są niepokonane. Dlatego znowu zainwestowały w dwusuwy. Na ich korzyść przemawia mniejsza masa i niższe ceny części. Najwięcej zmieniło się w dwóch wcześniej wymienionych markach – Yamaha otrzymała aluminiową ramę, Kawasaki natomiast nowy blok silnika, zmienioną geometrię ramy, a także nowe tylne zawieszenie.

W kategorii MX1 było najwięcej kandydatów do zwycięstwa. Niezłe okazały się tu czterosuwowa „450” KTM-a, dwusuwy Yamahy i Kawasaki oraz oczywiście wieczny faworyt – Honda. Odnotowano też modernizację YZ 450, którą obecnie, dzięki przekonstruowanej ramie, jeździ się o wiele łatwej. W kategorii dużych motocykli próbie poddały się tylko trzy maszyny. Miłą niespodzianką było pojawienie się Husqvarny TC 510.

W tak dużym teście bardzo ważnym elementem przedsięwzięcia są jeźdźcy, więc kilka słów o nich i ich kłopotach. Niechlubny tytuł rekordzisty pod względem liczby upadków przypadł Meksykaninowi José Luisowi Mattazedonii. Uzyskane przez niego czasy pomińmy litościwym milczeniem. Na wszystkich motocyklach byłem szybszy średnio o 2 sekundy od jadącego za mną Mattiasa Nilssona, on z kolei o tyle samo wyprzedzał goniącego go Thierry’ego Godfroida.



Walcząc zaciekle o ułamki sekund i bacznie podpatrując konkurentów, aby wykorzystać ich potknięcia dotarliśmy do końca sprawdzianu. Podczas uroczystej kolacji na zakończenie megatestu ogłoszono, że najlepszy czas wszyscy zawodnicy osiągnęli na CRF 450. Był prawie o dwie sekundy lepszy, niż na pozostałych motocyklach występujących w tej kategorii. W stawce motocykli dużych triumfował KTM 525, na którym wykręcaliśmy czasy również o około 2 sekundy lepsze niż na pozostałych. Wśród małych przodował YZ 250 F. Ostatniego dnia rano przyszła kolej na rozgrywkę finałową.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij