Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Moto Morini Corsaro

Większość motocyklistów kojarzy Moto Morini jako drugą firmę z Bolonii, cień Ducati. W latach 70. zbudowała kilka świetnych „350” i to wszystko. Morini właśnie wchodzi na rynek z wypasionym gołym muscle bike’em. Nazwano go Corsaro (wł. pirat). Ma – tak jak piraci – najpierw złupić, a potem utopić konkurentów.

Corsaro to duży V-twin o pojemności 1187 cm3 plus kratownicowa rama stalowa. Podwójny reflektor i agresywna linia to najważniejsze elementy jego stylu. Moc maksymalna 140 KM, rozwijana przez ośmiozaworowy silnik DOHC, może oznaczać poważne kłopoty np. dla Ducati Monstera. Ta potężna jednostka napędowa została skonstruowana i dopieszczona przez współwłaściciela Moto Morini, firmę silnikową Franco Moriniego.

Postawienie przez Moto Morini na taki, a nie inny silnik może wyglądać na kradzież pomysłu słynnego sąsiada, niemniej była to przemyślana decyzja. Pomijając naturalne zalety (np. moment obrotowy i charakterystyka), do tradycji Morini należą właśnie dwucylindrowce w układzie V. Silnik Corsaro zaprojektował Franco Lambertini, ten sam, który przed 30 laty skonstruował jednostkę modelu 3 1/2 Sport. Wprowadził on do zasilanego wtryskiem silnika Corsaro wiele nowych pomysłów. Ośmiozaworowiec ma cylindry rozstawione pod kątem 87O zamiast typowych 90O. Dzięki temu jest o 25 mm krótszy od porównywalnej jednostki o kącie rozwarcia 90O, ale nie wymaga jeszcze stosowania wałka wyrównoważającego. Silnik zyskuje na sztywności dzięki odlaniu cylindrów wspólnie ze skrzynią korbową. Przypomina to rozwiązania stosowane w niektórych japońskich czterocylindrowcach, ale jest nietypowe dla dwucylindrowych V. Krótkoskokowy silnik z tłokami o olbrzymiej średnicy 107 mm umożliwia osiąganie dużych obrotów. Dowód, że wszystko działa jak należy, znaleźliśmy na hamowni. Silnik osiąga moc maksymalną 140 KM przy 8500 obr/min – tyle samo, co supersporty Aprilii i Ducati oraz wyraźnie więcej niż Monster S4R.


Podobnie imponujące jak parametry silnika są właściwości podwozia. Kratownicowa rama stalowa współpracuje z w pełni regulowanym widelcem Marzocchi o 50-milimetrowych goleniach, stosowanym także w Benelli TnT i w MV Brutale. Tylny amortyzator marki Sachs jest również w pełni regulowany. Z masywnym, lakierowanym na czarno, wykonanym z aluminium wahaczem został on połączony przez progresywny mechanizm dźwigniowy. Przednie koło opóźniają dwie tarcze o średnicy 320 mm z czterotłoczkowymi zaciskami produkcji Brembo. Ten sam producent dostarcza sześcioszprychowych kół odlanych z lekkiego stopu, obutych w opony Pirelli Diablo. Mała owiewka nad podwójnym reflektorem przypomina tę ze Speed Triple’a.

Jak na standardy naked bike’ów, ergonomia motocykla wykazuje dużą domieszkę sportu. Podnóżki cofnięto daleko, a kanap ę umieszczono na dość dużej wysokości 830 mm. Jeździec przyjmuje pozycję lekko pochyloną do przodu.

 
Gdy naciśniesz rozrusznik, elektronika jakby chwilę myśli, jak ma się zachować, i dopiero potem silnik zaczyna dudnić. Robi wrażenie agresywnego i rwącego się do akcji. Od pierwszej chwili jest jasne, że ten V-twin to dziki i mocarny silnik. Już przy lekkim dotknięciu rączki gazu szybko wchodzi na obroty. Spaliny uchodzą przez dwa duże, uniesione do góry stożkowe tłumiki. Jak na silnik spełniający wymagania normy Euro 3, dźwięk jest bardzo gardłowy. Moc oddaje łagodnie na niskich, dobrze na średnich i odlotowo na wysokich obrotach.

Pomylenie Corsaro z roadsterem wydaje się niemożliwe. Pirat bowiem to maszyna, którą zbudowano po to, aby motocyklista jej dosiadający cieszył się życiem. Moment obrotowy wynosi 123 Nm przy 6500 obr/min. Corsaro lubi być rozkręcany do czerwonego pola 9500 obr/min. Solidnie osadzony silnik, który wykorzystano jako element nośny, pracuje zadziwiająco spokojnie. Przy wyższych obrotach poczujesz mrowienie dochodzące z podnóżków, ale nie jest ono na tyle silne, aby zmusiło cię do obniżenia obrotów. Za owiewką naprawdę mocno zaczyna wiać od 150 km/h, ale masz wystarczająco dużo miejsca, aby się skulić, gdy wskazówka na prędkościomierzu podąża w kierunku prędkości maksymalnej przekraczającej 250 km/h.

No tak, ale nowy motocykl nie może być idealny. Myślę np. o zbyt gwałtownym oddawaniu mocy na niskich obrotach. Przy przyspieszaniu występowało lekkie szarpanie, jednak nie na tyle silne, by utrudniać jazdę. Zapewne drobne braki w dostrojeniu układu wtrysku paliwa zostaną szybko wyeliminowane.

back in bussiness
 Historia Morini zaczęła się w latach 20., gdy motocykle pod nazwą MM konstruowane i dosiadane przez Alfonso Moriniego i Mario Mazzetiego brały udział w wyścigach. W 1960 roku firma wypuściła pierwszego Corsaro, jednocylindrową „125”. W latach 60. zbudowano ok. 10 000 różnych wariantów Corsaro, m.in. Corsaro Veloce i Corsaro GT (125 i 150 cm3). Istniały także ciesząca się powodzeniem maszyna terenowa o nazwie Regolarita i szosowe Country. Po śmierci Alfonso Moriniego w roku 1969, firmę przejęła jego córka Gabrielle. Motocykliści zawdzięczają jej modele 3 1/2 Sport i Strada. Młody inżynier Lambertini skonstruował do nich nowatorski silnik o pojemności 344 cm3. Był to V2 o kącie rozwarcia cylindrów 72O, z komorą spalania w tłoku, wałkami rozrządu w głowicy, elektronicznym zapłonem i sześciobiegową skrzynią. W 1987 roku firma została wykupiona przez Cagivę. Wkrótce potem Morini pojawił się na krótko na rynku z Dartem 350, jednak później marka podupadała, aż do roku 1996, gdy została sprzedana, razem z Ducati, amerykańskiej firmie inwestycyjnej Texas Pacific. Ta wkrótce sprzedała nazwę firmie silnikowej założonej w 1957 roku przez Franco Moriniego, siostrzeńca Alfonso. Come back zaczął się w 2003 roku, gdy bracia Gianni, Luigi i Guido Berti kupili połowę udziałów. Moto Morini jest obecnie wspólną własnością Bertich i Franco Moriniego.

Morini planuje wypuszczenie w tym roku 1000 sztuk Corsaro i pracuje nad dalszymi modelami. Zapowiadany jako tańszy naked bike 1000 cm3 zostanie przedstawiony w listopadzie, na targach w Mediolanie. Do produkcji wejdzie na początku przyszłego roku. Berti planują opracować pięć modeli i zwiększyć produkcję do 5000 sztuk rocznie.



W ważącym 198 kg bez płynów naked bike’u o takiej mocy stabilność przy dużych prędkościach ma kapitalne znaczenie. Corsaro wykazuje stabilność skały. Nie miałem okazji sprawdzić jego zachowania przy maksymalnych prędkościach na autostradzie, bo na przeszkodzie stanęła potężna burza. Ala zanim lunęło, podwozie zdążyło mi zaimponować. Nie najlepiej zestrojony silnik powodował, że często przy przyspieszaniu na wyjściu z najostrzejszych zakrętów przednie koło było całkowicie odciążone. Jednak nawet w takich sytuacjach Morini rzadko szarpał kierownicą, a jeżeli już to zrobił, uspokojenie przychodziło błyskawicznie.

Czterotłoczkowe Brembo zapewnia odpowiednie wyczucie siły hamowania. Mocną stroną okazały się też zawieszenia. Przed jazdami testowymi uprzedzono nas, że tłumiki Termignoni przedprodukcyjnej maszyny są większe od standardowych i ograniczają prześwit w pochyleniu. I rzeczywiście, tłumiki ocierały z obu stron. Zapewniono nas, że w seryjnych Corsaro problem zniknie. Inna drobna usterka: jeden z jeźdźców przypalił sobie prawy but o dolną część rury wydechowej. Uspokojono nas, że i tu wszystko będzie OK.

Jeżeli – jak wielu – klniesz, że Corsaro = kasa-gigant, daj na luz. We Włoszech ma kosztować ok. 12 000 euro.


zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Większość motocyklistów kojarzy Moto Morini jako drugą firmę z Bolonii, cień Ducati. W latach 70. zbudowała kilka świetnych „350” i to wszystko. Morini właśnie wchodzi na rynek z wypasionym gołym muscle bike’em. Nazwano go Corsaro (wł. pirat). Ma – tak jak piraci – najpierw złupić, a potem utopić konkurentów.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 05:31:07
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij