Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
2.5

Ochraniacze pleców

Motocyklowe żółwie – czyli ochraniacze pleców – muszą wytrzymać znacznie więcej niż pazury lub zęby drapieżników. Oto 13 przedstawicieli gatunku, z których każdy chce udowodnić, że rządzi w żółwim świecie.

Przed wyjazdem na wyprawę w tropiki warto zaszczepić się przeciwko egzotycznym chorobom. Nawet jeśli nie daje to 100-procentowej pewności uchronienia się przed dżumą czy inną cholerą, nie warto ryzykować. Tak samo zapobiegliwi powinni zawsze być motocykliści, tym bardziej że skuteczność ochrony zapewnianej przez protektor pleców jest niepodważalna. Badania pokazują, że w około 10% wypadków, w których uszkodzeniu uległ kręgosłup, ochraniacz mógłby zapobiec ciężkim jego obrażeniom.

Mimo to wielu bikerów uważa wkładanie żółwia na krótkie traski po mieście za zbędne, uzasadniając to tym, że takich zabezpieczeń potrzebują jedynie dosiadający ścigaczy. Niestety, nawet jeśli jeździsz superostrożnie, musisz brać pod uwagę, że niektórzy uczestnicy ruchu zamiast mózgów mają cegły, więc gnając jak wariaci mogą sprzątnąć cię z drogi niczym kula bowlingowa kręgle. No, ale dosyć krakania...

Zarzuty, że żółwie czy też mocowane pasem kamizelki ochronne nierzadko bywają nieporęczne, wkurzają podczas jazdy i szkodzą aktywnemu bezpieczeństwu, nie są pozbawione podstaw. Dobre samopoczucie jeźdźca i wygoda należą przecież do warunków bezpiecznej jazdy. Oprócz tego – powiedzmy to sobie szczerze – zakup żółwia wymaga pewnych nakładów fi nansowych. Najtańszy ochraniacz, występujący w tym teście kosztuje 265 zł, najdroższy oznacza wydanie 1399 zł.

Na co – oprócz ceny – należy zwrócić uwagę, kupując żółwia? Na wygodę. Bo po co wydawać kasę na skorupę, skoro na samą myśl o wciągnięciu ochraniacza na grzbiet będzie tobą wstrząsało? Inną przyczyną niewielkiego pożytku z żółwia może być niedostateczne tłumienie uderzeń. Postanowiliśmy sprawdzić, czy wybrane modele są warte pieniędzy, które trzeba za nie wyłożyć. Aby obiektywnie i dokładnie sprawdzić kwestię tłumienia uderzeń, zleciliśmy przeprowadzenie tego testu specom z TÜV Rheinland w Kolonii. Tam, zgodnie z obowiązującą obecnie normą (EN 1621-2), wszystkie ochraniacze musiały znieść serię pojedynczych uderzeń na stanowisku kontrolnym. Uśrednione wartości energii, która przeniknęła przez protektory, były wskazówką pomocną w ocenie bezpieczeństwa oferowanego przez poszczególne modele żółwi.

Podczas badań nie stwierdziliśmy, by w tej materii któryś z ochraniaczy wypadł wyraźnie gorzej od całej reszty. Także próba praktyczna nie była horrorem: okazało się, że większość protektorów
oferuje całkiem niezły komfort.



















pro & kontra

Dlaczego TAK
Używanie żółwi zaczęto propagować, gdy dzięki dokładnym analizom dowiedziono, że obrażenia kręgosłupa są znacznie bardziej prawdopodobne na skutek zwichnięcia niż w wyniku bezpośredniego uderzenia w plecy. A do zwichnięć dochodzi najczęściej wtedy, gdy jeździec uderza o przeszkodę głową lub nogami. Wprawdzie bywają takie wypadki, że żaden ochraniacz pleców nie pomoże, ale przecież nie o tych tu mowa. Dlatego pod skórzanym kombinezonem warto zawsze mieć ochraniacz. Jeśli preferujesz sportowy styl jazdy, w żółwiu mocowanym paskami poczujesz się lepiej. Wystarczy, że uświadomisz sobie, iż zapewnia ci dodatkową ochronę. Nawet ponad 30-stopniowe upały i perspektywa, że to tylko kawałek i tylko po mieście, nie może być usprawiedliwieniem rezygnacji z żółwia. A już prawdziwą głupotą jest jazda latem tylko w dżinsach i T-shircie.

Dlaczego NIE
Pierwsze ochraniacze pleców to były ciężkie plastikowe pancerze. Bikerzy wyglądali w nich jak filmowe żółwie Ninja albo jakby pod odzieżą schowali plecak. Dlatego te nieporęczne skorupy coraz częściej zostawały w szafie. Dziś, gdy producenci zaczęli oferować skórzane i tekstylne kurtki wyposażone we wsuwane protektory pleców, wielu uważa, że taka ochrona jest wystarczająca. Są oni skłonni zgodzić się, że wprawdzie ochraniacze mocowane paskami czy bardzo dobrze leżące kamizelki zapewniają większe bezpieczeństwo, ale podkreślają największą wadę tych rozwiązań: zawsze istnieje ryzyko, że biker zapomni wziąć ochraniacz.
 

 to warto przeczytać
  - Nazwa producenta i oznaczenie modelu (pole 1) powinny być łatwe do odczytania.
- Piktogram z motocyklistą (pole 2) informuje o poziomie bezpieczeństwa – tutaj poziom 2; to samo oznaczenie w polu 4 – oraz o typie protektora (B – plecy, L – lędźwie).
- Faktyczną strefę ochronną pokazuje odległość między talią a linią barków (pole 3). Na zdjęciu wynosi ona 40-46 cm; mierzy się ją jak na rysunku w polu 2.
- Informacje dotyczące normy bezpieczeństwa (pole 5) są obowiązkowe. Opcjonalne pole 6 informuje, gdzie jest dół żółwia.
  pochłanianie energii urządzeń
  Spore różnice podczas testu na zdolność pochłaniania energii uderzeń. Najlepszy
był Forcefield: aparatura pokazała, że niekiedy przenikała przez niego energia
o wartości 4 kiloniutonów. Najgorzej wypadł Acerbis, który przy niektórych uderzeniach przepuszczał aż 24 kiloniutony, nie uzyskując nawet poziomu bezpieczeństwa 1. 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Motocyklowe żółwie – czyli ochraniacze pleców – muszą wytrzymać znacznie więcej niż pazury lub zęby drapieżników. Oto 13 przedstawicieli gatunku, z których każdy chce udowodnić, że rządzi w żółwim świecie.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 07:28:05
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij