Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ


OCEŃ

Ohle V 12 - 435 KM żywiołu

„Jazda próbna? No dobra, przecież obiecałem, ale zróbmy ją blisko szpitala. W razie czego nie będzie daleko...”. Zmroziło mnie, ale nie było tak źle.

Od mniej więcej roku po necie krąży filmik pokazujący motocyklową samoróbkę z piecem V 12. Jego konstruktor, mieszkający w Wuppertalu Frank Ohle, podłubał przy podwoziu Boss Hossa, wcisnął w nie sześciolitrowy silnik z samochodu Aston Martin DB7 i teraz od czasu do czasu wyprowadza tego potwora na spacerek, racząc uszy lokalesów gangiem silnika o mocy 435 KM. Wystarczył news w naszym miesięczniku (link), aby Ohle zaprosił na jazdę próbną.

I oto stoję obok monstrum o długości 3 metrów i rozstawie osi 2,33 metra. Gościa, który zbudował takiego giganta, wyobrażałem sobie jako dwumetrowego wikinga z łapami jak niedźwiedź i wielkim brzuszyskiem. Tymczasem mający na oko pod pięćdziesiątkę Frank Ohle mierzy jakieś 1,76 m wzrostu. „Skoro jemu udaje się zapanować nad tą górą żelaza, to i ja dam radę” – myślę.



30 litrów na setkę
Omiatam kolosa wzrokiem. Widzę, że przednia opona jest zamontowana odwrotnie do kierunku obrotu. Gdy niby od niechcenia pytam, czy aby na pewno tak ma być, Ohle mówi: „W moim ostatnim Harrym kapeć też był na odwrót i wytrzymał 10 000 km. Toczył się, odprowadzał wodę, a o to chyba chodzi?”. Dobra, niech mu będzie.

Frank przekłada nogę nad kanapą. Postawienie maszyny do pionu idzie mu jak z płatka. Lewą ręką przekręca kluczyk dyndający gdzieś w okolicy łydki. Czy zastanawialiście się kiedyś, jak ryczy Godzilla, kiedy odbierze się jej ulubioną zabawkę, albo jak brzmi zdetonowana w amfiteatrze bomba? Sprzęt Ohlego to pokazuje: miasto pada na kolana, szyby wypadają z okien, a drzewa pochylają się do samej ziemi. Słowem – jest moc! Jedynie wyraz twarzy Franka pozostaje niewzruszony. „Muszę kopsnąć się na stację benzynową. Jedź za mną”– rzuca lakonicznie. Następnie ręczną dźwignią umieszczoną z lewej strony zapina jedynkę i rusza. Na stacji benzynowej spotykamy się ponownie. Zbiornik paliwa mieści 33 litry. „Lubi to bydlę wypić, oj lubi... – mruczy Frank. – Jeszcze nigdy nie zszedłem poniżej 16 litrów na setkę. A kiedy porządniej odkręcę, łyknie i 30 litrów”.

Podczas tankowania Frank opowiada o pierwszych jazdach testowych, kiedy chciał porządnie przegonić 435 koników, ale silnik po prostu odmówił współpracy. Efektem było to, że oryginalny kranik spoczywa gdzieś w kartonie, a jego miejsce zajął półcalowy kurek (z kaloryfera?) o potrójnej przepustowości. To i grube jak pyton węże wreszcie zaspokoiły pragnienie widlastej dwunastki.

Ponad 700 kg, 556 Nm, 435 KM, tylny kapeć 300 i mżawka – gdybym bardziej uważał na lekcjach fizyki, nigdy z własnej woli nie wpakowałbymsię w taką sytuację.

3/4 tony do pionu
Razem z fotografem ruszamy za Frankiem. Co ciekawe, wcale nie wybrał najłatwiejszej wylotówki z miasta. Jedziemy wąskimi drogami, mijając kilka wiosek. Dokąd? Wie to jedynie Frank. Gdy przejeżdżamy, okna gwałtownie się zamykają, ludzie stają na baczność, a psy zamierają w bezruchu. Z dwóch nieproporcjonalnie wąskich kominów dobywa się piekielne dudnienie – oznaki tętniącego w 12 garach 6 litrów żywiołu. Frank wyluzowany pokonuje kolejne winkle. Po jakimś czasie zatrzymuje się na wąskiej dróżce, zsiada z maszyny, klepie mnie po plecach i mówi: „Teraz twoja kolej. Tam dalej jest parking, gdzie możesz zawrócić”. Zawrócić... Cóż. Do utrzymania 3/4 tony w równowadze mam tylko prawą nogę, bo lewa próbuje zamknąć boczną podstawkę. Pojawiają się pierwsze krople potu. Uff, nareszcie stopka w górze. O asfalt opieram się końcówkamipalców obu stóp.

Automatyczna skrzynia ma trzy biegi: zwykły, na którym można jechać tak do 200 km/h, nadbieg, wyposażony w przełożenie do około 300 km/h, oraz wsteczny. Odpalanie sprzęta odbywa się na biegu jałowym. Strzał i 12 tłoków harcuje w cylindrach, 5 litrów oleju przekładniowego bulgocze w skrzy ni, 12 litrów cieczy chłodzącej krąży w silniku, 9 litrów oleju przeciska się przez silnik, smarując i chłodząc jednocześnie. Ten ogromny silnik ma 80 cm szerokości, 100 cm długości i waży 300 kg bez osprzętu. Z powodu tak dużego napędu muszę rozchylić kolana prawie do szpagatu, czuję się więc bezradnie, bezbronnie i trochę głupio.

Polecenia skrętu idą z metrowej szerokości kierownicy przez dwie olbrzymie półki i niekończący się widelec gdzieś tam na przednie koło. Jest w tym coś z zabawy w głuchy telefon. Czuję się obco i przewiduję, że przednie koło nie poinformuje mnie, dokąd zmierza, a napęd prawdopodobnie nie przekaże mi informacji, kiedy 556 Nm momentu obrotowego postawi przed 300-milimetrowym tylnym laczkiem wymagania, których ten nie będzie w stanie spełnić.


6 litrów, 12 garów – godny piec!

Ale… tylko tak mi się wydaje! Kolos rusza bowiem zaskakująco miękko i pozwala się całkiem łatwo kontrolować. Dotaczam się do pokrytego asfaltem, lekko opadającego parkingu o wymiarach 100 x 20 metrów. Manewrowanie na nim to dramat, ale to moja, nie sprzęta wina: jadę zbyt wolno, za mało pochylam ten kawał stali, dłonie kurczowo wczepiam w kierownicę, rozpaczliwie wiosłuję stopami. Na razie nie potrafi ę inaczej, bo mam wrażenie, jakby przednie koło było już w następnej wiosce, podczas gdy tylne jeszcze nie wyjechało z parkingu.

Nie dla cieniasów Uff, zawróciłem! Zlany ze strachu potem wracam do skrzyżowania w kształcie litery T, na którym bez bólu skręcam w lewo. Nagle widzę dwie starsze panie z ratlerkiem przechodzące przez ulicę. Klakson okazuje się zbyteczny. Sprawę załatwiam lekkim podkręceniem gazu. Czaaaaaad! Potwór nie ma obrotomierza, ale przy jakichś 1000 obr/min pomykam 80 km/h. Skrzynia biegów całkiem po ludzku zamienia moc w ruch. Obawa przed buksującym w niekontrolowany sposób tylnym kapciem była nieuzasadniona. To dodaje odwagi i powoduje, że panika topnieje jak lód na grillu.

Czas sprawdzić, co ta bestia potrafi. Błyskawicznie odkręcam gaz. Potężny odlot? Tego się spodziewam. Ale ponieważ jest mokro, opona zaczyna buksować, a maszyna prawie nie rusza się z miejsca. Lekko odpuszczam i koło wreszcie chwyta przyczepność. Wtedy czuję się jak wystrzelony z katapulty. Feedback widelca to coś zupełnie tu nieznanego. Hamulce? Stawiane przed nimi zadanie – delikatnie mówiąc – przerasta ich możliwości. Mniej myślę o jeździe i bardziej skupiam się na tym, jak przeżyć. Szerokie łuki nie stanowią żadnego problemu, ale przed ostrzejszymi winklami ogarnia mnie paniczny strach.

Frank Ohle generalnie ogarnia temat: z jego ośmiu maszyn pięć jest dopuszczonych do ruchu. Dla tego gościa Boss Hoss okazał się w pewnym momencie za nudny, więc wygłówkował wszczepienie w jego podwozie V12. Plan zrodził się, gdy na e-Bayu udało mu się wyrwać napęd Astona Martina. Dwunastocylindrowce z Audi, VW czy BMW nie rajcowały go. Godnym starań wyzwaniem okazało się przeprogramowanie elektroniki sterującej silnikiem i połączenie skrzyni biegów Boss Hossa z V12. Frank opowiada: „Na tle tego zadania przeróbka ramy to była bułka z masłem. Dla tak potężnego pieca musiałem przygotować dużo miejsca. Górna część ramy jest więc przykręcana śrubami, tak że do wymiany świec można ją zdjąć”.

Potwór – przynajmniej na razie – nie ma ofi cjalnego dopuszczenia do ruchu. „Kwity z Aston Martina byłyby do zdobycia, ale trzeba by było jeszcze coś pogrzebać przy wydechu, bo za mocno wali po uszach”. A na to Frank nie bardzo ma czas i chęci, bo… jego V12 zdążył mu się już nieco znudzić, więc układa nowy projekt, jeszcze dzikszy i jeszcze bardziej szalony. Dlatego maszyna jest do kupienia.


Parkingowa gleba – przynajmniej teoretycznie – jest niemożliwa: frezowane podpory
mają zapobiec przewróceniu się sprzęta na bok.

Parcie na szkło
Jeżeli ktoś chce się wyróżnić z tłumu i jest gotów zapłacić za to tyle, ile trzeba, wystarczy, że położy 76 500 euro. Tyle Frank życzy sobie za tę bestię. Cena do negocjacji. Maszyna używana turystycznie, kierowca niepalący.

zobacz galerię

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    „Jazda próbna? No dobra, przecież obiecałem, ale zróbmy ją blisko szpitala. W razie czego nie będzie daleko...”. Zmroziło mnie, ale nie było tak źle.
    Zobacz artykuł
    ~Motocykl Online, 2013-07-02 07:14:19