Motocykl poleca:

Motocykl używany: Suzuki GSX-R 1000

Poleć ten artykuł:

Odkąd powstał, litrowy gixer jest sztandarowym przecinakiem Suzuki. Miał zawładnąć torem wyścigowym i wielokrotnie udało mu się to w Endurance. Ale GSX-R 1000 nadaje się też do codziennej jazdy.  

SUZUKI GSX-R 1000 (2005) Zobacz całą galerię

Suzuki mocno się przykładało zarówno do projektowania, jak i do produkcji GSX-R-a 1000. Dlatego już pierwsza wersja – K1 – która w salonach pojawiła się w 2001 roku, była udana i trwała. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że od początku cieszyła się dużą popularnością. To właśnie na tej maszynie nasz team POLand POSITION przejechał wiele wyścigów w MŚ Endurance.

W pierwszym dziesięcioleciu istnienia GSX-R 1000 był modyfikowany co dwa lata. Właściwie każdy kolejny GSX-R 1000, który zjeżdżał z taśmy produkcyjnej, na tyle mocno różnił się od poprzedniego, że można go uznać za nowy motocykl. Wzięliśmy pod lupę wersję K5, która światło dzienne ujrzała w 2005 r. Na początek o jej wadach fabrycznych. Okazało się, że w wersjach K5 i K6 (2006 rok) mogą pękać ramy pod główką. Działo się to, jeśli sprzęt był używany do stuntu. Jeśli dużo jeździł na gumie, rama była mocno obciążana, gdy koło opadało na ziemię, a także przy uderzeniach przodem (bez zgięcia przedniego zawieszenia).

Sprawa była dla producenta o tyle kłopotliwa, że motocykl określano jako nadający się do normalnej jazdy, ale także do latania po torze oraz do innych odpałów. W końcu firma wydała dość mętny komunikat: „Nadmierne poderwanie przedniego koła lub inne wyczyny kaskaderskie są lekkomyślne i nie do zaakceptowania, jak również niezgodne z przepisami, gdy ma to miejsce na drogach publicznych. W przypadku pęknięcia ramy w ekstremalnych warunkach eksploatacji tego typu może dojść do wypadku”. Ale jednocześnie ogłoszono nieobowiązkową akcję serwisową wzmacniania ram. W Polsce wzmocnienia zainstalowano w 65 sztukach.

Testowana przez nas K-piątka dostała mocno w kość, mimo to takie pęknięcie nie wystąpiło, niemniej zawsze warto sprawdzić ramę pod główką w tej wersji.

Nasz motocykl testowy w 24 miesiące przejechał 50 000 km w bardzo różnych warunkach, był kilkakrotnie na torze wyścigowym, zaliczył też dwie zimy. Jeśli przymierzasz się do jeżdżonego przez cały rok GSX-R-a 1000, sprawdź luzy w łożyskach tylnego koła. Za duże luzy mogą powstać na skutek częstego traktowania motocykla myjką ciśnieniową.

Jedyna zaskakująca awaria naszego długodystansowego sprzęta to konieczność dwukrotnej wymiany łożysk w główce ramy. W serwisie twierdzono, że z czymś takim spotykają się po raz pierwszy. Nieco przedwcześnie zużyło się sprzęgło, ale to można złożyć na karb częstych wizyt na hamowni. Przy przebiegu 30 942 km pojawił się podejrzany wyciek oleju. Przyczyna była banalna – zwichrował się dekiel zaworów, a powodem było za mocne dokręcenie śrub mocujących. Pokrywę wymienio no w ramach gwarancji. Mimo ostrego traktowania (także poza torem) GSX-R 1000 K5 zużył tylko dwa komplety klocków hamulcowych i dwa zestawy napędowe.

Tagi: Suzuki GSX-R 1000 | motocykle używane | serwis | testy

Oceń artykuł:

3.1

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij