Motocykl poleca:

PGO T-REX 50

Poleć ten artykuł:

Mimo bardzo drapieżnej nazwy PGO T-Rex 50 to łagodna jak baranek maszynka. Ponadczasowe cechy tego skutera mogą jednak przysporzyć mu rzeszę zwolenników.
Zobacz całą galerię

Pomysł na maksymalne obniżenie kosztów jest prosty i znany od czasów, gdy ruszyła masowa produkcja samochodów, czyli od epoki, gdy w pierwszej dekadzie XX wieku wymyślono taśmę produkcyjną do składania Forda T na pierwszej taśmie. A więc bierzemy starą, sprawdzoną konstrukcję, wrzucamy ją w nową, odpicowaną skórę i nie ma wyjścia – mamy sukces na bank. W XXI wieku sprawa nie jest już tak prosta, bo odbiorcy stają się coraz bardziej wymagający i nie zamierzają słono płacić za odgrzewaną zupę.

PGO T-Rex 50 stanowi kolejną próbę zastosowania tego chwytu. Otóż za 5700 zł mamy skuter, który opiera się na podzespołach nie pierwszej młodości, opakowanych w nowoczesne nadwozie. Sprawdzone rozwiązania techniczne to oczywiście nie powód do wstydu, jednak nowe opakowanie pozostawia co nieco do życzenia. Zacznijmy od kanapy, która wygląda jak od czapy. W testowanym egzemplarzu stwierdziłem około 1,5-centymetrowy luz pomiędzy plastikiem zadupka a siodłem. Nie wygląda to estetycznie, a ponadto każde mycie sprzęcika kończy się zalaniem schowka.








Jak na skuter typowo miejski, T-Rex nie powala ilością schowków Co prawda pod siedzenie wejdzie nawet sporych rozmiarów kask typu jet z długą szybą, jednak rynienka pod kierownicą, zamiast zamykanego schowka, to trochę mało, a haczyk na siatkę, owszem, jest na wyposażeniu, jednak z zakupami pożegnasz się na pierwszym szybciej przejeżdżanym progu zwalniającym. Haczyk nie ma żadnego zabezpieczenia przed spadnięciem bagażu.

Na szczęście nie są to wady, które dyskwalifikują, lecz jedynie niedociągnięcia, których poprawienie umiliłoby codzienne korzystanie z tego jednośladu. Co do wyglądu małego tyranozaura, nie ma się do czego przyczepić. Linie nadwozia są miękkie, krągłe i dobrze wyważone, co sprawia, że maszynka staje się ponadczasowa i szybko się nie zestarzeje. Przednia lampa wraz z dwoma zewnętrznymi światłami postojowymi tworzą interesującą całość. W pierwszej chwili wydawać się może, że pod tymi bocznymi, białymi kloszami kryją się żarówki kierunkowskazów, a nie postojówki. Znanym z innych modeli PGO rozwiązaniem jest zakamuflowanie pojedynczego reflektora przedniego pod dwoma kloszami, co sprawia wrażenie, że układ ten jest bardziej rozbudowany. Tylna lampa mogłaby być trochę smuklejsza – wtedy tył nabrałby bardziej zadziornego i mniej przysadzistego wyglądu. Nie jest to jednak skuterek o sportowym charakterze, więc te drobne obsuwy można mu wybaczyć. Przełączniki na kierownicy wyraźnie potwierdzają, w porównaniu z innymi modelami PGO, że minęło już parę ładnych lat od czasu, gdy pierwszy raz ujrzały światło dzienne. Kokpit został bogato wyposażony, zagościł tu nawet obrotomierz. Niestety, design zegarów nie powala. Na szczęście całość jest w miarę czytelna, a to najważniejsze w skuterze uniwersalnym.

Kierownica dobrze leży w dłoniach, choć osoby mierzące powyżej 180 cm będą przy głębszym skręcie obijać sobie kolana. Oczywiście jest na to lekarstwo – każdy taki manewr należy poprzedzić przesunięciem kończyny odpowiednio do kierunku skrętu. Ale to zbędne ćwiczenia.



Sercem tej konstrukcji jest standardowa w tej klasie dwusuwowa pięćdziesiątka, chłodzona powietrzem. Przyspieszenia, jakie można uzyskać, nie rzucają na kolana, ale w miejskim ruchu wystarczają w większości przypadków. Prędkość maksymalna nawet pod ciężką jak na skuterowca osobą dość znacznie przekroczyła określone w przepisach 45 km/h. Nieraz dała mi się rozpędzić niemal do sześćdziesiątki.

T-Rexa – mimo nazwy kojarzącej się z bezwzględnym drapieżcą – cechuje miły i łagodny charakter. Zawieszenia zestrojono miękko, a pozycja za kierownicą nie zmusza do nienaturalnych gimnastyk (jeśli pominąć dryblasów). 12-calowe koła z szerokimi na 120 z przodu i 130 mm z tyłu oponami pasują do stylu maszyny. Lusterka dobrze odwzorowują świat za jeźdźcem. Ich zbyt wąskie ustawienie sprawia jednak, że czasem trzeba przytulić łokieć do ciała. Podłogi wykończono srebrnymi okuciami, sygnalizującymi miejsce przeznaczone dla stóp.

Przednia tarcza z dwutłoczkowym zaciskiem w zupełności daje radę i pozwala unieść tylne koło. Szkoda, że PGO nie kwapi się, by zastosować tarcze również na tylnym kole, gdyż mały bębenek już podczas jazdy solo nie pozwala na efektywne opóźnienia. Zbiornik paliwa o pojemności 6,7 litra wystarcza na przejechanie ok.120 km, a klapka, która przykrywa korek wlewu, po otwarciu wygląda jak samochodowy mikrobagażnik. Można by tam upchnąć np. ściereczkę do wycierania siedzenia po deszczu.

Tagi:

Oceń artykuł:

5.0

Motocykl OnlinePorady dla motocyklistów

Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów Porady dla motocyklistów
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij