Motocykl poleca:

PGO G-max

Poleć ten artykuł:

Skutery sportowe cieszą się niesłabnącą popularnością. PGO G-max chce wykroić dla siebie miejsce wśród nich. I nic dziwnego, bo jest o co walczyć.
Zobacz całą galerię

G-max niewątpliwie zwraca na siebie uwagę. Agresywne, sportowe linie, dwukolorowe malowanie i oryginalna sylwetka pozwalają od razu stwierdzić, w jakim celu powstał ten skuter. Sylwetka PGO jest masywna i sprawia wrażenie maszyny klasy 125 cm3. Nic w tym dziwnego, skoro nadwoziu towarzyszą jednostki napędowe o pojemności nawet 200 cm3. Sportowe akcenty można znaleźć w każdym elemencie tego rollera i nie ma tu żadnych niedomówień – sport to jego dewiza.

Można to poczuć zaraz po zajęciu miejsca za sterami: twarde zawieszenia już w chwilę po ruszeniu nie pozostawią żadnych złudzeń. Skutkiem twardego zestrojenia podwozia jest częsty brak kontaktu czterech liter z kanapą – zwłaszcza na miejskich, nierównych nawierzchniach – ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, czyli że sport można pogodzić z komfortem. Ciekawostką jest umieszczenie tylnego amortyzatora w przekroku. Jest on z zewnątrz widoczny przez specjalne okienko, a lakierowana na czerwono sprężyna dodatkowo podkreśla, o co w tej maszynce chodzi. Sprytnie poprowadzone elementy nadwozia imitują aluminiową ramę, co jest widoczne szczególnie w tych wersjach kolorystycznych, gdzie są malowane na srebrno. Chromowany wlew paliwa dodaje prestiżu, natomiast fikuśna szybka nad zegarami jest elementem czysto dekoracyjnym. Wszystkie te bajerki dowodzą, że G-maxa wykonano z dużą dbałością o szczegóły. Plastiki, z których złożono owiewki tego tajwańskiego bzyka, są spasowane bez zarzutu, a jakość lakieru nie daje powodów do krytyki. Jeżeli ktoś lubi sportowe linie, ta maszynka powinna przypaść mu do gustu.






Wygląd PGO G-maxa pozwala natychmiast stwierdzić, na czym wzorowali się jego konstruktorzy. Za inspirację posłużyły Peugeot Speedfight i Gilera Runner – jednez popularniejszych skuterów w klasie sportowej. To kolejny dowód na to, dla kogo ma być ten sprzęcik.

Kokpit prezentuje się całkiem okazale. Znajdziemy tu – oprócz prędkościomierza – zegarek, zestaw kontrolek i – jak na sportowca przystało – duży obrotomierz. W sprawie ich czytelności nie ma się do czego przyczepić. Przednie światło dobrze oświetla drogę. Jego wygląd sugeruje, że mamy do czynienia z układem dwureflektorowym. Ale to zmyłka – główny reflektor znajduje się pośrodku przedniej owiewki, lekko zasłonięty przez element dzielący dwie szybki świateł.

Napędzający G-maxa, chłodzony powietrzem dwusuw o pojemności 50 cm3 nie należy do siłaczy w tej klasie, a i spalanie na poziomie 5 l/100 km nie jest powodem do dumy. Pomimo nie najgorszej, jak na skuter o tej pojemności, prędkości maksymalnej (ok. 65 km/h), jaką udało mi się uzyskać, przyspieszenia nie pozwalały konkurować nawet z maluchem podczas startu spod świateł. Trochę mnie to irytowało, bo po sportowym wyglądzie sądziłem, że i silnik jest odpowiedni. A tu kicha – spodziewałem się bestii, a pokazała mi się owca w skórze wilka. Sytuacja zapewne uległaby poprawie, gdyby stuningować silnik i zaopatrzyć go w akcesoryjny układ wydechowy.

Przedni hamulec może uchodzić za wzór do naśladowania w tej klasie: tarcza typu wave, dwutłoczkowy zacisk pływający i przewód hamulcowy w stalowym oplocie umożliwiają na zawołanie unieść tył podczas osadzania sprzęcika w miejscu. Czyli przedni hebel jest przystosowany do poprawek w układzie napędowym, o których wyżej. Tylny bęben nie powala skutecznością. Mimo to układ hamulcowy generalnie daje radę.





Skuter sportowy ma swoje prawa, dlatego próżno szukać w nim schowka pod kierownicą czy uchwytu na siatkę z zakupami. Sportowe geny trzeba też winić za to, że ochrona przed wiatrem czy deszczem jest znikoma, a na wąskich podłogach nie ma tyle miejsca, by móc zmieniać kąt ugięcia kolan.

Tylko po co komu to wszystko, skoro w sporcie pełną gębą liczy się tylko dzidowanie i latanie po winklach – a G-maxowi całkiem zręcznie wychodzi tylko to drugie. Twarde zawieszenia, w połączeniu z 12-calowymi obręczami, obutymi w nieźle trzymające, szerokie opony oraz wąska kierownica pozwalają na mocne i pewne złożenia w winklach.

Tagi:

Oceń artykuł:

2.7

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij