Motocykl poleca:

Moto Guzzi Norge 1200

Poleć ten artykuł:

Norwegia kojarzy się z fiordami, zimnem, nocą polarną i Polakami zbierającymi borówki. A przede wszystkim ze złośliwymi trollami. Norge – tak Moto Guzzi nazwało swojego turystyka. Postanowiliśmy sprawdzić, czy da radę w polowaniu na trolle.
Zobacz całą galerię


Włoskim pionierem w temacie tropienia trolli był Giuseppe Guzzi, brat właściciela fabryki, który w 1928 roku dojechał za koło podbiegunowe na GT Norge 500. W Mandello del Lario od 2004 roku, kiedy Piaggio sypnęło kasą, wre praca nad nowymi modelami. W 2006 r. światło dzienne ujrzał Norge – pierwsza od lat maszyna turystyczna pełną gębą.

Nie da się ukryć, że Norge jest bliskim krewnym Brevy – rama, jednoramienny wahacz, zawieszenia, zbiornik paliwa oraz kanapa są takie same. Zestrojenie zawieszeń musiało ulec zmianie ze względu na większą masę. Jednak najbardziej rzucają się w oczy kufry oraz zgrabne owiewki. Te ostatnie, mimo że są dość wąskie, całkiem nieźle chronią jeźdźca. Szyba ma regulację wysokości w zakresie 40 mm, ale zapomnij o elektrycznym pstryczku – tutaj zostają pokrętła. Pozycja za sterami, jak na turystyka przystało, jest w porzo. Kierownica wygodnie leży w dłoniach, kolana są ugięte pod rozsądnym kątem. Również pasażer nie ma powodów do narzekań.






Jeździec może się cieszyć zaskakującą poręcznością – długo nie mogłem uwierzyć, że Norge waży z płynami aż 275 kg. W czasie jazdy w ogóle tego nie czuć. Kiedy zdejmiesz boczne kufry, Gutek również w mieście czuje się jak ryba w wodzie. Włosi odwalili kawał dobrej roboty w temacie zestrojenia podwozia. Można regulować napięcie wstępne sprężyn widelca, amortyzator oprócz tego ma regulację tłumienia odbicia. Motocykl jedzie jak po sznurku. Nie wytrącają go z równowagi ani koleiny, ani żadne inne tarki. Jedynie szybko po sobie następujące poprzeczne nierówności wprowadzają nerwowość. Poza tym wszystko jest na tip-top. Również pod względem jazdy po winklach Gutek nie ma się czego wstydzić. Pod jednym warunkiem – centralną podstawkę trzeba zostawić na półce w garażu. Ten zabieg przyda się szczególnie w lewych winklach, bo z tej strony bardzo wcześnie przycierała ona o asfalt. Bez niej swoboda pochyleń jest znacznie większa. Dzięki dobrej poręczności po każdym kolejnym zakręcie motocyklista szczerzy się coraz bardziej.




Nie bez znaczenia są tutaj neutralne i poręczne opony Metzeler Roadtec Z6 oraz niewielka reakcja na zmianę obciążenia, podobnie jak reakcja wału napędowego. Hamulce Brembo nie są jednopalcowe – wymagają użycia sporej siły, na szczęście dają się precyzyjnie dozować i są dość skuteczne. Z tyłu z tarczą o średnicy 282 mm współpracuje dwutłoczkowy zacisk – to zgrany duet.

W stalowej ramie pracuje tradycyjny dla Gutka, chłodzony powietrzem, poprzeczny V2 90O. Jak na wymagania XXI stulecia przystało, za dostarczanie mieszanki odpowiada wtrysk paliwa Magneti Marelli. W porównaniu z Griso czy z Brevą, o 3 mm zwiększono średnicę tłoków, a o 1,2 mm ich skok – w rezultacie pojemność skokowa wzrosła do 1151 cm3. Oprócz tego zmieniono pompę i zmodyfikowano obieg oleju. Chodziło o zapewnienie lepszego chłodzenia. Na wolnych obrotach silnik rusza końcówkami kierownicy tam i z powrotem, a każde dodanie gazu przechyla maszynę na prawo. To sprawka wirującego wzdłuż wału korbowego. Oprócz tego przyzwyczajeni do „japończyków” zdziwią się grzechotaniem suchego sprzęgła. Skrzynia jest dość precyzyjna, ale trzask towarzyszy zapięciu każdego z sześciu biegów.





Silnik znakomicie reaguje na gaz, ale powiedzmy to, żeby uniknąć nieporozumień – Norge nie jest dragsterem. Tym bardziej że z obiecanych 93 KM do tylnego koła docierają tylko 82 (przy 7700 obr/ min). Sytuację nieco ratuje krzywa momentu obrotowego (jak w silniku elektrycznym), chociaż zmierzyliśmy 90 Nm. To o 10 Nm mniej niż obiecuje producent. Tyle suchych danych. Rzeczywistość jest bardziej przychylna dla Norge’a. Co prawda nie ma strasznego kopa, ale można nim szybko i sprawnie podróżować. Silnik nie lubi wysokich obrotów – wibruje wtedy jak szalony. Tuż przed odcięciem mruga czerwona kontrolka – to znak, że trzeba zapiąć wyższy bieg. Przy 8000 obr/min do akcji wkracza odcięcie. 198 km/h to maksymalna prędkość, jaką mu zmierzyliśmy. W czasie dalszych wyjazdów trochę we znaki dają się „good vibrations”. Powyżej 5000 obr/min V-twin produkuje takie wibracje, że jeśli w lusterkach widzisz dwa światła, oznacza to, że na plecach siedzi ci katamaran. Ale czy to taksówkarz, czy właśnie grasz główną rolę w policyjnym filmie – tego nie wiesz.

Cieszy zużycie paliwa – zbiornik o pojemności 23 l i zużycie 5,6 l/100 km zapewnia około 400 km między tankowaniami. W mieście nie jest już tak różowo, ale spalanie mieści się w 7 litrach.

Na takim sprzęcie śmiało można ruszać za koło podbiegunowe w poszukiwaniu tropów trolla.

Tagi:

Oceń artykuł:

2.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij