Motocykl poleca:

Motocykle PRL-u: Komuno wróć

Poleć ten artykuł:

Kiedyś o nich marzyliśmy lub nimi jeździliśmy. Później poszły w zapomnienie. Teraz motocykle i motorowery z czasów PRL-u wracają do łask.  

Żeby kupić nowy lub używany sprzęt dowolnej marki, wystarczy poszperać w internecie, odwiedzić parę salonów i mieć odpowiednią kasę. To dziś oczywista oczywistość. Ale przecież kiedyś tak nie było. Wieści o motocyklach japońskich, angielskich czy innych były jak opowieści zza siedmiu gór i rzek. Można było próbować (czasem próby bywały nieskuteczne) kupić tylko to, co oferowało komunistyczne państwo – albo wyprodukowane przez przemysł rodzimy, albo w „bratnich krajach socjalistycznych”. Taki często wystany w kolejce lub wyczekany miesiącami motocykl lub motorower był traktowany jak obiekt kultu.

Później czasy się zmieniły i prymitywne sprzęty robione w demoludach poszły w zapomnienie. Ale teraz wielu motocyklistów dosiadających nowoczesnych maszyn wraca pamięcią do swoich pierwszych wuesek, Ogarów czy emzetek i chce je znowu mieć. To taki pomysł na podróż w czasie. Jedni zlecają kupno i odrestaurowanie sprzęta, inni nie idą na skróty, lecz własnoręcznie rekonstruują pojazd, który zapewni powrót do przeszłości. Nie ma to jak ubabrać się smarem po łokcie. Zupełnie jak kiedyś.

Na szczęście przed laty tych pojazdów jeździło po naszych drogach parę milionów, więc nie wyginęły bez śladu jak dinozaury. Jak kupić? Można próbować na różnych motobazarach, ale prawdziwą okazję łatwiej trafisz, odwiedzając wiejskie gospodarstwa, bo na wsiach jeździło najwięcej jednośladów. I często mimo lat są w niezłym stanie, bo właściciel, zanim zajeździł sztukę, kupił sobie np. malucha. Na ciekawe oferty masz szansę trafi ć w internecie.

Zanim zabierzesz się za renowację, warto, abyś zapolował na literaturę dotyczącą danego sprzęta – instrukcje obsługi czy książki serwisowe. Nie spiesz się! Dzięki cierpliwym poszukiwaniom masz szansę trafi ć nawet na nowe, zapakowane w fabryczny papier części (i to nie made in China). Dzięki temu restauracja sprzęta sprzed lat wyjdzie znacznie taniej.  

 

Romet Ogar

Ten motorower był najczęściej widywaną „50” na polskich drogach w latach 80. i dużo dłużej. Mimo maleńkiej mocy, nieźle radził sobie z dwiema osobami, a 17-calowe kola dawały radę na polnych drogach i na leśnych ścieżkach. 

Produkcję Ogara 200 uruchomiono w 1983 roku. Nieco wcześniej zakłady Dezamet z Nowej Dęby wstrzymały produkcję napędzającego wcześniejsze motorowery silnika T-3. Dlatego ramę i resztę podwozia skonstruowano, przystosowując je do czechosłowackiego silnika Jawa 223 z leżącym cylindrem (znanego u nas z np. skuterków Jawa).

Sprzęcik miał kopniak działający do przodu po prawej stronie, a jedynkę wbijało się do góry. Moc zmniejszono (dławik w króćcu) z 3,5 do 2 KM, by pojazd nie jechał więcej niż 50 km/h.

W 1985 roku wyprodukowano Ogara 201 z amortyzatorami olejowymi i robiono go do 1990 roku.

Czesi dostarczali 40 tys. silników rocznie, co nie wystarczało, by sprostać zapotrzebowaniom rynku. Dlatego w 1986 roku powstał Ogar 205 (na zdjęciu) z inną ramą i z polskim silnikiem Dezamet 023. Miał on dwa biegi, był to więc krok do tyłu, bo Ogar 200 miał ich trzy. Produkowano go do 1993 roku.  

Dane techniczne - Ogar 205

Silnik 1-cylindrowy, dwusuwowy 49,8 cm3.

Moc 1,7 KM przy 4800 obr/min.

Masa 58 kg, zużycie paliwa 2,4 l.

Zbiornik paliwa 9 l,

prędkość maks. – 45 km/h  

 

Tagi: motocykle używane | PRL | testy | dane techniczne

Oceń artykuł:

2.8

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij