Motocykl poleca:

Moto Guzzi Stelvio

Poleć ten artykuł:

Stelvio ma być dla Moto Guzzi biletem powrotnym do segmentu dużych turystycznych enduro.
Zobacz całą galerię

Jestem w siedzibie Moto Guzzi w Mandello del Lario. Widoczność ledwie na 50 metrów i 2 OC na plusie, słowem – pogoda pod psem. Stelvio wita nas, prężąc się dumnie. I ma po temu powody, bo to całkiem ładny motocykl. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to że ludzie z Moto Guzzi nie oszczędzali, budując Stelvio – przewody hamulcowe w stalowych oplotach, hydrauliczne sprzęgło, regulowane obie klamki, aluminiowa kierownica, jednoramienny wahacz, wielofunkcyjny display w kokpicie, promieniowe zaciski 4-tłoczkowe, zintegrowany uchwyt na kufry, szyba o regulowanej wysokości, anodowane na czarno, aluminiowe felgi i napęd wałem. Źródłem napędu jest 8-zaworowy silnik V2 z Griso 8V, którego maksymalną moc nieco obniżono, aby uzyskać lepszą charakterystykę.

Na biegu jałowym Stelvio charakterystycznie wibruje. Dodaniu gazu towarzyszy donośny gang z ogromnego aluminiowego tłumika. Miły hałas, który wydobywa się również podczas jazdy, pobudza zmysły. Podczas wrzucania pierwszego biegu stopa niechcąco trafia na wystającą nakrętkę bocznej podstawki. Cóż, nobody’s perfect... Obsługa sprzęgła wymaga użycia całej dłoni, nie ma mowy o naciskaniu dwoma palcami. Twardziele zaliczą to jako trening przedramienia.






Odległości między siedzeniem, rączkami kierownicy a podnóżkami zapewniają wygodną pozycję. Tapicerka jest OK, a wysokość siodła można ustawić na 840 lub 860 mm. Mimo to, długonodzy bikerzy mogą obijać kolanami cylindry, niżsi zaś walczyć z wysokością siodła lub dziwić się szerokości kierownicy – aluminiowy gryf ma bowiem metr z ogonkiem. Niemniej wszyscy jeźdźcy mieszczący się w granicach 160-190 cm nie mają powodów do obaw. Zroszony deszczem wizjer, wilgotne rękawiczki, zimne stopy – niezbyt sprzyjające okoliczności jak na pierwszą randkę. Na szczęście Stelvio wzbudza zaufanie już po pierwszych metrach na śliskim asfalcie. Jest to zasługa wielu rzeczy: dokładnie i stosunkowo lekko wchodzących biegów, niezauważalnie pracującego wału napędowego, zapewniających dobre wyczucie asfaltu opon Pirelli Scorpion Sync, które dostał testowany sprzęt, dobrze dozowalnych hamulców oraz lekkiego i neutralnego zachowania w łukach. Do tego sprężyście zestrojone zawieszenia. Zarówno widelec Marzocchi, jak i amortyzator Boge dysponują pełną regulacją i w każdej sytuacji stabilnie utrzymują na kursie ważące z płynami około 230 kg turystyczne enduro.

Jednak mimo udanego zestrojenia zawieszeń, przyjemność jest z jazdy nie jest pełna (przynajmniej jeśli chodzi o testowany egzemplarz). Po pierwsze – 1200-centymetrowy silnik nie grzeszy kulturą. Od obrotów na luzie do około 3500 obr/min faktycznie czuje się jego potęgę. Potem jest gorzej: silnik wpada w depresję, która trzyma go do 5500 obr/min. Wygląda to trochę tak, jakby system kontroli trakcji kasował moc. Na szczęście powyżej wraca do formy i wręcz eksploduje, pędząc aż do czerwonego pola, które zaczyna się przy 8000 obr/min.

Silnik, pochodzący z Griso, w Stelvio skonfigurowano tak, aby poprawić przebieg krzywej momentu obrotowego na niskich i średnich obrotach. Niestety, rzecz nie w pełni się udała. I to jest drugi powód do narzekań na silnik.

Guzzi chce początkowo sprzedawać na całym świecie 2000 egzemplarzy rocznie. Biorąc pod uwagę dobre wykonanie i właściwości turystyczne – jest to możliwe, zwłaszcza że Stelvio ma urzekający gang widlastej dwójki. Jeśli jednak silnik nie zostanie właściwie zestrojony, nowe enduro czeka trudny start.

Tagi:

Oceń artykuł:

--

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij