Motocykl poleca:

MonoTracer MTE-150 - test

Poleć ten artykuł:

Kto wsiada do MTE-150, powinien przejść szkolenie dla pilotów myśliwców plus kurs elektryka. W nagrodę czeka go teleportacja w elektrycznej kapsule.
mono-tracer-mte-150-2011-02.jpg Zobacz całą galerię

Jest jedna rzecz, przy której zazwyczaj spokojny Roger Riedener wpada w prawdziwą furię. Wtedy mówi szybciej i głośniej, gestykuluje i prawie zapomina o kierowaniu pojazdem. „Po dziurki w nosie mam bycia częścią pokazu dziwolągów! Czuję się jak przed laty w cyrku, w którym pokazywano kobietę z trzema cyckami. Wszyscy wlepiali w nią swoje ciekawskie gały”.

Kto towarzyszył Riedenerowi oraz jego mydelniczce podczas jazdy, zrozumie, co 57-letni szef „MonoTracer of Switzerland” miał na myśli. Oczywiście Roger rozumie też gapiów, wpatrujących się jak sroka w kość, gdy żółta mydelniczka z cichym bzyczeniem przejeżdża obok nich. Podczas zatrzymywania błyskawicznie wysuwają się boczne kółka i bezszelestnie otwierają się drzwi. Wtedy w najlepszym wypadku spodziewasz się spotkania z E.T., w najgorszym zaś ataku wściekłych Marsjan rodem z kreskówek o króliku Bugsie. Ku twojemu zaskoczeniu z wnętrza wynurza się mały, sympatyczny gość w adidasach, szortach i czapeczce baseballowej.

Pojazd przyszłości?
Kiedy cała reszta świata widzi w MonoTracerach i ich właścicielach ekscentrycznych pasjonatów dwóch kółek, mających wypchane pieniędzmi portfele i skłonność do dziwactwa, dla Riedenera jest to pojazd przyszłości. „Przy takiej samej prędkości zawsze zajedziemy dwa razy dalej, bo nasz pojazd jest oszczędny. Co najmniej dwa razy!” – zapewnia.

Zasięg, osiągi, dynamika – to są pojęcia, wokół których kręci się monotracerowy świat Riedenera. Właściwie to nie on jest konstruktorem, lecz Arnold Wagner – założyciel firmy produkującej Ecomobile. Już pod koniec lat osiemdziesiątych zbudował pierwszy prototyp (wtedy z silnikiem pochodzącym z BMW K 100), wyjechał nim na ulicę i ominął wszystkie przeszkody stojące na drodze do knajpy. Życiowe motto Rogera brzmi: „Jak najszybciej, jak najdalej i jak najmniejszym kosztem energii”. Nigdy natomiast nie przypuszczał, że po 25 latach właśnie ten temat, z powodu ciągle zbyt małej pojemności i wydajności akumulatorów, będzie głównym punktem podczas dyskusji poświęconej napędowi elektrycznemu.

Ale skąd Riedener czerpie tak nieograniczone zaufanie w możliwości swojego pojazdu? W MonoTracerze wartość współczynnika oporu powietrza cw = 0,19, pomnożona przez powierzchnię czołową wynoszącą 0,99 m2, wynosi 0,19 i znacznie przewyższa wyśmienitą pod tym względem Suzuki Hayabusę ( cw x powierzchnia = 0,30). W połączeniu z typowym dla jednośladu niewielkim oporem toczenia ta wartość jest olbrzymim atutem w walce o oszczędności. W dużej mierze świadczy o tym zdobycie w USA nagrody Automotive X Prize w trwających ponad trzy miesiące zawodach, podczas których w warunkach typowych dla codziennej jazdy (jazda stop-and-go, jazda bocznymi drogami i autostradami itp.) wygrywają pojazdy najlepiej wykorzystujące energię. Obowiązuje tam jednostka pomiaru MPGe (Miles Per Gallon Gasoline equivalent), czyli zasięg w milach pokonany na jednym galonie paliwa. MonoTracer uzyskał wartość 205,3 MPGe (co odpowiada zużyciu 1,14 litra na 100 kilometrów). Był to rezultat znacznie lepszy od wyników uzyskanych przez wszystkich zwycięzców w pozostałych klasach (pojazd dwuosobowy: 102,5 MPGe, dwumiejscowy side-by- -side: 187,5 MPGe). Riedener zabrał do Szwajcarii nagrodę w wysokości 2,5 miliona dolarów oraz pewność, że jest na dobrej drodze do osiągnięcia komercyjnego sukcesu.

   
Pokaz dziwolągów? Roger Riedener (z  przodu) 2011/10 wyjaśnia, jak obsługuje się MonoTracera. Nowe horyzonty? Z kabiny MonoTracera tor w Brnie wygląda całkiem inaczej.

Pędząca mydelniczka
Patrząc na parametry MTE-150, nie sposób się z tym nie zgodzić. Zaprojektowany przez amerykańską firmę AC Propulsion, chłodzony powietrzem czteropolowy silnik indukcyjny dostarcza moc 204 KM, do tego imponujące 220 Nm momentu obrotowego dostępnych już od obrotów zerowych aż do 5000 obr/min. Dzięki temu ważący 530 kilogramów MonoTracer przyspiesza od zera do 100 km/h w 4,5 sekundy, a po dziesięciu sekundach na prędkościomierzu pojawia się 200 km/h. Przy 240 km/h następuje odcięcie. Jeszcze większe wrażenie robi elastyczność. Od 60 do 100 km/h bike przyspiesza w czasie krótszym niż dwie sekundy, od 100 do 140 km/h poniżej 2,5 sekundy. Te wartości zostawiają daleko w tyle każdego testowanego przez nas kiedykolwiek big bike’a. Przy stałej prędkości 120 km/h ta pędząca mydelniczka ma zużywać zaledwie siedem kilowatogodzin energii elektrycznej, co przy wydajności akumulatora wynoszącej 21 kWh daje teoretyczny zasięg 360 kilometrów. Potem wystarczy doładować akumulator za pomocą ładowarki podłączanej do zwykłego gniazdka elektrycznego, co zajmie około sześciu godzin.

Przy takich osiągach nie dziwi fakt, że do prezentacji swojego MonoTracera oraz do szkolenia klientów Riedener nie wybrał pierwszego lepszego placu przed supermarketem, lecz tor wyścigowy w Brnie. Bo gdzie indziej można cieszyć się ogromnymi złożeniami w zakrętach (52 stopnie), jak nie na płynnych, długich łukach, na których MonoTracer pokazuje swoje pazury?

Najmłodszy i zarazem najmocniejszy prototyp Riedenera osiąga aż 272 KM (200 kW). Teoretycznie wystarcza to do osiągnięcia prędkości około 370 km/h, a wydajność akumulatora pozwala na ostrą jazdę przez zaledwie sześć minut. Nawet na torze klasy MotoGP jest to bardzo dużo, zwłaszcza że taka charakterystyka jednośladu jest czymś zupełnie nowym.

    
Uwaga, wysokie napięcie! Na dole  umieszczono silnik elektryczny z układem przeniesienia napędu pochodzącymz BMW K 100. Powyżej trzy z pięciu pakietów  akumulatorów. Na samej górze sterownik silnika.

Bezszelestnie, już od startu, silnik katapultuje pojazd z ogromną mocą. Jedynie narastający szum kół oraz siła, z jaką jestem wciskany w fotel, świadczą o potędze silnika. Na pierwszych, próbnych okrążeniach pojazdu w wersji MTI, czyli z silnikiem spalinowym o pojemności 1200 cm3, pochodzącym z BMW K 1200 LT, o dynamice jazdy świadczył nie tylko wzrost prędkości obrotowej, ale przede wszystkim konieczność zmiany biegu. W wersji elektrycznej prędkość Mono- Tracera sygnalizowało szalone tempo, z jakim zbliżał się kolejny zakręt. Wtedy jedynym ratunkiem przed glebą było mocne wciśnięcie prawą nogą pedału zintegrowanego systemu hamulcowego. Rozłożenie masy, powodujące większe obciążenie tylnego koła, sprawia, że udaje się bezpiecznie wyhamować maszynę.

Tagi: MonoTracer | MTE-150

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij